więcej
Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Jaromira, Augustyna, Ingi , 28 maja 2022

Landsberg 1945. Nie fałszują rzeczywistości, bo nie mają takiej potrzeby

2022-05-06, Prosto z miasta

Mało kto wie, że w Landsbergu, Gorzowie, na tych ziemiach w 1945 r., kiedy przewaliła się zawierucha wojenna, gościło dwoje wybitnych pisarzy.

medium_news_header_33402.jpg
Wasilij Grossman w zrujnowanej pożogą wojenną Skwierzynie Fot. Archiwum

A świadectwa tego, jak zobaczyli tuż powojenną rzeczywistość można odnaleźć w książkach.

Okoliczności przejęcia Landsbergu z rąk niemieckich w rosyjskie 30 stycznia 1945 roku są dość dobrze znane i opisane. Faktem tym od kilku dekad zajmują się lokalni historycy. Jednak nawet, przeglądając książkowe nowości dotyczące regionu, natknąć się można na ciekawe źródła, dotychczas nieznane. Tak jest z dwoma, czyli z książką Heleny Rżewskiej „Berlin, maj 1945” i „Pisarz na wojnie Wasilij Grossman na szlaku bojowym Armii Czerwonej” w opracowaniu Antony Beevora i Luby Winogradowej. Oba źródła natomiast wymienił poznański dziennikarz i pisarz Leszek Adamczewski w swojej książce „Berliński wrota: Nowa Marchia w ogniu” wydanej w 2012 r.

Smiersz w drodze do Berlina

Niezmiernie interesującym źródłem jest książka Heleny Rżewskiej „Berlin, maj 1945”. Autorka, to rosyjska pisarka, która w czasie II wojny światowej pracowała jako tłumaczka dla Smiersza, czyli kontrwywiadu wojskowego. Swoją opowieść o drodze do Berlina zaczyna w końcówce 1944 roku. Kiedy to jej oddział został przerzucony pociągiem do Polski. Pisarka jechała przez Siedlce, Warszawę, Bydgoszcz aż do Poznania. W Bydgoszczy była w tydzień po tym, jak miasto przeszło w ręce rosyjskie. Podobnie z Poznaniem.

W kierunku na Berlin pisarka ruszyła samochodem na początku maja. Pierwsze wrażenia z pobytu na naszych ziemiach, to widok tablicy na byłej granicy między Polską a Niemcami w okolicy Gorzynia. Napis na tablicy głosił bowiem Wot oto ona, proklataja Giermania – „Oto one, przeklęte Niemcy”. Pierwszym miasteczkiem, na które pisarka się natyka, to Schwerin, czyli Skwierzyna. Tak oto pisze, co zobaczyła:

„Niewielkie, na pół zburzone miasteczko Schwerin. Wojna przetoczyła się dalej, a w miasteczku wyczuwa się przytłumione, ledwo uchwytne pulsowanie życia. Na skrzyżowaniu, naprzeciwko szarej willi „dachdeckermeistra”, dekarza, na ogromnym plakacie chłopak w kożuszku krzyczy: „Cel – legowisko bestii! Ognia!”.

Miasto Landsberg

Potem Rżewska dociera do Landsbergu i tak o tym pisze:

„Miasto Landsberg. W zwalonym na chodnik, pozbawionym kół „oplu” mali chłopcy z białymi opaskami na rękawach. Pewnie bawią się w wojnę. Z okien zwisają białe prześcieradła. Na ulicach sporo ludzi, objuczeni tobołami pchają wyładowane dziecinne wózki i wszyscy co do jednego – zarówno dorośli, jak i dzieci – z białą opaską na lewym rękawie. Nie wyobrażałam sobie, że cały kraj może przywdziać białe opaski kapitulacji; nie przypominam sobie, żebym czytała o czymś podobnym. Na ocalałej Theaterstrasse przystrojona brama triumfalna z napisem „Witajcie” – punkt zborny obywateli radzieckich wywiezionych na roboty przymusowe do Niemiec.

Na przedmieściu przy szosie jakiś starszy mężczyzna kopie ziemię. Zatrzymaliśmy się i weszli do domu. Gospodyni, widocznie już przywykła do takich gości, zaproponowała, że zagrzeje kawę.

Domek ten, stojący obok szlaku, po którym toczyła się wojna, posiadał najbardziej zaciszną, lśniącą czystością kuchnię. Na półkach – równy szereg kufli na piwo. Fajansowa figlarna kobietka w sutych spódnicach przysiadła na bufecie. Ten wesoły bibelocik gospodyni otrzymała z okazji ślubu trzydzieści dwa lata temu. Przetoczyły się dwie straszne wojny, ale fajansowa kobietka z napisem „Kaffe und Bier – das lob ich mir” (Kawa i piwo – oto co lubię) nadal była cała.

Wyszliśmy z domu. Gospodarz wysiewał w spulchnioną ziemie nasiona kwiatów. Od wielu lat hodował kwiaty na sprzedaż. A obok przejeżdżały transportery opancerzone. Szczękały gąsienice….

Mali chłopcy z białymi opaskami na rękawach wozili jeden drugiego na taczkach. Chłopaczek w żołnierskim swetrze koloru błota osadzał łopatę na trzonku.

Na niebie wisiał niemiecki samolot zwiadowczy – „Rama”. A na rozwidleniu dróg wojskowa służba drogowa już wznosiła pawilon dla osób poruszających się po Niemczech przygodnie napotkanymi samochodami; widniejący tam napis głosił: „Za jazdę lewą stroną pozbawia się kierowcę prawa jazdy”.

Minęliśmy pułk kawalerii rozlokowanej we wsi przy szosie, brygadę czołgów, stanowiącą rezerwę dowódcy i wyprzedając sunące ciężko samochody z amunicją, wjechaliśmy do Kostrzyna. Miasto nad Odrą, bezludne, zburzone. Niemcy nazwali je kluczem do Berlina.

Usiłując wydostać się z miasta, z trudem przedzieraliśmy się przez zwały tarasujących ulice gruzów, spalonej armatury, potłuczonych dachówek. Wreszcie nasz samochód wpadł na plac. Ogromny plac był w tej chwili cmentarzyskiem otaczających go dawniej budynków. Posępne zwały kamienia napierały ze wszystkich stron. Wiatr tarmosił pozrywaną z dachów blachę Jęczały zawisłe w powietrzu dźwigary. Z dziur w ścianach osypywał się kamienny pył. A pośrodku placu – cudem ocalały pomnik z brązowym ptakiem na szczycie.

Boże, jak tu potwornie pusto! I ten ptak, niedorzeczny, głupi, zuchwały, jeden jedyny w tym straszliwym kamiennym pustkowiu”.

Tak w pierwszych dniach maja wyglądała tużpowojenna rzeczywistość w byłej Nowej Marchii.

Autorka potem wraz ze swoim kierowcą jedzie dalej do Berlina, tu pracuje jako tłumaczka w samym centrum wydarzeń, spotyka współpracowników Hitlera.

Pisarz w ogniu

Równie interesującym źródłem do poznania, a może lepszego oglądu dziejów tych ziem jest książka poświęcona Wasilijowi Grossmanowi, również bardzo znanemu rosyjskiemu pisarzowi, który przeszedł praktycznie ten sam szlak, co Helena Rżewska.

Grossman był korespondentem wojennym „Krasnoj Zwiezdy” i tam publikował swoje reportaże wojenne, ale część zapisków nie była nigdy opublikowana, a to ze względu na ich drażliwość, lub niepolityczną wymowę. Książka opracowana wespół przez Anglika i Rosjankę ma niezmiernie istotny walor, ponieważ autorzy cytują właśnie te zapiski Grossmana, które przeleżały pół wieku w rosyjskich archiwach.

Grossman w swoim szlaku bojowym miał styczność z 8 Armią Gwardyjską generała Wasilija Czujkowa, czyli z tą bitną formacją, która pokonała hitlerowców pod Stalingradem i był pod wrażeniem jej kunsztu wojennego, a także waleczności, czemu daje świadectwo w swoich zapiskach. To właśnie z Czujkowem i jego ludźmi Grossman oglądał zdobywanie Poznania w styczniu 1945 r. I razem z 8 Gwardyjską podążał do Berlina szlakiem, jakim szła też Rżewska. To właśnie już po przekroczeniu byłej granicy Polski z Niemcami pod Gorzyniem, Grossman zanotował, że przerażają go skutki pijaństwa gwardzistów. Bo właśnie na tej drodze, pod Gorzyniem z rąk pijanego czerwonoarmisty zginął Bohater Związku Radzieckiego pułkownik Goriełow, dobry znajomy Grossmana.

Pisarz w końcu dociera do Schwerin, czyli Skwierzyny, i tak opisuje tę rzeczywistość:

„Wszystko w ogniu. Trwają grabieże. Mnie i Giechmana zakwaterowano w ocalałym domu. Wszystko na miejscu, piec jeszcze ciepły, na piecu czajnik z gorącą wodą, widocznie gospodarze dopiero co uciekli. Szafy pełne rzeczy. Kategorycznie zabraniam ich ruszać. Przychodzi komendant, prosi o pozwolenie zakwaterowanie w domu dopiero co przybyłego pułkownika sztabu generalnego. Oczywiście pozwalam. Pułkownik jest wspaniały. Jeden ze sławnych rosyjskich bohaterów. Przez całą noc w pokoju odpoczywającego pułkownika słychać hałas. Rankiem wyjechał bez pożegnania. Wchodzimy do jego pokoju, chaos, pułkownik opróżnił szafy jak prawdziwy rabuś.

Staruszka rzuciła się z okna płonącego domu.

Wchodzimy do domu, na podłodze w kałuży krwi zastrzelony przez rabusiów starzec. Na pustych podwórkach klatki z królikami i gołębiami, żeby uratować je przed ogniem otwieramy drzwiczki klatek.

Strach w oczach kobiet i dziewcząt

U komendanta [miasta] grupa francuskich jeńców wojennych skarży się, że czerwonoarmiści zabrali im zegarki, dając za każdy rubla. Niemka w czerni z martwymi ustami, mówi ledwie słyszalnym głosem. Jest z nią dziewczyna z czarnymi aksamitnymi krwiakami na szyi i twarzy, oko zapuchnięte, straszne siniaki na rękach. Dziewczynę zgwałcił żołnierz kompanii łączności sztabu generalnego. On też tu jest, rumiany, tłusty na twarzy, senny. Komendant prowadzi przesłuchanie opieszale.”. I dalej opis skarg niemieckich kobiet na gwałcących je, nie odbiega od innych wspomnień z tamtych czasów.

Kasa ze zdjęciami

Grossman po wyjeździe ze Skwierzyny trafia do Landsbergu. Tu przypatruje się pracy specjalnej komisji, która z rozkazu Stalina zajmowała się konfiskatą kosztowności. Niekiedy jednak Niemcy nie chcieli czerwonoarmistom otwierać sejfów, wówczas jak notuje pisarz „czerwonoarmiści usiłowali je otwierać na własną rękę, używając panzerfaustów, które niszczyły sejf z zawartością”.

Już w samym Landsbergu: „Skarbiec w Landsbergu. Nasza komisja otwiera sejfy. Jest tam złoto, kosztowności i mnóstwo fotografii dzieci, kobiet, starców. Członek komisji rekwizycyjnej mówi do mnie: „Po chuj oni te fotografie przechowują”?

Dowódca dywizji mówi chemikowi, który przyszedł po instrukcje dotyczące dymów sygnałowych „Sram na twoje dymy, siadaj i zjedz ze mną obiad”.

We wspomnieniach są także słowa poświęcone pułkownikowi Gusakowskiemu, wojennemu watażce, który tak mówi o marszałku Żukowie „Miasto – Landsberg zajął jeden pułkownik, a w rozkazie głównodowodzącego (Żukowa ) wymieniono dziesięciu generałów”.

Słowem podsumowania

Zapiski zarówno Heleny Rżewskiej, jak i Wasilija Grossmana są świadectwem tamtych czasów i mają tę szczególną wartość, że czynione były przez chłodnych obserwatorów, osoby z zewnątrz, kompletnie niezwiązane z danym miejscem. Jest t o tyle ważne, że w przypadku Gorzowa a szczególnie mocno w przypadku Skwierzyny takich świadectw nie ma. Owszem, jest bogata literatura, ale to pamiętnikarstwo, wspomnienie, zawsze zatarte przez sentyment, miłe lub niemiłe wspomnienie. Brakuje relacji, takich, jak przytoczone powyżej zapiski.

Oboje autorzy nie fałszują rzeczywistości, bo nie mają takiej potrzeby. Przytoczone zapisy nie wynikają bowiem z uczuć, czy sentymentu, lecz są oddaniem chwili, tego co się wówczas tu działo.

Fakt, że opisy Rżewskiej i Grossmana potwierdzają prawdy znane o tych ziemiach, o tym, co tu się wydarzyło zimą 1945 roku i kilka miesięcy później, ma ogromne znaczenie. Uwiarygodnia bowiem wspomnienia uczestników tych wydarzeń, czyli Niemców, którym przyszło uciekać przez Armią Czerwoną, i Polaków, którzy też w pewien sposób zostali wykorzenieni z Kresów czy też innych miejsc.

Zapiski te dotyczą historii tych ziem i choćby tylko z tego tytułu warto o nich wiedzieć. Jeszcze raz podkreślę, że niezmiernie istotne są tu słowa Grossmana dotyczące Skwierzyny, jako że w przypadku akurat tego miasteczka źródeł do tuż powojennej historii praktycznie nie ma.

Renata Ochwat

PS. Artykuł powstał dzięki pomocy bibliotekarzy działu regionalnego Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gorzowie Wielkopolskim i za tę pomoc serdecznie dziękuję.

Pierwodruk artykułu w „Nadwarciańskim Roczniku Historyczno-Archiwalnym” nr 20, Gorzów Wielkopolski 2013, s. 225-220, wydawca Archiwum Państwowe i Towarzystwo Przyjaciół Archiwum i Pamiątek Przeszłości. Cały tom do kupienia w archiwum przy ul. Tadeusza Mościckiego i księgarni Daniel przy ul. Bolesława Chrobrego.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x