więcej
Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Jana, Pauliny, Rudolfiny , 26 czerwca 2022

Goście często przy nim się fotografują. Zwłaszcza z Niemiec

2022-05-24, Prosto z miasta

- Na znak królestwa mego… - tak zapewne mógł powiedzieć król Prus Fryderyk Wilhelm I, kiedy dane mu było popatrzeć na Wielki Kartusz Herbowy jego królestwa, jaki w różnych czasach i miejscach zaczął się pojawiać w Prusach.

medium_news_header_33714.jpg
Fot. Renata Ochwat

Jeden z nich, przepięknie odnowiony, wisi w Muzeum Lubuskim im Jana Dekerta w Gorzowie.

- Od czasu do czasu, jak bywają u nas goście z zagranicy, to się przy nim fotografują. Zwłaszcza goście z Niemiec – opowiadał przed laty Wojciech Popek, ówczesny dyrektor muzeum. A jego słowa do dziś potwierdzają pracownicy muzeum. Aby to cudo zobaczyć, trzeba iść do Sieni Herbowej, czyli dawnej oszklonej werandy w willi Gustawa Schroedera, dziś siedziby głównej muzeum. I tu dech w piersiach, zwłaszcza czułym na starą sztukę, zapiera przepiękny kartusz herbowy królestwa Prus, którego strzegą dwie halabardy zawieszone symetrycznie po obu bokach.

 

ZOBACZ:

Problem narasta, bo daliśmy na to przyzwolenie

 

 

Z Ośna do Gorzowa

Kartusz jest zabytkiem z XVIII wieku, który przywędrował do Gorzowa z miasta Ośno. Tam pierwotnie wisiał w Ratuszu, a po jego przebudowie trafił do biblioteki dzisiejszego kościoła św. Jakuba, potem przeniesiono go do wnętrza świątyni i tam sobie wisiał tuż obok przepięknej ambony, która do dziś jest ozdobą, jedną z wielu, warto dodać, tej monumentalnej świątyni. W międzyczasie kartusz, całkiem spore dzieło sztuki, bo mierzący 171 cm na 130 cm, przeszedł dwie konserwacje, na początku XX wieku i tę jedną, trzecią, najważniejszą w latach 1990-91 w szczecińskiej pracowni konserwacji zabytków u państwa Małgorzaty i Henryka Zyzików. I być może dlatego zabytek trochę odbiega od pierwowzoru. Bo być może czas, a być może i nie do końca doskonała znajomość sztuki heraldycznej sprawiła, że ozdoby kartusza nie mają właściwych barw. Bo jak się na zabytek patrzy, to labry, czyli przepiękne ozdoby zrobione na wzór liścia akantu, nie mają właściwych barw. Jak się stoi przed nim, czyli inaczej niż patrzą na herby i katusze znawcy, to labry po prawej stronie mają barwę złoto-niebieską. Taką samą mają labry z drugiej strony, a powinny mieć barwę srebrno-czarną.

– No cóż, błąd się wziął z niedostatku wówczas wiedzy – tłumaczył emerytowany już Janusz Michalski, kustosz muzeum. Tłumaczył, że kartusz znalazł się w Gorzowie w 1977 roku. I od tego czasu jest jednym z najbardziej intrygujących dzieł, jakie u nas można oglądać.

36 pól i jeszcze jedno

Kustosz Janusz Michalski sporo czasu poświęcił na zgłębienie tajników heraldyki niemieckiej i w przejmujący i zajmujący sposób o tym mówił. Dość zaznaczyć, że i barwa, ale i kształt, jak również ułożenie poszczególnych elementów na herbach, ale i na kartuszu mają ściśle określone znaczenie. Trzeba powiedzieć, każdy element coś znaczył i nie wolno go było zmieniać. Zresztą do dziś się tego nie czyni.

– Czuwali nad tym heraldycy. I oni decydowali, jak co ma wyglądać – mówił kustosz Janusz Michalski. Tak też było w przypadku królewskiego kartusza. Czyli jakie miejsce, które w dość zwikłanej kolejce zajmowało które księstwo. – Decydowała chyba potęga i znaczenie poszczególnych ziem – mówi Janusz Michalski.

Bo tak się składa, że Wielki Kartusz Królestwa Prus składa się z 36 tarcz herbowych i jednego jeszcze. Ułożone są one w ściśle określonym porządku. Sam kartusz zwieńczony jest koroną, nad którą umieszczono jabłko z krzyżem, czyli jednym z symboli królewskiego władztwa. Każde pole to herb państwa, rodu, margrabstwa, markizerii. W centralnej części kartusza, czyli na tak zwanym słupie, widnieją trzy herby. A więc herb królestwa Prus – czarny orzeł, nadany zresztą im przez króla polskiego Zygmunta Starego po Hołdzie Pruskim (warto popatrzeć na obraz Jana Matejki). Jest też herb margrabiów Brandenburskich oraz księstwa Oranien. Na pozostałych są znaki herbowe księstw, margrabstw i jedno markizowskie. Wszystkie przepiękne, na wielu widać gryfy pomorskie, intrygujące, mityczne stworzenia, do dziś widniejące w oficjalnych herbach i znakach województw nadbałtyckich polskich i niemieckich.

A na samym dole jest to jedno szczególne pole, czerwona część, czyli pole krwawe, znak tego, że król Prus otrzymał z rąk cesarza Niemiec czerwoną flagę na rzecz specjalnych poruczeń, jak choćby zwierzchnictwa nad sądownictwem. Z rąk samego cesarza…

I nie tylko w Gorzowie

Podobne kartusze można obejrzeć w Szczecinie, choćby na Bramie Portowej. Są takie same, dokładnie taki sam jest układ tarcz. Na szczęście Niemcy w czasie II wojny światowej, a dokładniej mówiąc, jej schyłku, zdemontowali attykę, czyli tę nadbudowę nad konstrukcją i ją schowali, dlatego zachowała się do dziś i do dziś zachwyca urodą. A Wielki Kartusz Herbowy tam widniejący do życia przywrócili Polacy. Podobny, ale nieco inny, zachwyca w Spandau, dziś dzielnicy Berlina, ale tam jest czerwony brandenburski orzeł, znany z herbu Gorzowa, którego nie ma na Wielkim Kartuszu Królestwa Prus. Bo to znak władztwa elektorskiego, a nie królewskiego. Podobne kartusze można dostrzec na starych mapach albo monetach.

– Musimy raz jeszcze się przyjrzeć monetom w naszych zbiorach, bo a nuż też tam są – mówi Paweł Kaźmierczak, archeolog z gorzowskiego muzeum, który niedawno taką jedną monetkę odnalazł i pokazał Januszowi Michalskiemu, a on zgromadzonym słuchaczom w muzeum.

Bo królami zostali

Na kartuszu nie ma czerwonego brandenburskiego orła, znaku heraldycznego panów tych ziem. Dlaczego? Ano z prostej przyczyny. Bo kartusz powstał już po tym, kiedy lektor, znaczy Fryderyk III Hohenzollern 18 stycznia 1701 roku został królem w Prusach, to jego znak, ów czerwony orzeł, którego można zobaczyć choćby na filarze w katedrze gorzowskiej, stał się mniejszym godłem, mniej ważnym, aniżeli czarny, pruski królewski. Czarny stał się ważniejszy, czerwony był herbem tylko Brandenburgii, czarny natomiast był symbolem państwa, które za sprawą Wielkiego Elektora, jego syna i wnuka, stało się potęgą tamtego świata.

Kartusz z Muzeum Lubskiego powstał prawdopodobnie za czasów władztwa syna Wielkiego Elektora, czyli Fryderyka Wilhelma I, który 18 września 1722 roku nawiedził miasto Ośno w swej podróży po nadgranicznych miastach Prus oraz Polski i Śląska. Być może ufundowali go zacni mieszczanie tego kiedyś ważnego grodu. A czemu nie za sprawą jego wnuka, czyli Fryderyka II Wielkiego. Ano i za tą, że kiedy Fryderyk II Wielki doszedł do władzy, to w 1740 roku, natychmiast niemal rozpętał I wojnę śląską. I gdyby Kartusz miał powstać za jego władztwa, to na pewno i herb Śląską, a przynajmniej maleńkiego kawalątka tych ziem, jak choćby ziemia jaworzyńska czy inne mogłyby się tam znaleźć. A ich nie ma. Tak więc bardzo trafna się wydaje datacja Janusza Michalskiego, co to czasów powstania tego kartusza.

Wspaniały zabytek oglądać można w godzinach pracy Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta w Gorzowie.

Renata Ochwat

 

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x