Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Kamili, Kamila, Marcelego , 14 lipca 2024

Dlaczego zmiana nazwy miasta jest ważna? Poczytajcie!

2024-07-05, Prosto z miasta

W Gorzowie trwają konsultacje w sprawie zmiany nazwy miasta z „Gorzów Wielkopolski” na „Gorzów”, choć w tym przypadku można mówić o chęci powrotu do historycznej nazwy, jakim jest Gorzów.

medium_news_header_40534.jpg

Inicjatywa ta wyszła ze strony Komitetu Obywatelskiego, który w końcu października 2023 roku złożył do prezydenta miasta wniosek w tej sprawie. Jednym z członków komitetu jest Honorowy Obywatel Miasta Gorzowa Wielkopolskiego, prof. Dariusz A. Rymar, na co dzień dyrektor Archiwum Państwowego w Gorzowie.

 

 

Prof. Dariusz A. Rymar wyjaśnia w poniższym artykule, dlaczego warto podjąć decyzję o powrocie do dawnej, krótszej a przede wszystkim prawidłowej nazwy miasta, ponieważ obecna na wiele istotnych wad, pomimo, że funkcjonuje od połowy 1946 roku.

Dlaczego uważam, że warto skrócić nazwę miasta i powrócić do jej pierwotnej formy? – pisze do redakcji prof. Rymar.

1. Bo wpłynie to pozytywnie na wizerunek miasta i jego postrzeganie w kraju i świecie. Skrócenie nazwy zalecali twórcy marki Gorzowa, a są to przecież specjaliści od marketingu. Nazwa krótka jest łatwiejsza do zapamiętania i bez komponentu „Wielkopolski” nie będzie sytuowała Gorzowa w Wielkopolsce. Wiele osób w Polsce słysząc nazwę naszego miasta jest przekonana, że położone jest ono na terenie woj. wielkopolskiego! A przecież nawet Poznań nie ma w nazwie „Wielkopolski”. Dlaczego zatem miasto wojewódzkie Gorzów ma promować inny region niż ten, w którym jest położony? Zresztą żadne miasto wojewódzkie w kraju, a też trudno znaleźć duże miasto, które ma w nazwie przymiotnik dookreślający jego położenie. Taki przymiotnik oznacza zwykle miasto małe, które musi się promować poprzez nazwę regionu, w którym się znajduje. Spodziewam się zatem korzyści płynących z łatwiejszego odbioru nazwy (np. obecnie jest ona trudna do wymówienia przez cudzoziemskich inwestorów). Poza tym już samo mówienie o tej sprawie powoduje, że o Gorzowie jest głośniej w mediach, także krajowych, co już jest korzyścią.

2. Bo tak będzie wygodniej. Uprościmy sobie życie. Obecna nazwa składa się aż z 18 znaków, po skróceniu będzie to tylko 6 znaków. Chyba wszystkim zdarzyło się wypełniać rubrykę „miejsce zamieszkania” w jakimś formularzu. Ile jest pracy z wypisywaniem tak długiej nazwy? A czasem trzeba ją napisać kilka razy. Poza tym w praktyce mało kto używa pełnej nazwy miasta (chociaż pełna nazwa ma też swoich zwolenników). Mamy zatem Radio Gorzów, Klub Sportowy Stal Gorzów, Stilon Gorzów, Arena Gorzów itp.

3. Bo przeciw skróceniu nazwy nie przemawiają względy historyczne. Względy historyczne są tu w ogóle mało istotne. Podnoszę ten problem gdyż przeciwnicy skrócenia nazwy miasta często odwołują się do historii, niesłusznie wiążąc Gorzów z Wielkopolską już w średniowieczu. Zresztą nawet gdyby tak było (a nie było!), że 700 lat temu Gorzów był przez chwilę w Wielkopolsce, to jakie to ma znaczenie dla nas dziś, żyjących w XXI wieku, gdy czas płynie tak szybko, że nawet lektura prasy często ogranicza się do samych nagłówków?!

4. Bo nazwa z przymiotnikiem deprecjonuje miasto. Tylko niewielkie miejscowości muszą się jakoś dookreślać. Nie dotyczy to Gorzowa – miasta – stolicy województwa.

5. Bo pełna, dwuczęściowa nazwa jest kłopotliwa w użyciu, np. nie mieści się w logach, na szyldach. Stąd często pojawia się skrót „Wlkp.”, który wygląda fatalnie, wręcz pogardliwie. Nawet w oficjalnych miejscach najczęściej pojawia się tylko skrót. A według ekspertów jest on niedopuszczalny. Dlaczego zwolennicy pozostawienia nazwy w dotychczasowym brzmieniu na ogół nie używają pełnej nazwy, tylko mówią o „Gorzowie”, albo piszą „Gorzów Wlkp.”?

Streszczając sprawy historyczne bez zagłębiania się w szczegóły tej skomplikowanej i do końca niejasnej materii sprawa przynależności Gorzowa do Wielkopolski wyglądała następująco:

 Gorzów został założony w roku 1257 na północnym brzegu Warty. Miasto aż do roku 1945 znajdowało się w granicach zmieniających się państwowości niemieckich i nigdy wcześniej do Wielkopolski nie należało. Podobno jeszcze w XIV wieku na moście w Gorzowie znajdował się polski znak graniczny. Bo faktycznie obszar dzisiejszego Zamościa, zwanego obecnie częściej Zawarciem, znajdował się przez pewien czas w Polsce (czyli też Wielkopolsce), jednak w nie do końca jasnych okolicznościach od Polski odpadł. Zamoście faktycznie znajdowało się również w diecezji poznańskiej, pomimo że sam Gorzów należał do diecezji kamieńskiej. Jednak Polska aż do epoki rozbiorowej stała na stanowisku granicy na połowie koryta rzeki Warty, mniej więcej do wysokości Gorzowa. Jednak do Gorzowa, czyli miasta ulokowanego na północnym brzegu Warty, nie zgłaszała roszczeń. Miasto było w obszarze niemieckim i w Polsce znalazło się dopiero w roku 1945.

Już w XIX wieku pojawiły się polskie odpowiedniki nazwy miasta: Górzew (1838), Gorzew (1843) i Winnagóra (1894). Prawdopodobnie jednak dopiero w okresie I wojny światowej nastąpiło w Polsce przypisanie niemieckiemu jeszcze Landsbergowi polskiego odpowiednika: Gorzów. Taka nazwa pojawiała się na mapach wydawanych we Lwowie m.in. przez wybitnego uczonego prof. Eugeniusza Romera. I taka nazwa funkcjonowała w niektórych polskich wydawnictwach do roku 1945. W roku 1945 do Gorzowa właśnie przybyli polscy osadnicy z Florianem Kroenke na czele. Dopiero w maju 1946 wprowadzono urzędowo nazwę z dodatkiem „Wielkopolski”. Było to spowodowane tym, że Gorzów znajdował się w tym czasie w województwie poznańskim (miało to miejsce w latach 1945–1950) i chodziło o odróżnienie jego nazwy od innych miejscowości o nazwie Gorzów (miasta Gorzów Śląski i wsi Gorzów). Było to przecież w okresie gdy nie istniały jeszcze kody pocztowe, a geografii Ziem Zachodnich i Północnych przyłączonych do Polski w roku 1945 dopiero się uczono. Za dołożeniem miastu dodatku „Wielkopolski” stała ministerialna Komisja Ustalania Nazw Miejscowości, która zdecydowała o tym na posiedzeniu 2-4 marca 1946. Co ciekawe z tych obrad nie sporządzono protokołu, a zatem nie wiemy kto zgłosił taki pomysł, jak był umotywowany ani też czy wywołał jakąś dyskusję.

A zatem skrócenie nazwy byłoby powrotem do pierwotnej, przedwojennej nazwy miasta.

Argumentacja przeciwników skrócenia nazwy i powrotu do jej pierwotnego brzmienia najczęściej przybiera formę następujących zarzutów:

  1. Że jest to temat nieważny, ważniejsze jest bezrobocie, dziurawe ulice, służba zdrowia, kolej, itp.,
  2. Że jest to temat zastępczy,
  3. Że towarzyszyć temu będą duże koszty.

Odpowiadając na takie zarzuty można stwierdzić, że:

  1. Temat jest ważny, bo mówimy przecież o naszym logo, naszym czyli wszystkich mieszkańców miasta. Z pewnością nie jest to najpilniejszą sprawą, ale sprawą ważną jest z na pewno.
  2. Nazwa jest istotnym elementem kształtowania świadomości społecznej i identyfikacji. Jak gorzowianie wielkopolscy mają się identyfikować z tworzoną od 1999 roku tożsamością lubuską?
  3. Jest oczywiste, że skrócenie nazwy miasta nie sprawi, że przybędzie nam pieniędzy w portfelach. Jednak warto zwrócić uwagę, że podobnie napływu pieniędzy do portfeli nie spowoduje pozostawienie nazwy w dotychczasowym kształcie.
  4. Zajmowanie się sprawą nazwy nie spowoduje zatrzymania biegu innych spraw, walka z bezrobociem czy dziurawymi ulicami niewątpliwie na tym nie straci. Porzucenie sprawy skrócenia nazwy nie spowoduje poprawy komunikacji kolejowej miasta, z roku na rok się pogarszającej. Gdyby sprawy te miały ze sobą jakiś związek, sam byłbym za tym aby zajmować się tylko sprawami połączeń kolejowych.
  5. Symbolika jest ważna. Nazwa miasta to jego symbol. Przypominam, że w roku 1989, czasie galopującej inflacji i rozpadu gospodarki nakazowo-rozdzielczej rząd i część posłów pracowała nad wdrożeniem reform gospodarczych, jako najpilniejszych dla wszystkich Polaków. Jednak nie oznaczało to, że parlament zajmował się tylko tą sprawą. Znaleziono dość czasu aby zmienić nazwę państwa z PRL na Rzeczpospolita Polska oraz przywrócić godło państwowe z orłem w koronie. Gdyby pójść tokiem rozumowania przeciwników skrócenia nazwy miasta, że najpierw trzeba załatwić problem bezrobocia, to do dziś RP nazywałaby się PRL.
  6. Nie jest to temat zastępczy. Gdyby przyjąć, że tak jest, impuls w tej sprawie pochodziłby od władz Gorzowa, które nie mogąc sobie poradzić z innymi sprawami rzuciły by hasło skrócenia nazwy miasta. Tymczasem sprawa wraca co jakiś czas od lat 80. XX w. i to przeważnie za sprawą środowisk nie związanych z zarządzaniem miastem. W roku 1995 tę ideę zgłosił ówczesny prezydent Gorzowa Henryk M. Woźniak, który w czasie swojej kadencji porządkował także inne sprawy związane z tożsamością i tradycją Gorzowa: Rada Miasta uchwaliła wówczas oficjalny wizerunek herbu, barw miasta, sztandar, ustanowiono godność Honorowego Obywatela Miasta, nadano nową symbolikę 30 Stycznia (zamiast „Dnia wyzwolenia” rozpoczęto obchodzenie „Dnia Pamięci i Pojednania”) i in. W roku 2010 referendum w sprawie skrócenia nazwy zapowiadał prezydent Tadeusz Jędrzejczak, a było to spowodowane zaleceniami otrzymanymi od firmy, która opracowała strategię zarządzania marką. Referendum nigdy się nie odbyło. W roku 2015 sprawa powróciła na skutek doniesień medialnych o tym, że nazwę skrócił Stargard. Wówczas inicjatywę podjęli dwaj gorzowscy radni – Jerzy Wierchowicz i Jerzy Synowiec. Z inicjatywy H. M. Woźniaka odbyło się wówczas kilka debat na ten temat. W roku 2016 znów specjaliści do strategii zarządzania marką proponowali skrócenie nazwy. A zatem inicjatywy w zakresie skrócenia/uproszczenia nazwy miasta pochodziły i od środowisk lokalnych i zewnętrznych.
  7. Jak wygląda w praktyce sprawa kosztów?

Na stronie internetowej Stargardu znalazłem następujące informacje na ten temat:

Jak to wygląda w praktyce

Koszty związane ze zmianą nazwy miejscowości mogą być rozłożone na kilka lat. Brak jest bowiem przepisów prawnych, które określałyby, w jakim okresie czasu zmian tych należałoby dokonać. Można zatem przyjąć, iż zmiany dokonywane mogą być sukcesywnie w zależności od konkretnej sytuacji i wynikających z niej potrzeb.

Co to oznacza

Jeśli jakakolwiek instytucja uzna, iż z wymianą szyldu wstrzyma się do momentu jego wymiany z powodu np. zniszczenia nie ma podstaw prawnych, które powodowałyby, że poniesie z tego tytułu jakiekolwiek konsekwencje. Identycznie wygląda kwestia korzystania z druków czy wizytówek ze starą nazwą miejscowości. Każdy z podmiotów może uznać, iż druki będą wykorzystywane do momentu wyczerpania zapasów. (http://um.stargard.pl/zn/, dostęp 22.01.2016) (obecnie zob.  TUTAJ.

A zatem co do kosztów:

  1. Środki wydatkowane na wymianę szyldów i pieczątek pozostaną u gorzowskich przedsiębiorców zajmujących się tego typu działalnością. Zatem nakręci to nieco koniunkturę, a także część z tych środków w postaci podatków wróci do kasy publicznej.
  2. Nie zmienia to faktu, że koszty, które poniosą urzędy, instytucje, szkoły, osoby fizyczne itp. będą. W Stargardzie oszacowano je na 50 tys. zł. Z pewnością w Gorzowie – mieście większym będą one kilkakrotnie wyższe. Jeśli ktoś nie zechce od razu wymienić pieczątek, to przecież będzie mógł używać starych aż do ich fizycznego zużycia, a w razie potrzeby istnieje przecież możliwość wymiany samej gumowej części pieczątki, a nawet domowy sposób: po prostu usunięcie żyletką fragmentu pieczątki (z „Wlkp.”). Ale to ostatnie tylko dla zdeterminowanych i chcących uniknięcia jakichkolwiek kosztów, bo nie sądzę aby ktoś rozliczał kogoś za to, że posługuje się pieczątką z dodatkiem „Wlkp.”.
  3. Koszty zmiany nie wydają się jednak duże skoro twórcy marki Gorzowa w roku 2008 otrzymali 300 tys. zł, a jednym z ich zaleceń było skrócenie nazwy. Nie jest mi znana wysokość wynagrodzenia dla firmy, która w roku 2016 opracowała drugą strategię, ale z pewnością była to kwota powyżej 100 tys. zł. Skoro zainwestowaliśmy już kilkaset tysięcy zł w opracowanie marki, to może warto odżałować jeszcze trochę środków i zrealizować zalecenia specjalistów od marketingu?
  4. Koszty poniosą również zarządcy dróg, gdyż konieczna będzie wymiana tablic i drogowskazów. Jak jednak praktyka pokazuje, zarządcy dróg nie spieszą się ze zmianami. Można zatem założyć, że stare tablice z nazwą „Gorzów Wielkopolski” (najczęściej jako „Gorzów Wlkp.”) powiszą aż do naturalnego zużycia, a wzorem innych sytuacji, na dotychczasowych tablicach wystarczy zamalować literki „Wlkp.”, tak jak uczyniono to na starej drodze nr 3, zaklejając właśnie to oznaczenie.

Dariusz A. Rymar, Gorzów 17 czerwca 2024 r.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x