więcej

więcej
Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Rozmowy przy kawie »
Adrianny, Kazimierza, Wacława , 4 marca 2026

Nazywano nas elementem niepożądanym społecznie

2026-03-04, Rozmowy przy kawie

Ze Stanisławem Prętkim, działaczem NSZZ „Solidarności” internowanym w Wojskowym Obozie Internowania w Brzegu, rozmawia Przemysław Dygas

medium_news_header_45971.png
Fot. Przemysław Dygas

- Jak wyglądała pana działalność w „Solidarności”?

- Byłem sekretarzem Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Państwowej Komunikacji Samochodowej w Gorzowie.  

- Jakie były konsekwencje za to zaangażowanie?

- W październiku 1981 roku postawiono mi zarzut rozwieszania plakatów bez zgody cenzury, chodziło o przypominanie daty 17 września 1939 roku i agresji Armii Czerwonej na Polskę. Sprawa została później umorzona na mocy amnestii po wprowadzeniu stanu wojennego, ale przez kilka lat byłem inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Pytano mnie m.in., dlaczego słucham Radia Wolna Europa, byłem zastraszany i często składali mi wizytę funkcjonariusze urzędu bezpieczeństwa.

- W 1982 roku trafił pan do Wojskowego Obozu Internowania w Brzegu. Jak wyglądała codzienność w tym obozie?

- Zostałem skierowany do odbycia ćwiczeń wojskowych w 1 Warszawskiej Brygadzie Saperów w Brzegu, w listopadzie 1982 roku. Zamiast normalnego szkolenia wojskowego byliśmy izolowani i wykorzystywani do ciężkich prac fizycznych, kopaliśmy rowy, przenosiliśmy podkłady kolejowe. Nie było żadnych ćwiczeń bojowych, a ja mówiłem potem, że byłem w „śmiesznym wojsku”, za co potem także miałem nieprzyjemności i zakazano mi tak mówić. Przez 90 dni pobytu w tym obozie trwały rewizje i przesłuchania oraz szykany ze strony wojskowych.

- Jakie warunki panowały w obozie?

- Warunki były bardzo złe, stare umundurowanie, brud, zimno, brudne menażki, kiepskie jedzenie. Godzinami mieliśmy zajęcia polityczne, obowiązkowo musieliśmy oglądać dziennik telewizyjny. Dwa miesiące spędziłem w koszarach, a miesiąc na poligonie w starych namiotach, w minusowych temperaturach, ale tam też nie było ćwiczeń wojskowych tylko praca fizyczna. To była represja polityczna, a nie żadna służba wojskowa. Chcieli nas zastraszyć, nazywano nas wichrzycielami i elementem niepożądanym społecznie.

- Dlaczego dziś opowiada pan o tych obozach młodzieży?

- Bo to wciąż mało znany fragment historii stanu wojennego. Młodzi często nie wiedzą, że istniały wojskowe obozy internowania pod przykrywką „ćwiczeń”.  W całym kraju takich obozów było trzynaście, gdzie umieszczano osoby niewygodnie politycznie. Jeżdżę na spotkania, opowiadam o tym, co przeżyliśmy, a dzięki działaniom Stowarzyszenia „Chełminiacy 82” temat stał się bardziej znany. Pomocna w przekazie jest wystawa „I nazywali to Wojskiem Polskim”, która przez ostatnie trzy miesiące była prezentowana w Gorzowie. Chcemy również upamiętnić obóz znajdujący się kiedyś na ulicy Chopina, na terenie dzisiejszej uczelni. Wtedy do 4 Łużyckiej Brygady Saperów w Gorzowie powołano w grudniu 1982 roku 84 osoby. 

- W jaki sposób można upamiętnić to miejsce?

- Planujemy umieścić tablicę pamiątkową i mamy już wstępną zgodę władz Akademii. To dla nas sposób, by mówić prawdę i zachować pamięć o tamtych wydarzeniach.

- Dziekuję za rozmowę.

 

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x