2026-01-16, Trzy pytania do...
Trzy pytania do Anny Krajnik, pracowniczki z Przedszkola Miejskiego nr 14 w Gorzowie
- W czwartek, 15 stycznia uczestniczyła pani w pikiecie pod Urzędem Miasta. Proszę dokładnie wyjaśnić, o co chodzi w proteście zorganizowanym przez pracowników niepedagogicznych gorzowskiej oświaty, gdyż nie wszyscy mieszkańcy zapewne wiedzą?
- Odpowiedź jest w sumie prosta, chodzi o odzyskanie waloryzacji naszych pensji, którą zabrano nam poprzez podstawienie w grudniu do podpisania nowych aneksów. Brak tej waloryzacji spowoduje, że nasze pensje będą z czasem traciły na wartości, gdyż nie będą automatycznie podnoszone, a inflacja corocznie powoduje spadek wartości dotychczasowej płacy. Dotyczy to wszystkich, którzy nie są nauczycielami w gorzowskich placówkach oświatowych. Czyli mówimy przykładowo o kucharkach, pomocach kuchennych, konserwatorach, paniach opiekującymi się dziećmi czy paniach woźnych.
- Powróćmy do grudnia 2025 roku. Co wówczas się wydarzyło i spowodowało obecny protest?
- Przed świętami każdy indywidualnie otrzymał do podpisania porozumienie pomiędzy nim a pracodawcą, którego tak naprawdę nie było. Porozumienie najpierw trzeba bowiem wypracować, potem można je przełożyć na formę pisemną. Niestety, co potwierdzają liczne osoby doszło do zastraszania pracowników. Słyszeliśmy wprost, że jak nie podpiszemy to będą zwolnienia. Pod wpływem strachu wiele osób zgodziło się. Faktem jest, że na bazie nowych warunków nie wystąpi automatycznie obniżka płacy, ona pozostanie na dotychczasowych zasadach, ale brak wspomnianej waloryzacji spowoduje, że w kolejnych miesiącach i latach, ta płaca nie będzie zwiększana o kilkuprocentowy poziom choćby inflacji. Kwestią czasu będzie, kiedy zaczniemy schodzić do najniższej krajowej. Po pierwszym zaskoczeniu uznaliśmy, że jest coś nie tak. Danie do podpisu czegoś co pogarsza sytuację, a z drugiej strony znalazły się pieniądze na podwyżki dla nauczycieli, z którymi razem pracujemy, to nie była dla nas komfortowa sytuacja. Ja się nie zgodziłam i wystąpiłam do sądu pracy.
- Jaki przewiduje pani dalszy scenariusz i czy wierzy pani, że w magistracie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał porozmawiać i wypracować wspólne porozumienie, a nie tylko jednostronne?
- Przez ostatni miesiąc niewiele się działo, aczkolwiek zaczęto podsuwać nam pod nos kolejne dziwne pisma, w tym również o zmianie zaszeregowania, na przykład z ósmej grupy na piątą. Nasze oczekiwania są bardzo skromne. Wystarczy, że powrócimy do warunków płacy, które mieliśmy dotychczas. Można anulować aneksy i pozostać przy obecnej waloryzacji. Rozumiemy, że skoro brakuje pieniędzy to się nikomu nie podnosi pensji, a tutaj zadziałała zasada, że uderzono w najsłabszych, żeby zadowolić tych stojących wyżej. Tak to przynajmniej wygląda. Zapewne w magistracie pomyślano sobie, że jesteśmy już tak słabą grupą zawodową, że będziemy cicho siedzieć. Nie, nie będziemy siedzieć cicho.
RB
Trzy pytania do Anny Krajnik, pracowniczki z Przedszkola Miejskiego nr 14 w Gorzowie