2013-11-27, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
No właśnie, okazuje się, że jest i na tyle fajna, że zarażają się nią różni kolejni synergiści. Cokolwiek to znaczy, bo takowego słówka w słowniku po prostu nie ma.
No dobra, teraz czas o fajnych sprawach pogaworzyć. Poświętowaliśmy wczoraj 20 edycję „Nadwarciańskiego Rocznika Historyczno-Archiwalnego”. Jedynego wydawnictwa ciągłego w naszym mieście, które taki jubileusz obchodzi. Fajnie było. Bo każdy z autorów tego wydawnictwa DUMNY jest, że ów rocznik przyjął go i zakwalifikował do wydania. A wydaje się to takie proste. Coś napiszę, coś mnie się wydaje, poszperam po wydaniach dzieł różnych i dawaj, napiszę. Otóż nie tak. No bo jak już coś ktoś pisze, to powinien myśleć, co i dla kogo. W Gorzowie robi się trudno. Bo przyszła pora i niektóre teksty trafiły do recenzji naukowej i co niektórzy musieli coś tam w swoich artykułach poprawiać. Ja to zrobiłam, Zbigniew Czarnuch z Witnicy nie. No ale kudy mnie do Zbigniewa Czarnucha, wcale się nie ustawiam na jednym poziomie, bo i z czym? Z dwoma czy trzema tekstami?
W każdym razie takich zakręconych synergistów, którzy piszą o Gorzowie i okolicach jest więcej. To było moje 20 spotkanie z regionalistami spod znaku rocznika, drugie jako współautorka i to było coś niebywałego. Bo to zaszczyt nie lada być w tym towarzystwie, zaszczyt nie lada, kiedy ktoś chwali tekst, zresztą inny niż dziennikarski, komuś chce się czytać to, co napisałam.
A w najnowszym roczniku tekstów interesujących i ważnych jest całe mnóstwo, no bo po prawdzie tylko z takich on się składa. Są teksty odnoszące się do średniowiecza i w tym przoduje prof. Edward Rymar oraz dr. Grzegorz Brzustowicz, doszły też dwie nowe, zupełnie młode autorki. Są teksty dotyczące nowych czasów i tu z radością witam Zbigniewa Bodnara, dziennikarza Radia Zachód, który przypomniał sobie o kombatanctwie strajkowym i napisał wreszcie tekst o strajku w Stilonie, w którym sam aktywnie uczestniczył, jest przejmujący artykuł Jerzego Sygneckiego o ludobójstwie w szpitalach psychiatrycznych w Gorzowie i Miedzyrzeczu za gadzich, nazistowskich czasów. No i w końcu zadebiutował jako autor pan Ryszard Bronisz i to od razu z wysokiego pułapu. Tylko się cieszę i czekam na następne teksty. Naprawdę jest co czytać w tym dość obszernym wydawnictwie.
A synergia gorzowska w tym konkretnym odniesieniu polega na tym, że modus vivendi i modus operandi całości, który potrafił skrzyknąć przed laty nieuporządkowane towarzystwo historyków i i innych dziejobadaczy nazywa się Dariusz Aleksander Rymar, którego za sprawą habilitacji już profesorem nazywać trzeba (Taki zwyczaj na wyższych uczelniach panuje, więc czemużby nie w archiwum) i namówić do współpracy. I oto proszę jest – 20 już rocznik, pismo wysoce specjalistyczne, wysoce interesujące i jednocześnie pogardzone w tym roku przez paru naukowców. A to czemu? A za sprawą punktów, które naukowcy muszą zbierać, aby osiągnąć kolejny szczebel kariery naukowej. I chcą publikować tylko w tzw. pismach punktowanych, o których decyduje minister nauki i szkolnictwa wyższego. I jak śmiała się przemiła znajoma, - Najlepiej w takim piśmie o średniowiecznym Santoku napisać po angielsku, bo to i punkty będą i satysfakcja naukowa. No bo nasz rocznik jeszcze takim punktowanym nie jest, ale może i dobrze, bo jak się stanie, to dla iluś autorów będzie to zbyt wysoki próg. A że te punkty to coś na kształt paranoi, bo naukowcy latają i liczą owe punkty, to już inna sprawa.
No i sumując, to było bardzo, bardzo fajne popołudnie. A informacją dnia było też i to, że dr Paweł Leszczyński z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej zrobił habilitację i od wczoraj trzeba się do niego zwracać per panie profesorze. Gratuluję, bo habilitacyjną książkę przeczytałam i wiem, ile pracy to kosztowało. A książkę polecam, nawet nieprawnikom, bo zwyczajnie ciekawa jest.
P.S. I dla porządku domu... imprezy wybrane oto...
17.00, Muzeum Lubuskie, ul. Warszawska, spotkanie z Romą i Telemachem Pilitsidesami
17.00, biblioteka wojewódzka, spotkanie ze Zbigniewem Rudzińskim, który opowie o Mościcach , jako kluczu do doliny dolnej Warty.
P.S. 2. Miało być jeszcze labidzenie gorzowskie, ale nie będzie, bo 20-lecie rocznika zbyt ważną sprawą jest, aby jeszcze marudzeniem go kończyć. Tak więc do następnego razu...
Zamrożony świat na chwilę przestał być zamrożony, co absolutnie nie przeszkadza absurdom, jakie ta zima przynosi.