2016-03-31, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
A to się porobiło. Króle w Polsce, Bałdych na świecie, a w mieścince jakieś gadania o konsultacjach na różne tematy. Tak oto wygląda rzeczywistość mieścinkowa.
Błogo mnie się na sercu zrobiło, kiedy przeczytałam sobie rozmowę z Królami, znaczy z Iwoną i Błażejem w „Czasie Kultury”. To taki dość mocno prestiżowy dwumiesięcznik poświęcony kulturze. Króle opowiadają w nim o swoim projekcie muzycznym, zresztą bardzo mocno już popularnym, ale co mnie uderzyło najbardziej – słowa Błażeja o mieście naszym mieścinką przeze mnie ostatnio zwanym. Otóż Błażej mówi mocno, że mieścinka nasza nie dość, że mała i peryferyjna jest, to jeszcze zwyczajnie umiera. UMIERA. I pora wielka, aby wszyscy sobie te słowa wzięli do serca i rozumu. Pierwszy raz padło takie mocne stwierdzenie, które dokładnie pokazuje, co się dzieje w mieścince. A dzieje się tak, że jest coraz gorzej. I ten zły trend widać zwyczajnie gołym okiem, szkoda tylko, że tego trendu jakoś nie chcą dostrzec decydenci.
No i bo bym zapomniała, Królowie są na fali. Koncert goni koncert. Nic tylko gratulować i składać ręce do oklasków. Ja tam gratuluję bardzo, choć to nie bardzo moja muzyka jest…
A teraz z innego kątka. Są różne linie lotnicze, lepsze, gorsze, jakkolwiek. Lufthansa należy do topowych przewoźników. No i proszę, w playliście tego przewoźnika jest jedna z płyt Adama Bałdycha. Znaczy, że każdy, kto sobie gdzieś tam zechce polecieć z Lufthansą, będzie sobie mógł posłuchać najlepszych polskich skrzypiec jazzowych, znaczy Adama Bałdycha. No i to jest kolejny dowód uznania, że gorzowski skrzypek odnosi coraz większe sukcesy. Sukcesy zarówno w wymiarze artystycznym, co wiadomo nie od dziś, ale i komercyjnym, o czym raczej z rzadka się mówi, bo w kraju naszym pieniądz i gadanie o nim to jednak nie jest topowy temat, ani żaden, bo o kasie zwyczajnie się nie mówi. OK, niech będzie, więc tylko o wymiarze artystycznym – sukces polega na tym, że wielki i znaczący przewoźnik, jakim jest Lufthansa, może sobie wybierać i dobierać muzykę, jaką chce, a skoro wybrał płytę Adama Bałdycha, to tylko pogratulować temu, kto playlistę układał. No i jaka szkoda, że mnie na Lufthansę zwyczajnie nie stać, ale za to mam płytki Adama, więc sobie ich kolejny raz posłucham… Fakt, we własnym fotelu, a nie w samolocie, ale jednak.
A teraz z innego kątka. W naszym coraz straszniejszym kraju zapadła decyzja, że znikają wszelkie sowieckie pomniki. Komunikat jest na tyle nieprecyzyjny, że nie wiadomo, czy dotyczy tylko pamiątek związanych z byłym ZSRR i jego obywatelami, czy też całej polskiej historii do 1989 roku. Na już polski ambasador w Rosji musi się tłumaczyć z tego pomysłu. A mnie naszła taka oto konstatacja. Czy też zniszczymy pomniki marszałka Iwana Koniewa, który w koronkowy sposób odbił Kraków z rąk nazistów? No chyba tak, choć w Krakowie do dziś mu są wdzięczni za to, jak poprowadził akcję. No ale Koniew to Ruski, wara mu od polskiej ziemi. No i drugi przypadek, jakiś czas temu w Rudnicy, malusiej wioseczce przeprowadzono dekomunizację w świetle jupiterów wszelakiej maści mediów. Znaczy zmieniono nazwę ulicy prezydenta Bieruta na Gorzowską. No i teraz pies z kulawą nogą tam nie zagląda, bo i po co? Nawet ja swoich wycieczek już tam nie wożę, a woziłam, bo ludzie lubili sobie robić focie z tablicą prezydencką w tle. Dodam tylko, że nikt w Rudnicy tej zmiany nie chciał… Władza chciała. Ta władza.
Ok. Będziemy burzyć pomniki, będziemy wykręcać historię, będziemy żyć w jakiejś niebylandii. Ale to do Berlina wycieczki pojadą, żeby na Treptowie zobaczyć gigantyczny pomnik wdzięczności Armii Radzieckiej – on wielkością dorównuje temu nieudacznemu Chrystusowi ze Świebodzina, ale jakoś nikomu tam do głowy nie przychodzi, aby go niszczyć. Podobnie jak i nie przychodzi zmiana nazw ulic. Bo przecież to świadectwo tego, co było, jak było. Tylko u nas co i rusz coś się zmienia. Teraz przyszła pora na radzieckie pomniki. Dodam tylko, Rosja ma u siebie wrak prezydenckiego samolotu. Myślę sobie, że jak jeszcze kraik nasz absurdalny zniszczy kilka kolejnych pomników, to Rosjanie zwyczajnie uznają wrak za złom i przetopią go na coś użytecznego. No i wtedy to będzie żal i zgrzytanie zębów. I nawet wrzaski pewnej okropnej posłanki nic na to nie poradzą… No cóż.
Gorzów ma tego pecha, że jak już się znajdzie na czołówkach ogólnych mediów, to zawsze za sprawą jakiejś katastrofy. No i dziś tak jest.