2016-09-02, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
Nova Park się rozbuduje. To dobra informacja dla tych, co lubią galerie. Dla tych, co nie lubią, to wiadomość raczej z gatunku tych niespecjalnie dobrych.
Powiem tak. Nie jestem miłośniczką sklepów wielkopowierzchniowych, bo się zwyczajnie w nich gubię. Zdarzyło mnie się to kilka razy i wcale nie było przyjemne. Dziś się mogę z tego śmiać, jak w jednym takim molochu utknęłam i trzeba było pomocy rodziny, żeby stamtąd wyjść. Skończyło się na walerianie i dłuższym siedzeniu na ławce w otwartej przestrzeni.
Dlatego informacja o rozbudowie i tak już pokaźnej galerii wcale mnie nie ucieszyła. To już teraz jest dominująca bryła na lewym brzegu najdłuższej naszej rzeki, a jak się jeszcze powiększy, to już będzie strach się bać patrzeć w tamtą stronę, a potem już iść tam na zakupy, to już wcale nie.
Zastanawia mnie także zasadność takiej rozbudowy, bo cały czas się gada, że miasto nasze nie jest zbyt zamożne i raczej nie ma za wielu kupujących. No ale skoro decyzja jest, znaczy, że ludzkie gadanie to tylko gadanie. Skoro klienci i następni chętni na powierzchnię handlową są, więc trzeba się rozbudowywać.
Jednym słowem, będziemy mieli wielką, megawielką galerię. Może dzięki temu znajdziemy się w jakimś kolejnym rankingu… Czego ja sobie jakoś tak zwyczajnie nie życzę. Ale cóż, moje życzenia raczej zwykle nie są styczne z życzeniami większości. No cóż.
A teraz z innego kątka. Nie lokalnego naszego nadrzeczno-pagórkowatego, ale południowowojewódzkiego. Otóż Czytelnicy „National Geographic Traveler” wybrali siedem nowych cudów Polski. I na tej bardzo prestiżowej liście są dwa cuda z naszego województwa. Aż dwa! To prawdziwy ewenement. No i tak na siódmym miejscu jest ścieżka wokół geoparku w Łęknicy, czyli pięciokilometrowa droga wokół wyrobiska po kopalni Babina. To czarowne miejsce, gdzie woda mieni się kolorami, a sam spacer dostarcza niebywałych i przyjemnych doznań. A na trzecim miejscu uplasował się Szlak Kościołów Drewnianych Regionu Kozła, czyli trzy kościoły w Klępsku, Chlastawie i Kosieczynie. Te pierwsze dwa to bajkowy przykład zdobień na drewnie, a Kosieczyn… Trudno ten kościół opisać, bo to cud nad cudy. Jedyna taka świątynia w Polsce. Co prawda, jak ją proboszcz przywrócił do stanu pierwotnego, to kosieczynianom z miejsca się to nie spodobało. Co więcej, nie podoba się do teraz, choć miłośników sztuki oraz kształconych w dziedzinie architektury zachwyca do bólu głowy. Mnie zresztą też zachwyca. To nie jest daleko od miasta na siedmiu wzgórzach. Warto się tam wybrać, żeby na swoje osobiste, prywatne oczka zobaczyć i się zachwycić, albo znielubić. Ksiądz proboszcz bardzo chętnie pokaże wnętrze i opowie, jak doszło do tego, że kościół znów wygląda jak pięć wieków temu. Zdanie własne wypada mieć. Zwłaszcza, że to nowy cud Polski.
W każdym razie, gratulacje wielkie, co prawda nie bardzo wiem, komu, myślę, że Urzędowi Marszałkowskiemu, bo mocno lobbował za tymi miejscami. A tak po prawdzie to chyba nam wszystkim, że mieszkamy w województwie, gdzie są aż dwa nowe cuda Polski. No bo przecież malusie lubuskie jest z tarczą i to w sytuacji takiej, kiedy inne większe zakątki mają takich cudów na pęczki, a jednak wybrano dwa z lubuskiego. Aż dwa na siedem ogólnie. Że zaakcentuję.
Ja w takich razach mam zawsze nadzieję, że może i my na północy też się doczekamy nobilitacji naszych pięknych kątków, ot choćby rezerwatu Buki Zdroiskie czy szlaków w Barlinecko-Gorzowskim Parku Krajobrazowym. Oj dałby mój dżin z lampy Alladyna, który właśnie bawi na długich wakacjach i ma mnie oraz moje problemy w nosie. No cóż, bywa.
A skoro przy turystyce jestem, to uprzejmie informuję, że dostałam kolejny świetny przewodnik turystyczny po okolicach Winnego Grodu, ale sięgający aż do Międzyrzecza. Ma mapy, opisy ciekawostek, no jednym słowem wszystko. I kolejny raz ciśnie mnie się na usta pytanie, jak to się dzieje, że gdzie indziej się udaje, a u nas nie. Nie będę się odnosić do marnotrawienia publicznych pieniędzy na fajerwerki i inne populistyczne imprezy, bo nie ma to sensu. Sens ma bowiem racjonalne wydawanie pieniędzy na dobre cele. A za takie mam właśnie pieniądze na promowanie regionu, miasta, ciekawych rzeczy, o których wiedzą ci, co się na turystyce i promocji znają.
No i na koniec jeszcze słówko o sesji środowej. Wszyscy już napisali, jak znana radna chciała zadyrygować dyskusją o Filharmonii Gorzowskiej i jak jej się to jednak nie udało. Zawsze zniesmaczał i zniesmacza mnie relatywizm. A taką metodą ostatnio radna działa. Jak co po jej myśli jest, to dobre, jak nie, to niedobre. O stylu nie wspomnę, bo tego od lat w działaniach radnej nie widzę. Zwyczajnie nie lubię się czuć zażenowana, a byłam. Co zresztą bardzo szkoda, bo radna ma wiele energii i gdyby lepiej tę energię wydatkować, na rzeczywiście problematyczne sprawy, byłoby znacznie korzystniej dla wszystkich. Tak się w tym przypadku nie stało i szkoda wielka.
Ps. No i dobra wiadomość dla miłośników kryminałów Katarzyny Bondy. Już za chwileczkę, już za momencik, no nie, nie piątek z Pankracym się zakręci, ale wyjdzie trzecia książka o przygodach Saszy Załuskiej, czyli „Lampiony”. Ja tę rudą profilerkę bardzo lubię. No i ciekawi mnie, czy rzeczywiście zabiła Roberta Duchnowskiego zwanego Duchem…
Ps. 2. Jerzy Skolimowski, genialny polski reżyser odebrał Złotego Lwa weneckiego za całokształt twórczości. Bardzo, bardzo gratuluję, bo festiwal w Wenecji to jednak znakomita marka festiwalowa jest. Inna sprawa, że Skolimowski nigdy nie miał za dobrej prasy w kraju. Bo w jego przypadku potwierdziła się i potwierdza zasada, że nikt nie jest prorokiem we własnym raju. No cóż.
Gorzów ma tego pecha, że jak już się znajdzie na czołówkach ogólnych mediów, to zawsze za sprawą jakiejś katastrofy. No i dziś tak jest.