2018-01-13, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
Miałam napisać o kilku ważnych rzeczach, ale tym razem nie będzie o żadnych rzeczach. Będzie o Małgorzacie.
To był koszmarny poranek. Zadzwonił telefon. Zadzwoniła koleżanka z klubu Nasza Chata i powiedział, że właśnie zmarła nasza pani prezes, Małgorzata Szymczak. Wykończyła ją paskudna, wredna choroba, która na długo przed śmiercią przykuła ją do łóżka.
Małgorzata Szymczak była prezesem Naszej Chaty od kilku lat. Klub, łazęgi po bezdrożach, wycieczki krajoznawcze, to był świat Małgosi. I kiedy zaczęła się ta paskudna choroba, wszyscy patrzyliśmy z rosnącym współczuciem, jak Małgorzata zaciska zęby i idzie. Świetnie pamiętam ostatnią wycieczkę, na której była Małgorzata. To była wyprawa do Kabatek, przepięknej krainy utkanej z wody, piasków, kosaćców, rzeczki Kłodawki i wysokich wzgórz morenowych. No i te cholerne wzgórza ostatecznie Małgosię pokonały.
Potem pojawiała się z rzadka na wycieczkach, na których mogła posiedzieć z Michałem w autokarze. A potem przestała się pojawiać, bo to paskudne choróbsko czyniło coraz większe spustoszenie.
Małgorzata Szymczak była wspaniałą towarzyszką łazęg, świetnym prezesem, potrafiła godzić i przyciągać ludzi do klubu.
To naprawdę nie był dobry początek soboty. Klub Nasza Chata pogrążył się w smutku.
No i nadeszły wybory prezydenckie. Zanim jednak do urn, to nastanie tak zwana cisza wyborcza, co we współczesnym świecie nie ma zupełnie sensu.