2018-02-22, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
Jak grom z jasnego nieba i szlag jaśnisty spadła na mnie informacja, że wycięto drzewa, stare, przy Szkole Podstawowej nr 15. Nie uwierzyłam, ale mnóstwo zdjęć przekonało mnie, że to jednak niestety smutna i ponura rzeczywistość.
Nadwrażliwych na krzywdę drzewom jest jednak więcej. Specjalnie użyłam słowa krzywda. Bo ja zwyczajnie w takich kategoriach odbieram to, co się dzieje od pewnego czasu z zielenią w mieście. Głosy znajomych oraz tylko pobieżne przejrzenie forów społecznościowych przekonały mnie, że takich wrażliwych i nadwrażliwych jak ja jest więcej.
Publicznie więc pytam – kto i na jakiej zasadzie oraz po co podjął decyzję o wycięciu starych drzew? Dlaczego magistrat nie powiedział ani słowa, że ma taki zamiar? A jeśli nie magistrat, bo może spółdzielnia mieszkaniowa, to takie samo pytanie. O to samo pytają rozliczni obserwatorzy życia w mieście, którym się w głowie to nie mieści. Owszem, zawsze się można zasłonić informacją, że drzewa były chore, spróchniałe i zagrażały życiu oraz zdrowiu mieszkańców. Ale nikt realnie patrzący na rzeczywistość raczej nie uwierzy, że nagle wszystkie stare drzewa stały się chore i niebezpieczne.
Równie otwartym tekstem mówię, że dla mnie to barbarzyństwo. Dlaczego, raczej nie muszę uzasadniać, bo czynię to przy każdej okazji, kiedy piszę o zielsku. Trzęsłam się nad oznaczonymi na purpurowo drzewami nad Kłodawką, a tu taki siurpryz. No i powiem tak, w jednej chwili przestałam wierzyć w jakiekolwiek zapewnienia magistratu akurat w tym konkretnym przypadku. Skoro z jednej strony zapewnia się, że nic się nie dzieje, a z drugiej i w innym miejscu robi się coś takiego, to i można się spodziewać tego samego wobec tych drzew z purpurowymi znakami.
Chciałoby się powiedzieć, a właściwie wrzasnąć – ludzie, opamiętajcie się do cholery, opamiętajcie. I oczywiście wiem, że to wołanie na puszczy. Czego także kompletnie nie rozumiem. Ech…
A miało być o samym dobrym, bo dziś 22 lutego. Dzień Myśli Braterskiej. Skauci, harcerze i zuchy na całym świecie obchodzą ten radosny dzień na pamiątkę urodzin twórców światowego skautingu, także ojca między innymi polskich harcerzy – nie jest ważne z której opcji, po prostu harcerzy – lorda Roberta Baden-Powella i jego żony lady Olave Baden-Powell. Dzieliła ich olbrzymia różnica wieku, bo 32 lata. Ich związek był szeroko komentowany, dlatego ślub wzięli w sekrecie. Doczekali się trojga, już nieżyjących dzieci. Ich najmłodsza córka Betty zmarła w 2004 roku. Cała rodzina zaangażowana była w ruch skautowski. Data ich urodzin sir Roberta i lady Olave od lat jest obchodzona jako właśnie Dzień Myśli Braterskiej. To szczególne święto. Skauci, harcerze oraz zuchy spotykają się na zbiórkach, stają w kręgu i wspominają ojców założycieli. Polscy harcerze, w tym i ci w mieście nad trzema rzekami, śpiewają kanon, który idzie tak: Bratnie słowo sobie dajem, że pomagać będziem wzajem, druh druhowi, druhnie druh, hasło znaj, czuj duch. I dalej idzie to tak: Bacz, by słowo sobie dane było zawsze dotrzymane…. W tym dniu wysyłamy sobie tylko dobre myśli, wysyłamy je także tym, który nigdy harcerzami nie byli, ale których lubimy, których mamy w kręgu swoich znajomych. To takie piękne i radosne święto. My zarażamy nim każdego, kto pozytywnie patrzy na świat i na ludzi. Właśnie o tym radosnym i ze wszech miar godnym rozpropagowania święcie miało być. No i jest.
Dlatego mimo mojego wisielczego nastroju, wszystkim, wszystkim życzę samego dobrego. Zdrowia, dobrej pracy, dobrego postrzegania innych ludzi, prawdy w życiu, przyjaźni i braterstwa. Tego szczególnie, bo ciężkie czasy na nas przyszły. Bratnie słowo sobie dajem….
Gorzów ma tego pecha, że jak już się znajdzie na czołówkach ogólnych mediów, to zawsze za sprawą jakiejś katastrofy. No i dziś tak jest.