2018-06-14, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
Zapowiedź festiwalu tanecznego dzieci i młodzieży oraz Scena Letnia to prawdziwe jaskółki wakacji. Od lat tak mam, że jak pojawiają się informacje o tych dwóch imprezach, zaczynam myśleć właśnie o labie.
Nie należę do tych, co lubią wakacyjny bezruch i nicnierobienie, ale też i przesadnym pracoholikiem nie jestem. Jak tylko Teatr i Młodzieżowy Dom Kultury zaczynają mówić w szczegółach o swoich dwóch letnich imprezach, mnie się też włącza tryb wakacyjny.
Ale zanim o moich wakacjach, to warto o wakacjach, przynajmniej tych lipcowych, w mieście.
Na otwarcie festiwal taneczny. Jak już wiele razy mówiłam, na tańcu się nie znam, sama nie umiem i jakoś nie bawi mnie oglądanie, poza jednym, albo dwoma właściwie wyjątkami. Lubię klasyczny balet, do którego mam jednak daleko i tańce ludowe, do których mam znacznie bliżej. Dzięki „Małym Gorzowiakom” poznałam pewnego lata fantastyczny zespół z Turcji, który zgarnął Grand Prix gorzowskiej imprezy, a mnie siedzi w głowie do dziś. To dzięki „Małym Gorzowiakom” poznałam trochę zespołów z Podhala i Podkarpacia, które nadal siedzą mi w głowie i bardzo dobrze, że tam są. Zresztą wyliczać, ile dobrego mnie spotkało właśnie przez „Małych” to długa lista.
No i właśnie z niecierpliwością czekam na najnowszy festiwal. Bo jak znam życie i możliwości „Małych”, znów będzie coś nieoczywistego, coś fascynującego. Co prawda, dochodzą pogłoski, że festiwal ma się zmienić. Mam nadzieję, że zmienić, a nie zniknąć.
Jeśli chodzi natomiast o Scenę Letnią, to każdy w mieście wie, że jest, jest oczekiwana, kochana. Mieścinkowi na godzinę przed karnie stoją u wrót Osterwy, żeby dobre miejsce zająć. A w tym roku szykuje się coś specjalnego, co ucieszy miłośników zwłaszcza lokalnych rzeczy, choć wcale nielokalnie też ma być.
A teraz z innego kątka. Jak zacięta płyta piszę, że nie lubię, kiedy się w mieście drzewa wycina. No i wczoraj znalazłam takie wycięte. Wcale nie jakieś mikre, chore albo coś. Tym razem ofiarą piły padło duże drzewo przy ul. Strzeleckiej, tuż przy Kłodawce.
Któryś tydzień z rzędu piszę, że nie mogę wydostać z Magistratu informacji o planowanych wycinkach pod tę dziwaczną ścieżkę. Jakoś trudne to jest. Dlatego powiem, że to drzewo, przy Strzeleckiej traktuję jako wycięte pod ścieżkę.
Mój prześwietny znajomy, znakomity fotograf z Winnego Grodu prowadzi taką akcję – sfotografujmy wszystkie drzewa, zanim je wytną. Myślę, że czas i u nas coś takiego poprowadzić. I powtórzę, dla mnie wycinanie drzew w mieście to barbarzyństwo i skazywanie nas, mieszkańców na brak cienia, brak tlenu, brak zbawiennego chlorofilu.
Tylko potem niech nikt nie narzeka, że idą ulewy zatapiające miasto, afrykańskie upały i trąby powietrzne. Bo te wszystkie kataklizmy to prosta odpowiedź na niszczenie zielska wszelakiego. Wiem to ja, która miała zaledwie wyjęczaną trójczynę z biologii, dziwnym zatem jest, że nie wiedzą tego tzw. specjaliści. No cóż.
Gorzów ma tego pecha, że jak już się znajdzie na czołówkach ogólnych mediów, to zawsze za sprawą jakiejś katastrofy. No i dziś tak jest.