2020-09-08, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
Tak najkrócej można określić różne działania różnych grup w mieście. Szkoda tylko, że ich wysiłek na nic się nie przekłada.
Jeśli spojrzeć, to w mieście w kółko ktoś coś sprząta, mam na myśli przestrzeń publiczną. I bardzo dobrze, bo gdyby nie aktywność społeczna, marnie by ta przestrzeń wyglądała. Teraz też w sobotę aktywiści będą sprzątać lewy brzeg Warty. Zbierają się przy punkcie ujścia wody i zapraszają wszystkich chętnych.
Powiem tak, chwalebne to rzecz i godna propagowania. Ale z drugiej strony – ile można? No ile można sprzątać po tych, co nie umieją zabrać własnych śmieci ze sobą?
Sama jestem bałaganiarzem, dobrze funkcjonuję w chaosie porozrzucanych rzeczy, ale ma to się nijak do pozostawiania po sobie nieporządku w sferze publicznej. No i nabrzeże Warty tym razem – czyli sprzątanie po wędkarzach, których mam za najbardziej szkodliwą nację z fisiami, sprzątanie po pijących nastolatkach, sprzątanie po tych wszystkich, którzy teoretycznie uwielbiają uroki natury i sukcesywnie przenoszą się coraz dalej, aby zapaskudzić kolejne kawałki rzeczywistości.
Podobnie mają ze sprzątaniem członkowie PTTK, którzy od lat ganiają po Murawach i regularnie wynoszą stamtąd tony pozostałości po drugim człowieku.
Zresztą piszę o tym od niepamiętnych czasów i cały czas się zastanawiam, jak to można zmienić, ale chyba się nie da. Wystarczy popatrzeć na przystanki.
A teraz z drugiego kątka. Otóż dziś przypada n dat, które wyznaczają początek działalności różnych instytucji kultury w polskim Gorzowie. I tak właściwie od września można uważać, że nowe miasto Gorzów powstałe na miejscu Landsbergu rzeczywiście stało się, albo zaczęło stawać miastem – budynki i ulice to jeszcze nie miasto, nie organizm, w którym żyją ludzie. A ludzie zaczęli tak normalnie żyć, zaczynali właściwie dopiero od września, października 1945 roku. Równo 75 lat temu. W skali dziejów – malutka chwilka, w skali życia człowieka – całe jedno pokolenie.
Do obchodów 75. rocznicy powstania przymierza się Muzeum Lubuskie, będzie ciekawie. I właśnie obchody muzealne można potraktować jako obchody wszystkich instytucji. Zatem wszystkiego naj na urodziny.
Ps. No i znów jako ta tropicielka gorzovianów wpadłam na kolejny ślad. Otóż absolutnie się tego nie spodziewając, znalazłam go w przerażającej książce Jakuba Żulczyka „Czarne słońce”. Tam właśnie pojawia się niejaka Patrycja Pilich, właścicielka salonu kosmetycznego w Gorzowie, która jest autorką skrajnie rasistowskich i antysemiskich wpisów w Internecie. Nie ona jedna, ale znów Gorzów jawi się jako zaścianek, dziura i generalnie czarne miejsce…. Kolejna książka, gdzie ludzie z miasta są pokazani jako głupi i wsteczni. No cóż….
Przechodzę od jakiegoś czasu obok tego coraz bardziej walącego się murku. Przechodzę i tak mnie nachodzą różne myśli.