Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje »
Jolanty, Lotara, Wita , 15 czerwca 2021

Internet niczego nie gubi, ani nie zapomina

2020-09-21, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje

Właśnie minęły trzy lata od chwili, kiedy napisałam do IPN w Szczecinie pismo z prośbą o wyjaśnienia w sprawach ważnych dla nas w Gorzowie. Przypomniał mi o tym właśnie Internet.

Trzy lata temu, dokładnie w 2017 roku przez kraj nasz rodzimy przetaczała się olbrzymia, niczym tsunami fala rugowania pozostałości po komunizmie. To było szaleństwo. Narodek zabrał się nader ochoczo do niszczenia tablic pamiątkowych, obelisków, pomników i wszystkich śladów owego komunizmu. Dziwnie właśnie ochoczo niszczono wszelkie ślady tego, że przez tę ziemię szła w drodze na Berlin Armia Czerwona i jednak tych okropnych nazistów coraz bardziej na zachód z tych ziem wypierała. Patrzyłam wówczas mocno zdumiona, co tu się panie dziejku wyczynia, bo przecież taka była historia. No cóż.

I właśnie wówczas w mieście naszym zaczęto mówić głośno oraz całkiem poważnie, że trzeba wyburzyć pomnik na placu Grunwaldzkim oraz pozmieniać nazwy iluś ulic, w tym ulicy Walczaka. Chyba też gadało się o usunięciu pomnika z Kwadratu, ale tego już tak dokładnie nie pamiętam. Natomiast pomysł, aby usunąć pomnik z placu Grunwaldzkiego oraz ten Walczak dość mocno podpalił gorzowian. Okazało się wówczas, że optują za tymi pomysłami bardzo radni prawicowi, nazwiska miłosiernie przemilczę. Burza się zrobiła całkiem spora. Radni owi podpierali się opiniami Instytutu Pamięci Narodowej, który ja mam za wybitnego szkodnika narodowej pamięci.

No i wówczas szlag jaśnisty mnie ostatecznie trafił, więc wymalowałam epistołę do owego IPN w Szczecinie, jako do organu właściwego dla naszego miasta. Poprosiłam o dokładną wykładnię – dlaczego te zmiany, na jakiej podstawie i czy rzeczywiście trzeba to robić. Formalnym językiem, bez wulgaryzmów i innych słów uznawanych za nieobyczajne czy obraźliwe, choć jakbym napisała tak, jak wówczas myślałam, to by się to nie nadawało dla przeczytania w żadnym urzędzie.

Odpowiedź oczywiście dostałam, mętną i bez sensu żadnego. Oczywiście wynikało z tego kwitu tylko jedno – trzeba i koniec.

Szczęściem wszystko się wówczas rozmyło i do dziś pomnik stoi, ulica Walczaka jest ulicą Walczaka. Inne miasta i gminy jakoś nie miały takich zacietrzewionych dyskutantów i wszelkie tablice oraz pomniki usunęły. A szkoda,  bo to bez sensu było.

W krótkim czasie potem to tsunami opadło, ludki z prawej strony przestały się bez sensu upierać. Szkoda jednak się stała. Ale szczęściem, że powtórzę, nie u nas. Przeciwko durnym pomysłom stanęliśmy my – regionaliści, przewodnicy turystyczni, trzeźwi oraz dobrze wyedukowani historycy, ale też i sami mieszkańcy. W przypadku pomnika nikt za bardzo sobie głowy nie zawracał, bo nikt sobie nie wyobrażał, że zniknie. Natomiast w przypadku Walczaka – ludzieńki zwykłe dowiedziały się z mądrego tekstu prof. Rymara Młodszego, że ów młody chłopak zginął tylko dlatego, że nie chciał oddać butów. A jego pogrzeb był tak naprawdę pierwszą antykomunistyczną manifestacją w świeżym polskim Gorzowie. Bo ludzie poszli na pogrzeb właśnie dlatego, że Walczak był ofiarą pijanych czerwonoarmistów. Mało tego, na fali obrony nazwy ulicy odnowiono nawet grób Walczaka na Świętokrzyskim cmentarzu, a i my, przewodnicy, zaczęliśmy być pytani, gdzie ów Walczak jest pochowany. Pamiętam, jak łaziłam po cmentarzu i szukałam tego grobu. Ciekawe to skąd inąd doświadczenie było.

I proszę, minęły zaledwie trzy lata. Zaledwie trzy, co to w skali historii jest może sekundą, a już mamy nowy ambaras. Tyle, że w drugą stronę. Wielcy zwolennicy tych barbarzyńskich działań właśnie teraz zaczynają się wycofywać ze swoich pomysłów. Gorliwi zwolennicy tej polityki zaczynają mówić o tym, że im chyba wstyd. Czołowi ideologowie zaczynają się wycofywać ze swoich pryncypialnych pozycji. Ale cóż. Żyjemy w takich czasach, że w sieci nic nie ginie. Cytując klasyka, kto się miał ześwinić, to się ześwinił, kto był porządny, porządnym zostanie.

Stare polskie przysłowie mówi – co nagle, to po diable. Wiadomo, z szybkości to się Boruta i inne z rogami i ogonami cieszą.

Oczywiście, nie będę za tym, aby co niektóre znaki umieszczone ostatnio w przestrzeni publicznej likwidować, bo nie. Bo to też historia. Już dziś właśnie historia. Owszem, wówczas trzeba było pomniki Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego usunąć, bo jednak trzeba było. Choć zawsze w tym momencie przypomina mnie się stary dowcip warszawskich dryndziarzy, którzy całkiem serio mówili, że jak się Dzierżyńskiemu okulary założy i doda kapelusz, to może być i Bolesław Prus, bo po co tyle dobra marnować.

Tak czy siak, nam się w mieście udało i bez większych szkód tę falę tsunami przeżyliśmy. Oby więcej takowych nie było.

No i miało być jeszcze o czymś innym, ale nie będzie, bo złośliwce też mają swój rozmiar.

Ps. Bo musi być. Otóż czytam książkę Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie. Niewygodna historia powojennej Polski”. Nieprosta i niekoniecznie najprzyjemniejsza lektura, ale jak się na tych ziemiach mieszka, to takie rzeczy czytać trzeba. No i tam naturalnie jest też i o Gorzowie, więcej o Zielonej Górze, ale i o naszym mieście też. Każdy, kto zajmuje się regionem, zwyczajnie powinien to przeczytać.

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x