Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje »
Bonifacego, Julity, Macieja , 14 maja 2021

Nigdy tego nie zrozumiem, jak i innych rzeczy

2021-03-23, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje

Ludzie sami z siebie wzięli się za sprzątanie, za to inni mają to maksymalnie gdzieś. Od jakiegoś pokaźnego czasu wiem, że w tym mieście mieszka jakiś specyficzny rodzaj człowieka.

medium_news_header_29980.jpg

A było tak. Szłam sobie do pracy ulicą 30 Stycznia. Jakiś czas temu grupa społeczników wzięła sprawy w swoje ręce i zwyczajnie ją posprzątała. Ludzie usnęli okropne maziaje na budynkach i budkach rozlicznych. Mało tego zrekultywowali ziemię przy drzewkach, posadzili kwiaty i żeby nie było, że nikt nie wiedział, opatrzyli te miejsca stosownymi tabliczkami.

I co, i właśnie to. Jakaś ludzka menda, bo inaczej tego nazwać nie można, wyniosła swoje śmieci i wyrzuciła pod takim drzewkiem. Czarne wory z odpadami domowymi i biała reklamówka z pustymi puszkami po piwie. Zwyczajnie mnie zatrzęsło z oburzenia, ale i obrzydzenia na tych ludzi, którzy to zrobili. Przecież pięć metrów od tego drzewka są podziemne śmietniki. Tyle tylko co przejść przez ulicę.

Mało tego, pod remontowaną właśnie kamienicą, 20 metrów dalej, do niedawna stały stale przepełnione śmietniki. Zniknęły, bo działają te podziemne, i co? I nic. Ktoś już zdążył w tym miejscu jakiś połamanych plastikowych gratów nastawiać, bo po co się fatygować jeszcze ten kawałeczek.

No i jeszcze kawałeczek dalej jest mostek na Kłodawce. Lubię się tam zatrzymać i pogapić się na wskaźnik wysokości wody w rzeczce. Tym razem stanęłam nie dlatego, żeby pogapić się na kaczki i wodę, ale na śmieci, domowe odpadki, które ktoś przemyślnie wysypał niemal pod samym filarkiem.

Powiem tak, od lat piszę o tym problemie. Cały czas i wciąż o tym mówię. I zderzenie gadania o wielkiej miłości do wielkiego i pięknego Gorzowa, jak co niektórzy nazywają ten grajdół, budzi u mnie coraz większe zadziwienie. Bo co to za miłość, która jest tylko w słowie, w deklaracji?

Na czym ta miłość polega? Na niszczeniu elewacji, na wywracaniu koszy na śmieci? Na łamaniu drzewek i krzewów, ławek w parkach, wyrywaniu poręczy, zaśmiecaniu centrum i nie tylko? To ma być miłość do miasta i dbanie o jego dobrostan?

Nie dość, że urzędnicy niszczą to miasto, systematycznie ogałacając je z zieleni, to jeszcze systematycznie do zniszczeń rękę dokładają sami mieszkańcy. Tak, tak, ci sami, którzy tak perorują i deklarują.

Moi znajomi coraz częściej mówią – Gorzów to stan umysłu. Ja tylko dodam, jakiegoś chorego. A za potwierdzenie mam opinię pewnego muzyka, który tu przemieszkał trzy lata, przeprowadził się ostatnio do Gdańska i kiedy go spotkałam onegdaj, usłyszałam – piękne miasto ten Gdańsk, piękne, ale przede wszystkim czyste, bardzo czyste…. No cóż.

Ps. Dziś mija dokładnie 40 lat od ogłoszenia alarmu przeciwpowodziowego w 11 gminach nadwarciańskich. Stan alarmowy na Warcie w Gorzowie został przekroczony o metr; nadal trwał alarm w gminach nadnoteckich, trwała walka o uratowanie przed zalaniem polderu w Lipkach Małych. Teraz też Warta wysoko jest, ale aż tak to nie….

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x