2021-05-28, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
Miasto obiecywało, że nie będzie ciąć trawy. Obiecywało i co? I nic. Koszenie trwa w najlepsze. A szkoda.
Ten rok to rok na trawę. Tak mówią ci, co się dobrze znają na zielsku i jego obyczajach. Ponoć dlatego rok na trawę, bo jest chłodno i wilgotno. Dlatego też zielsko rośnie jak oszalałe i bardzo dobrze.
Okazuje się jednak, że wcale nie, bo trzeba, koniecznie wręcz skosić i to w dodatku wszędzie. No i od kilku dni w całym mieście słychać brzęczenie kosiarek, dźwięk, który mnie osobiście mocno drażni, podobnie jak dźwięk rozpędzającego się na miejskich ulicach motocykla.
Oglądałam ten ceremoniał wycinania trawy, niemal do gołej ziemi, bo przecież odrośnięty badyl drażni poczucie estetyki w tym mało estetycznym mieście. Mało tego, trzeba usunąć niemal każdą trawkę, która gdzieś tam wystaje z jakiejś szpary w chodniku, bo przecież w betonowym mieście nie ma prawa rosnąć żadna roślina. Nie lubię skoszonej trawy, nie lubię koszenia trawy, nie lubię rugowania zieleni.
A propos rugowania zieleni. Okazało się, że budowa szkół artystycznych wymaga wycięcia dorodnego drzewa u zbiegu ulicy Szkolnej i Warszawskiej. Rosło sobie, dostarczało cienia i tlenu, a teraz zostało wydziabane, bo trzeba znów jakiś budynek postawić. Pewnie, budynki są potrzebne, ale bardzo potrzebne są drzewa. I dobrze by było, żeby wszyscy w końcu zdali sobie z tego sprawę. A przede wszystkim ci, co sprawują rządy. Bo może w końcu być tak i prawdopodobnie się tak stanie, że będą same budynki, do których nikt nie będzie zaglądał, bo nie będzie już nikogo. Katastroficzny scenariusz niby z powieści sf, ale jak pokazują rozliczne symulacje, coraz bardziej prawdopodobny.
Renata Ochwat
Przechodzę od jakiegoś czasu obok tego coraz bardziej walącego się murku. Przechodzę i tak mnie nachodzą różne myśli.