Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2021

No i znów biblioteka po staremu

2021-09-06, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje

Mało rzeczy mnie jest do szczęścia potrzebnych. Na tej krótkiej liście jest biblioteka. No i super, że znów do wieczora będzie czynna.

medium_news_header_31354.jpg
Fot. Robert Borowy

Ja wiem, że moje koleżanki bibliotekarki wcale nie będą za szczęśliwe, bo no bo kto lubi po nocach do domu z roboty wracać. Ale taki life - jak się pracuje w kulturze, to inaczej być nie może. Pracuje się w dziwnych godzinach i w dziwne dni tygodnia. I jakoś nikt nie wydziwia, że musi pracować.

Tak jest z biblioteką. Bo czynna znów będzie w godzinach sprzed pandemii, czyli nie przymierzając sprzed półtora roku czy nawet trochę więcej (ja tam z cyframi nigdy nie byłam w zgodzie). No chwała wszystkim, a przede wszystkim dyrekcji, bo jak dla mnie, gnanie na ostatnią chwilkę do wypożyczalni było stresem.

A przecież nie ma nic lepszego, niż spokojne buszowanie w półkach, przeglądanie sobie starych i nowych rzeczy. Odkrywanie czegoś, bo przecież nie ma takich, którzy znaliby wszystko. Ja to zwyczajnie uwielbiam. Odkąd nauczyłam się czytać, no nie, bo musiałam kilka lat poczekać, zanim zapisali mnie do biblioteki, uwielbiam te miejsca. A w niewdzięcznej pamięci do końca życia będę miała szkolną bibliotekarkę, która jakoś nie mogła uwierzyć, że pędrak Ochwat już umie biegle czytać i książeczka "Na jagody" gdzie było więcej obrazków niż tekstów, to nie było żadne coś. Nie lubiłyśmy się z panią bibliotekarką do końca jej bycia w bibliotece. No cóż, bywa. Natomiast do końca życia we wdzięcznej pamięci będę mieć panią bibliotekarkę z biblioteki miejskiej, która mi pożyczyła "Przeminęło z wiatrem" i poszłam na pierwsze i jedyne w swoim życiu wagary, bo musiałam książkę przeczytać.

Wracając do biblioteki w Mieście nad trzema rzekami, to uwielbiam tam chodzić na wszystko. A jak się spojrzy na rozkład jazy, to zawsze kolorowy zawrót głowy jest. Super sprawa.... I nareszcie.

A teraz z drugiego kątka, zresztą kompletnie innego. Otóż Miasteczko Skwierzyna oszalało z radości. Ma pierwszy w historii złoty medal olimpijski. Zdobyła go na paraolimpiadzie w Tokio Renata Śliwińska. Z kilku przyczyn to historyczne i bez kozery wydarzenie. Po pierwsze dlatego, że  nie tylko złoto, ale i rekord paraolimpijski. Po drugie i może ważniejsze - ustanowiła go dziewczyna z małego miasta, a te nigdy nie były jakoś mocno przychylne ludziom, którzy odstawali od jakichś tam norm. Pani Renata Śliwińska, mocno już utytułowana sportsmenka urodziła się jako dziecko dotknięte niskim wzrostem. To już była nienorma. A potem została sportsmenką i mistrzynią w konkurencjach rzutowych. Pokazała, że co tam różne ograniczenia. Jak się chce, to można i wychodzi. I jakieś nienormy się nie liczą. Ja wiele razy trzymałam za nią kciuki, a kiedy jechała do Tokio, to byłam pewna, że wróci z tarczą. No i wraca, ze złotem i rekordem. Fantastyczna kobieta. Ludzie se Startu Gorzów, a znam kilku, muszą puchnąć z dumy, bo nie tylko pani Śliwińska wraca z medalem.

No Skwierzyna puchnie z dumy i tym razem ma powód.

Renata Ochwat

Ps. Dziś mija dokładnie 615 lat od chwili, gdy biskup poznański obłożył klątwą Gorzów z powodu niepłacenia dziesięciny z Deszczna, Ulimia, Borka i Karnina; anatema obowiązywała przez około 2 lata. Prawda jakie to były fajne czasy, to średniowiecze. Żeby się jeszcze tylko częściej ludzie myli i telefony komórkowe były oraz biblioteki, to pewno dałoby się żyć...

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x