2022-02-15, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
Późną nocą szłam przez miasto i nagle – wow, a co to jest? Po jakichś kilkuset metrach znów taki sam zaskok. Mnie się podoba.
Taki pojemnik na elektrykę, zniszczony fragment mostku, jakaś zniszczona powierzchnia – nagle zyskały nową twarz. Chyba ożywili się kibice Stilonu. Może ktoś z nich pojechał gdzieś w świat i zobaczył, że takie elementy nie muszą być paskudne, nie muszą straszyć, a mogą być pozytywnym nośnikiem informacji. Bo na tych stojących puszkach, na jakichś zniszczonych elementach pojawiło się logo klubu. Niebiesko-białe barwy znają wszyscy interesujący się sportem w mieście. Ja też, bo przecież Stilon jest w opozycji do Stali, czego ja absolutnie nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, ale niech tam.
Jestem jak najbardziej za takim umieszczaniem znaków klubowych czy generalnie miejskich graffiti. Właśnie na puszkach energetycznych, zapomnianych pojemnikach i miejscach takich, na które się patrzy z mniejszym lub większym absmakiem. Może podyskutowałabym o tym cokole mostku nad Kłodawką, ale skoro przez lata nikomu do głowy nie przyszło, aby o niego zadbać, to taki malunek niewiele mu zaszkodzi.
Uważam, że takie znakowanie miasta jest pięć razy lepsze, niż te durne malunki paciagami przeze mnie zwane, jakie pojawiają się wszędzie. Nie ma to nic wspólnego ze szlachetną sztuką graffiti właśnie, a jest zwykłym chuligaństwem. Natomiast takie znakowanie nie dość, że nic nie niszczy, to jeszcze przykrywa różne okropieństwa.
Jakiś czas temu miastem potrząsnęła informacja, że chuligani – przez pomyłkę zwani kibicami – zniszczyli świeże elewacje na osiedlu Słonecznym. Kapitanowie obu drużyn Stali i Stilonu w świetle reflektorów wszystkich mediów solidarnie zamalowywali te plugawe słowa. Może to był jakiś przełom? Może ktoś się w końcu puknął w głowę i coś z tego puknięcia wyszło? Zobaczymy. Taki trend jednak znacznie mnie się podoba. I to mimo że Stilonowi nie kibicuję, bo piłka kopana mnie nie interesuje.
Renata Ochwat
Ps. Mija dokładnie 120 lat od chwili, gdy na na posiedzeniu towarzystwa antropologicznego w Berlinie pastor Felix Hobus (1866-1941) z Deszczna, znany archeolog amator, przedstawił znalezioną przez siebie figurkę antropomorficzną zwaną „Bożkiem z Deszczna”. Muzeum moje kochane – zróbcie replikę…… Kupię tuzin figurek i będę miała prezenty dla najbliższych z głowy. Zróbcie….
Przechodzę od jakiegoś czasu obok tego coraz bardziej walącego się murku. Przechodzę i tak mnie nachodzą różne myśli.