Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje »
Eleonory, Lenki, Kiejstuta , 21 lutego 2026

No i tak nam minął 2025 rok…

2026-01-05, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje

Dużo się działo tego minionego roku. Zresztą jak każdego. Mnie jednak pewna rzecz bulwersowała i bulwersuje.

medium_news_header_45662.jpg
Fot. UM w Gorzowie

Miniony rok ogłoszony został w mieście Rokiem Kultury. Zresztą nie od razu, tylko po jakichś dwóch miesiącach od rozpoczęcia. Zatem zaczęłam się przyglądać owemu Rokowi Kultury z dość dużą uwagą. I co? I moje zaskoczenie, zdumienie, zafrasowanie rosło coraz bardziej i bardziej.

Zatem co takiego mnie bulwersowało? Otóż ja nie lubię pustych haseł, nie lubię pustosłowia, nie lubię nawijania makaronu na uszy. A to się w gruncie rzeczy wydarzyło przy okazji owego Roku Kultury.

Przede wszystkim, poza uszyciem powiewających banerów z napisem Rok Kultury, nie wydarzyło się nic, co byłoby wyraźnym zaznaczeniem i wyróżnieniem tego roku spośród innych. Gdyby zapytać zwykłego mieszkańca miasta – co to był za rok, ten który minął, nikt, żadna z osób nie powie, że to był jakiś szczególnie ważny rok dla lokalnej kultury. Instytucje miejskie i nie tylko miejskie robiły swoje, każdy proponował dobre lub mniej dobre imprezy i to imprezy z kalendarza niekiedy dużo wcześniej zaplanowanego, nie pod żaden Rok Kultury, a pod normalne programowe działanie.

OK. To jeszcze dałoby się jakoś przełknąć, zwłaszcza że zarówno miejskie instytucje, jak i prywatne działające w mieście mają bardzo dobry poziom i popeliny nie odstawiają. Ale już specjalnego gadania o tym, że to taki szczególny rok, że mamy Rok Kultury, że się nad nim specjalnie pochylamy – nie, to było dla mnie za dużo.

Apogeum Nieroku Kultury było dla mnie utrzymanie owego fatalnego czegoś – Dobry Wieczór Gorzów w centrum miasta. Dlaczego uważam, że to coś fatalnego? Ano dlatego, że na lato zabija lokalne instytucje, różnego rodzaju lokale – jak kluby czy małe bary. O bylejakości oferty, bylejakości realizacji, generowaniu hałasu i zachowań nieobyczajnych pijanych uczestników nie wspominam.

I tak było w minionym roku. Znów stanęła scena, znów były jakieś koncerty z akcentem na jakieś. Skoro był to rok poświęcony kulturze lokalnej, to trzeba było ją zaakcentować choćby na tej dziwnej scenie, która więcej szkody przynosi niż pożytku. Trzeba było oddać ją właśnie lokalnym zespołom – muzycznym, tanecznym, śpiewaczym. Pokazać to, co tu się w haśle kultura mieści. A tak znów była jakaś rozrywka, na takim sobie poziomie, z malusimi przebłyskami lokalności, kiedy jeden czy dwa zespoły się mogły pokazać.

Nie uczyniono nic, aby uwypuklić i podkreślić, że miasto ma czym się szczycić. Bo rzeczywiście ma, i to w dziedzinie działań artystycznych zawodowych, jak i amatorskich, w dziedzinie działań dzieci – bardzo, bardzo sporo, jak i dorosłych.

A było tylko mielenie hasełka o tym, że mamy rok kultury, że kultura, z kulturą, o kulturze, dla kultury…. Dla mnie pokaz całkiem sporej hipokryzji.

Gdyby kasę wyrzuconą na Dobry Wieczór Gorzów dać lokalnym twórcom kultury, to dopiero byłyby fajerwerki. Takie jak wiele lat temu były na 750-lecie miasta, kiedy na korowód historyczny do centrum naprawdę zleciało się całe miasto, kiedy na zdjęcie Gorzowian przyszło ponad 10 tysięcy mieszkańców, w tym nawet moi sąsiedzi, którzy nie są za bardzo skorzy do uczestnictwa w takich imprezach, kiedy na otwarcie wyremontowanego mostu też zleciały się prawdziwe tłumy mieszkańców. I zresztą wymieniać więcej – długa lista. Tyle tylko, że jubileusz miasta planowany był drobiazgowo i szczegółowo dwa lata do przodu. I nie było to działanie – ot, coś komuś do głowy przyszło i dawaj robimy – na wariata, bez sensu, ale robimy, bo a nuż ktoś uwierzy w naszą sprawczość.

Zajmuję się kulturą od lat – uczestniczę w niej, piszę o niej, jestem odbiorczynią rozlicznych działań. I to nie tylko na lokalnym podwórku. Dlatego tak bardzo nie rozumiem, po co robić takie rzeczy. Bo nie było to ani docenienie lokalnych twórców, ani podkreślenie lokalnych instytucji, ani uhonorowanie lokalnych odbiorców…. Ot takie gorzowskie działanie, bez pomysłu bez namysłu, bez adresata i bez sensu.

Cały 2025 rok upłynął pod hasełkiem, które było dla nikogo i o niczym. A najbardziej dla mnie jest to widome w fakcie takim – 15 grudnia minęła 80. rocznica urodzin Andrzeja Gordona – najważniejszego i najlepszego malarza, który w mieście nad Wartą mieszkał – i to zarówno jeśli chodzi o niemiecką, jak i polską historię. Kto pamiętał? Nie urzędnicy od Roku Kultury. Nie miejska galeria z zatrudnionymi w niej ludźmi. Pamiętałam ja – jego biografka oraz Monika Kowalska, właścicielka prywatnego klubu Łazienki 6.

No cóż.

Renata Ochwat

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x