Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Komentarze na gorąco »
Geraldy, Honoriusza, Wery, 30 września 2022

Wystarczy kliknąć ,,usuń’’ i historia szybko znika

2021-12-13, Komentarze na gorąco

- To ten Fibak? – zapytała Marta Bejnar-Bejnarowicz i szybko otrzymała odpowiedź od red. Hanny Kaup: Tak, to ten…

medium_news_header_32261.jpg
Fot. Robert Borowy

Mając chwilę czasu wybrałem się niedawno do naszej pięknej biblioteki na promocję wydawnictwa pt. ,,Dariusz Kostrzewa, czyli gorzowskie historie w karykaturze”. To było bardzo fajne, pouczające i pod każdym względem ciekawe spotkanie, które nie ograniczyło się tylko do oceny publikacji i podsumowania życia jednego z bardziej uzdolnionych gorzowskich karykaturzystów. Swoją drogą termin promocji nie został wybrany przypadkowo, bo w dniu pierwszej rocznicy śmierci Dariusza Kostrzewy. A że wśród gości byli brat i ojciec, obaj zresztą powiedzieli wiele ciekawych historyjek z życia Dariusza, spotkanie nabrało dodatkowego kolorytu. Wspomnienia były raczej radosne, bo – jak powiedział Mirosław Kostrzewa – o jego bracie inaczej niż w wesołej konwencji mówić jest trudno.

Dyskusja w pewnej chwili wyszła szeroko poza ramy przyjętego scenariusza, ale najważniejsza rzecz, jaka powinna zostać wyciągnięta z tego dwugodzinnego spotkania, to umiejętność słuchania innych i poznawania ludzi działających obok nas. Kiedy Wojciech Fibak, nie tylko legenda polskiego tenisa, ale przede wszystkich miłośnik i znawca kultury w różnej postaci mówił w telefonicznym przekazie o Dariuszu Kostrzewie jak o największym swoim przyjacielu, mówił o wielkim jego talencie, o jednym z wiodących karykaturzystów na słynnym paryskim Place tu Tertre, znanym jako kolebka skupiająca artystów sztuki modernistycznej, czy jednym z ważniejszych autorów prac w swojej paryskiej galerii, to zastanawiałem się, czy my gorzowianie w ogóle wiedzieliśmy, kto wychował się w jednej z kamienic przy ul. Mieszka I-go i kto pojechał w świat robić karierę, po czym wrócił naprawdę z dużym dorobkiem. Dariusz Kostrzewa w Paryżu studiował, pracował i bardzo chętnie się bawił, ale przez dwa lata mieszkał także w Alpach, u podnóża Mont Blanc.

- Zrobił tam tysiące pięknych zdjęć najwyższej europejskiej góry, w różnej konfiguracji, o różnych porach i przy różnej pogodzie. Niestety, nie wiem co się z nimi stało – do dzisiaj bardzo żałuje Wojciech Fibak, wielki pasjonat twórczości Dariusza Kostrzewy, posiadający w swoich zbiorach mnóstwo różnych prac gorzowianina.

Dlaczego o tym wspominam? Gdyby nie determinacja red. Hanny Kaup, pomoc radnej Marty Bejnar-Bejnarowicz, prawdopodobnie nie byłoby wspomnianego wydawnictwa, które zawiera tylko niewielką część dorobku Dariusza Kostrzewy i dotyczy karykatur znanych gorzowskich osób. W naszym mieście jest paru pasjonatów, którym zależy na dokumentowaniu różnych obszarów funkcjonowania miasta i to głównie dzięki nim w ostatnich latach ukazało się sporo publikacji. Nie są one komercyjne, nigdy nie zarobią na siebie, ale niosą ogromną wartość historyczną o mieście, o ludziach, o których często niewiele wiemy, ale ich dorobek naukowy, kulturalny, sportowy jest ogromny. Często  w naszym otoczeniu byli i są ludzie o dużo wyższych promocyjnych walorach dla miastach niż ci, których czasami na siłę się promuje.

Sam staram się zostawić jakiś pisany ślad po gorzowskim żużlu, co chwilę mam propozycję, żeby jeszcze mocniej wzbogacić ten dorobek, są inni pasjonaci choćby piłki nożnej, którzy zebrali lub zbierają fajne materiały warte pokazania. Jest tylko jeden problem; bez publicznej pomocy ci pasjonaci niewiele zrobią, bo nie przeskoczą granicy wydawniczej, a przede wszystkim finansowej. Miasto stara się, wiem, że pomaga i dobrze. Może warto wyjść z jakimś ciekawym projektem, żeby jeszcze mocniej uaktywnić tych, którzy mają coś wartościowego do przekazania. Takie materiały może nie zawsze są doceniane w chwili ich wydania, ale zapewniam, że dla następnych pokoleń to będzie wspaniała kopalnia wiedzy. Szczególnie to co zostanie zapisane na kartach, bo informacje w sieci są ulotne. Wystarczy kliknąć ,,usuń’’ i historia szybko znika. Co papier, to papier.

Kiedy zbierałem materiały do jednej z książek o Stali Gorzów wybiłem mnóstwo ścian, żeby cokolwiek zdobyć. Materiałów źródłowych często jest niewiele, a wspomnienia trzeba weryfikować. Ponadto bohaterowie przeszłości szybko się kruszą. Dzisiaj, kiedy publikacje są już kolejni pasjonaci mają jakiś punkt wyjścia i mogą tę historię wzbogacać, poprawiać ewentualne błędy. Mają wylane fundamenty. I dotyczy to wszystkiego, także wartościowych ludzi, których należy prezentować, promować, pokazywać ich dorobek. A takich jest sporo, a za tymi ludźmi idą pewne historię szerszych grup, całych często pokoleń. Pamiętajmy o tym, a kiedyś będziemy dumni z gorzowskie biblioteczki historycznej.

Robert Borowy

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x