więcej

więcej
Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Żużel »
Belindy, Bronisza, Idziego , 1 września 2025

Mistrzostwa Europy pod względem emocji dorównują Grand Prix

2016-07-18, Żużel

Za nami pierwszy tegoroczny finałowy turniej Speedway Euro Championship, w którym z bardzo dobrej strony pokazali się Krzysztof Kasprzak i Przemysław Pawlicki.

medium_news_header_15491.jpg

Indywidualne mistrzostwa Europy w nowej formule odbywają się po raz czwarty, ale dopiero teraz wśród startujących są zawodnicy na co dzień jeżdżący w lidze polskiej w barwach Stali Gorzów. To oznacza, że siłą rzeczy SEC będzie cieszył się wyższym zainteresowanie wśród sympatyków żółto-niebieskich niż to miało miejsce w poprzednich latach. Choć, jako ciekawostkę przypomnijmy, że gorzowscy żużlowcy w mistrzostwach Europy seniorów już się pokazali w historii. I to z bardzo dobrej strony. Szczególnie w inauguracyjnej edycji, kiedy to w 2001 roku w belgijskim Heusden-Zolder srebrny medal wywalczył Mariusz Staszewski a brązowy wychowanek Stali, jeżdżący już wtedy w barwach Wybrzeża Gdańsk Krzysztof Cegielski. Do 2011 roku obsada jednodniowych IME nie była jednak powalającą, choć jak dzisiaj spojrzy się na listę medalistów, to ujrzy się paru zawodników, mających bogatą listę sukcesów. Tyle, że w chwili sięgania po medale byli oni dopiero początkującymi żużlowcami. Jak choćby Krzysztof Kasprzak, który złoto IME seniorów wywalczył w wieku 19 lat czy Matej Zagar, mający dwa tytuły, przy czym pierwszy zdobył jeszcze jako 21-letni junior.

W 2012 roku Europejska Unia Motocyklowa postanowiła rozwinąć cykl, wprowadziła cztery turnieje, ale nie była w stanie przyciągnąć do startu czołowych zawodników Starego Kontynentu. Udało się to dopiero polskiej firmie One Sport i od 2013 roku SEC pod względem organizacyjnym czy jakości sportowej niewiele ustępuje rozgrywkom Grand Prix, choć oczywiście obsada jest troszkę słabsza, ale i tak corocznie możemy podziwiać wiele gwiazd.

Powróćmy jednak do inauguracji tegorocznego cyklu. Niemiecki obiekt w Gustrow pod względem infrastrukturalnym niczym wielkim nie imponuje, ale ma jedną wielką zaletą. Znakomity do ścigania 298-metrowy tor i do tego bardzo odporny na opady deszczu. Już przed rokiem, kiedy odbyła się tam druga runda Speedway Best Pairs Cup wielu było pod wrażeniem, ile czarna nawierzchnia może przyjąć wody. Jeżdżono wtedy bez równania toru, 21 biegów udało się rozegrać w rekordowe 100 minut. Zrezygnowano dopiero z biegów barażowego i finałowego. Nikt wówczas nie przypuszczał, że tym razem historia może się powtórzyć. W trakcie zawodów deszcz raz ustawał, raz nadchodził z różną częstotliwością. Organizatorzy tym razem równali tor, przez co zawody trwały dłużej, ale ciągle była nadzieja, że nawierzchnia wytrzyma do końca. Zabrakło jednego biegu. Finałowego. Można było go na siłę zaliczyć, ale wszyscy byli zgodni, że nie warto ryzykować. Zwłaszcza, że na starcie pojawiliby się zawodnicy prezentujący ofensywny styl jazdy i na coraz trudniejszej nawierzchni mogłoby dojść do niepotrzebnego upadku.

Zrezygnowanie z finałowego biegu trochę utrudniło ustalenie końcowej kolejności, bo zdaniem jednych należało liczyć wyniki po rundzie zasadniczej, zdaniem innych z uwzględnieniem kolejności w biegu barażowym. W pierwszym przypadku kolejność czołowej szóstki turnieju przedstawiała się następująco: 1. Martin Vaculik, 2. Krzysztof Kasprzak, 3. Kai Huckenbeck, 4. Janusz Kołodziej, 5. Przemysław Pawlicki i 6. Antonio Linadbaeck. Zakładając, że zaliczono by wyniki biegu półfinałowego klasyfikacja byłaby następująca przy zachowaniu tych samych zdobyczy punktowych (w SEC punkty z biegu barażowego nie są liczone dla punktacji): 1. Martin Vaculik, 2. Krzysztof Kasprzak, 3. Janusz Kołodziej, 4. Przemysław Pawlicki, 5. Kai Huckenbeck i 6. Antonio Lindbaeck. Wydaje się, że nikt wcześniej nie przewidział takiego scenariusza i kiedy przyszło ustalić kolejność to za bardzo nie wiedziano, jak to uczynić. W każdym razie nie ma to znaczenia dla klasyfikacji przejściowej mistrzostw, a gospodarze mieli wielką radość z ujrzenia na podium swojego reprezentanta.

Gorzowskich kibiców, których w Gustrow było sporo, co nie zaskakuje, gdyż z naszego miasta jest tam łatwy i szybki dojazd, najbardziej interesowała forma sportowa zawodników Stali. I trzeba przyznać, że tak dobrze oraz mądrze jeżdżących Kasprzaka i Pawlickiego chcielibyśmy oglądać zawsze. Obaj mieli świetnie dopasowany do toru sprzęt i nawet jak nie zawsze najlepiej wychodzili ze startu, to na dystansie potrafili wybierać najlepsze ścieżki, a przede wszystkim mądrze wykorzystywać fakt, że linia mety w Gustrow znajduje się tuż przy wyjściu z ostatniego łuku. Zdarzyły im się jednak też potknięcia. W przypadku Kasprzaka było to wykluczenie za ostrą jazdę na drugim łuku, w wyniku której upadł Emil Sajfutdinow. Polak nie krył rozczarowania decyzją pani sędzi Suzanne Huttinger, twierdząc, że nie dotknął rywala. Bo i tak było, ale obiektywnie trzeba stwierdzić, że swoim atakiem Kasprzak praktycznie uniemożliwił dalszą jazdę Rosjaninowi, który położył motocykl na tor. Przemysław Pawlicki zaliczył natomiast niegroźny upadek i także stracił przez to szansę na powiększenie dorobku punktowego, ale w tym wszystkim najważniejsze było to, że nasi zaprezentowali wielką wolę walki i widać, że forma powoli u nich rośnie. To musi zaprocentować w pozostałych turniejach SEC, a przede wszystkim w rozgrywkach ligowych.

I na koniec jeszcze taka ciekawostka. Gustrow w ostatnich latach było organizatorem finału IME juniorów, dwóch turniejów SEC oraz jednego SBPC. Na pierwszym z nich pojawiło się około pięciu tysięcy widzów, na pozostałych komplety w granicach dziesięciu tysięcy kibiców. Dla całego regionu Meklemburgii sporty motorowe są ważne, ale żużel powoli zaczyna tam dominować i mocniej się rozwijać. Działacze MC Gustrow zapowiadają kolejne inwestycje w stadion, właśnie pochwalili się, że niedługo dostaną dofinansowanie w wysokości pół miliona euro, za które rozpoczną prace modernizacyjne. A już we wrześniu w pobliskim Teterowie odbędzie się Grand Prix Niemiec, co już wzbudza tam ogromne emocje. To nie wszystko, bo powoli odradza się żużel w niedalekim Ludwigslust oraz Parchim. Jest spora szansa, że speedway w Niemczech dzięki takim imprezom jak SEC czy Grand Prix złapie drugi oddech. Chciałoby się jeszcze tylko wyższego poziomu sportowego, bo bez dobrych zawodników niemieckim kibicom ciężko będzie na dłuższą metę zakochać się w żużlu.

Robert Borowy

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x