więcej

więcej
Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Żużel »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2021

Braliśmy trójkę dzieci, torbę jedzenia i szliśmy na stadion

2021-10-01, Żużel

Z Władysławą Przezpolewską, 90-letnią sympatyczką gorzowskiego żużla, rozmawia Dorota Waldmann

medium_news_header_31597.jpg
Fot. Stal Gorzów/FB

- W trakcie jednego z meczów Stali niespodziankę pani sprawiły władze klubu, a okazją ku temu były 90 urodziny. Co pani czuła w tamtym momencie?

- Zaniemówiłam, wystraszyłam się. Idzie jakiś pan z pięknymi kwiatami i tak sobie pomyślałam „gdzie on idzie”. Nie wiedziałam, co powiedzieć, wielkie zaskoczenie. Jak kibice wstali i zaczęli śpiewać sto lat to już wiedziałam, co się dzieje. Ogromne wzruszenie. To były niezapomniane chwile.

- Jest pani jednym z najstarszych fanów czarnego sportu w Gorzowie.

- Ludzie dziwią się, że tyle lat chodzę na żużel. Byłabym chora, gdybym nie poszła na mecz. Jak muszę oglądać żużel w telewizji, to denerwuję się. Póki będę zdrowa, to będę chodziła na żużel. Jestem wierna Stali Gorzów i do końca życia będę im kibicować. Nie zdradzę ich.

- Jest pani rodowitą gorzowianką?

- Nie. Przyjechałam do Gorzowa po raz pierwszy w 1947 roku. Wówczas nie było tutaj żadnych klubów i dyscyplin sportowych. Długo tu jednak nie przebywałam, wyjechałam i wróciłam do Gorzowa ponownie, już na stałe, w 1955 roku.

- Od kiedy chodzi pani na żużel?

- W międzyczasie kiedy wyjechałam i nie było mnie w Gorzowie zaczął się żużel. Od samego początku startów naszych w rozgrywkach ligowych, czyli od 1955 roku chodzę na stadion. Polubiłam ten sport, bardzo mi się podoba. Kiedyś to nie było takich torów, jak dziś. Bandy były drewniane, a my siedzieliśmy na trawie. Mój mąż również polubił żużel i chodziliśmy całą rodziną na mecze. Braliśmy trójkę dzieci, całą torbę jedzenia i szliśmy na stadion.

- Jak trafiła pani do naszego miasta?

- Przeżyłam niemiecki obóz koncentracyjny. Niemcy zamknęli nas o głodzie i chłodzie. Strasznie tam było. Dużo ludzi poumierało. Sama byłam na wykończeniu, ale moja kochana babcia czuwała nade mną, oddawała mi jedzenie. Udało nam się przyjechać do Polski, gdzie babcia była tylko trzy miesiące, gdyż w marcu przyjechaliśmy, a w czerwcu zmarła i zostałam sama. Do ojca nie mogłam pójść, bo pracował u Niemca. W Gorzowie miałam ciocię, która zabrała mnie do siebie.

- Od wielu lat, co roku kupuje pani całoroczną wejściówkę na mecze Stali Gorzów. Dlaczego?

- Trzeba sponsorować ten sport i klub, bo z czegoś muszą się utrzymywać. Pójdę, czy nie pójdę na mecz, ale karnet muszę mieć. Można powiedzieć, że to już taka tradycja.

- Ma pani ulubione miejsce na „Jancarzu”?

- Siedziałam w różnych sektorach, ale najlepiej podoba mi się na pierwszym wirażu. Jak tylko zaczynają sprzedawać karnety od razu kupuję, żeby siedzieć na moim ulubionym miejscu.

- Interesuje się pani innymi dyscyplinami sportowymi?

- Nie bardzo. Piłka nożna mi się nie podoba, a boks to już w ogóle, ale w żużlu jestem zakochana.

- Zapewne pamięta pani takie legendy gorzowskiego speedway’a, jak Edwarda Jancarza, czy Edmunda Migosia?

- Oczywiście, że tak. Jancarz to był mój ulubieniec. Mieszkaliśmy z nim na jednej ulicy, moje dzieci razem z nim bawiły się i biegały po górkach. Edward Jancarz był bardzo grzecznym i sympatycznym chłopakiem. Nigdy nikomu nie ubliżył, nie dokuczył, nie skrzywdził. Od małego miał smykałkę do motorów. Jak zaczął jeździć na żużlu, to my sąsiedzi musieliśmy iść na stadion i mu kibicować. Andrzej Pogorzelski to mój drugi ulubieniec. Zresztą to była moja dalsza rodzina od strony dziadka.

- A kto z obecnych zawodników Stali Gorzów jest pani ulubieńcem?

- Nasz kapitan. Bartek Zmarzlik to bardzo sympatyczny chłopak. Nigdy na nikogo nie najechał, nie awanturuje się, zawsze grzeczny i ułożony. Jeździłam do Wawrowa, jak Bartek stawiał pierwsze kroki na miniżużlu.

- Widzę, że kolekcjonuje pani programy żużlowe?

- Tak. Mam wiele książek o tematyce żużlowej, które kupuje moja wnuczka oraz programów, których przez lata mnóstwo się nazbierało i część musiałam wynieść do piwnicy. Na zawodach muszę mieć program obowiązkowo. Najbardziej jednak cieszę się z tej koszulki z autografami naszych żużlowców, którą otrzymałam w prezencie urodzinowym od klubu. To będzie piękna pamiątka.

- Dziękuję za rozmowę.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x