więcej

więcej
Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Żużel »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2022

Szkoda, że nie nastąpiło to wcześniej

2021-10-29, Żużel

Moje Bermudy Stal Gorzów w sezonie 2021 powiększyła swój dorobek medalowy Drużynowych Mistrzostw Polski o kolejny krążek. Podopieczni trenera Stanisława Chomskiego zakończyli tegoroczne rozgrywki z brązowymi medalami.

medium_news_header_31845.jpg
Fot. Bogusław Sacharczuk

Głównym celem gorzowskiej Stali przed sezonem był awans do fazy play-off  i potem walka o medal. Cel postawiony przez zarząd klubu został osiągnięty, choć drużyna pod koniec sezonu miała, mówiąc kolokwialnie, „pod górkę”.

Powrót po dwóch latach

Przed sezonem w Stali doszło do niewielkich roszad w składzie. Włodarze klubu podziękowali za współpracę Nielsowi K. Iversenowi  i Krzysztofowi Kasprzakowi. W ich miejsce zakontraktowano Martina Vaculika, który powrócił do Gorzowa po dwuletniej przerwie.

Runda zasadnicza w wykonaniu gorzowian była bardzo dobra. Wicemistrzowie Polski z zeszłego roku rozpoczęli rozgrywki PGE Ekstraligi od trzech zwycięstw z rzędu. Na inaugurację „żółto-niebiescy” odnieśli sensacyjne zwycięstwo na terenie osiemnastokrotnych mistrzów Polski – Fogo Unii Leszno. W drugiej kolejce bez problemu poradzili sobie na własnym owalu z Motorem Lublin, choć nie mogli liczyć na wsparcie kibiców, którzy z powodu obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa musieli śledzić poczynania zespołu w telewizji. Kolejne dwa duże punkty stalowcy wywalczyli w Grudziądzu. Dobrą passę drużyny prowadzonej przez Stanisława Chomskiego przerwały dopiero częstochowskiego „Lwy”, które niespodziewanie, choć w pełni zasłużenie, triumfowały w Gorzowie. Potem jednak nasz zespół radził sobie dobrze i pewnie awansował do strefy medalowej.

Moje Bermudy Stal w części zasadniczej najlepszej żużlowej ligi świata rozstrzygnęła na swoją korzyść dziewięć spotkań. Natomiast w pięciu meczach musiała uznać wyższość rywala, w tym dwukrotnie przed własną publicznością.

Brązowy medal powinien cieszyć

Do fazy finałowej PGE Ekstraligi Moje Bermudy Stal przystąpiła z trzeciego miejsca. Rywalem nadwarciańskiej drużyny był Motor. W pierwszym starciu półfinałowym na stadionie im. Edwarda Jancarza górą byli goście. Ośmiopunktowa zaliczka przed rewanżem w Lublinie stawiała „Koziołki” w roli faworytów do awansu do wielkiego finału.

Cudu nad Bystrzycą nie było. Lublinianie kontrolowali spotkanie i nie dali szans gorzowianom na zwycięstwo, choć stalowcy stawili mocny opór przy Alejach Zygmuntowskich, jednak w ostatecznym rozrachunku to Motor wjechał do finału PGE Ekstraligi, a Stali na „otarcie łez” pozostał finał pocieszenia i walka o brązowe medale.

- Jestem zadowolony, bo zdobyliśmy medal – mówi w rozmowie z nami Marek Grzyb, prezes Stali. - Wydaje mi się, że co mogliśmy, to osiągnęliśmy. Patrząc przez pryzmat całego sezonu i mając na względzie braki w tych dolnych partiach drużyny, mam tu na myśli zawodników do 24 lat i juniorów, gdzie inne drużyny, jak Lublin, Częstochowa, czy Wrocław w tych formacjach były piekielne mocne, myślę, że brązowy medal powinien cieszyć. Z dużą satysfakcją mogę powiedzieć, że jest to sukces – dodał.

Poniżej swoich możliwości

Kluczowy dla losów półfinału był pojedynek w Gorzowie, w którym świeżo po kontuzji na tor wyjechali dwaj podstawowi zawodnicy zespołu – Martin Vaculik i Szymon Woźniak. Obaj żużlowcy pojechali poniżej swoich możliwości, a ich słabsza postawa spowodowana była dyskomfortem, który odczuwali podczas jazdy na motocyklu. Zarówno Słowakowi, jak i Polakowi należą się duże słowa uznania za to, że w ogóle zdecydowali się wyjechać na tor, po tak krótkiej rekonwalescencji.

- Zaczęliśmy dobrze sezon, wygrywaliśmy spotkania i myślę, że srebrny medal był na wyciągnięcie ręki, ale kontuzje, zwłaszcza Martina i Szymka, trochę nam pokrzyżowały plany i pozostawiły pewien niedosyt, ale to już jest historia – dodał prezes.

W walce o brąz spotkały się dwie drużyny, które przed rokiem rywalizowały o medale z najcenniejszego kruszcu. Dziewięciokrotni mistrzowie Polski stanęli na wysokości zadania i bez problemu poradzili sobie z nierówno jeżdżącą Fogo Unią Leszno zdobywając szósty brąz DMP w historii klubu.

Pięta achillesowa

- Cieszę się bardzo, że decydujące starcie o brąz odbyło się w Gorzowie, bo to jest bardzo fajny moment, kiedy kibice, sponsorzy mają okazję cieszyć się wspólnie z drużyną z osiągniętego sukcesu – kontynuuje Marek Grzyb. - Chodząc po stadionie widziałem zadowolenie u kibiców oraz sponsorów. Ta cała atmosfera, feta i te okrzyki z trybun to są rzeczy, które zapisują się w pamięci i są niezwykle ważne dla kibiców. Czasami myślę sobie, że lepiej jest mieć brązowy medal i przeżywać te niesamowite chwile wspólnie z kibicami niż srebro na wyjeździe. Wszyscy bez wyjątku cieszymy się z tego medalu. W obliczu kontuzji, które nas trapiły w końcówce sezonu brązowy medal smakował jak złoto – przyznał.

Zdecydowanym liderem gorzowian w sezonie 2021 był Bartosz Zmarzlik. Dwukrotny mistrz świata był najlepiej punktującym zawodnikiem w talii trenera Stanisława Chomskiego. Mocnymi ogniwami Moje Bermudy Stali Gorzów byli również Martin Vaculik, Anders Thomsen i Szymon Woźniak. Natomiast piętą achillesową gorzowian była formacja U-24 i juniorzy. Rafał Karczmarz oraz Marcus Birksemose prezentowali się znacznie poniżej oczekiwań i swoich umiejętności, choć Polak w pojedynkach o brąz pokazał, że nie zapomniał, jak ściga się na żużlu i przyczynił się do końcowego sukcesu drużyny.

- Rafał Karczmarz udowodnił pod koniec sezonu, że ma potencjał, w co ja osobiście wierzyłem cały czas – mówi prezes. – Rafał udowodnił wszystkim, że potrafi się ścigać i pokazał się z bardzo dobrej strony. Oczywiście szkoda, że nie nastąpiło to zdecydowanie wcześniej, bo zapewne też bylibyśmy w innym miejscu. Dziękuję mu za to, co zrobił w końcówce sezonu, bo jawnie przyczynił się do zdobycia przez drużynę brązowego medalu. Widać, Rafał ma upatrzoną rywalizację z Unią Leszno i szczególnie w tych spotkaniach potrafi się bardzo mocno zmobilizować - podkreślił.

Za dużo kontuzji

Niestety, żużlowców gorzowskiej drużyny w sezonie 2021 nie omijały kontuzje. Pierwszym zawodnikiem, którego kontuzja wyeliminowała z rywalizacji był Kamil Nowacki, który uczestniczył w bardzo groźnie wyglądającym karambolu na torze w Gorzowie podczas starcia z Apatorem Toruń. Podczas lipcowych eliminacji Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych w Gdańsku złamania obojczyka doznał Wiktor Jasiński. Jakby tego było mało w meczu Bauhaus Ligan pomiędzy Vetlandą Speedway a Masarną Avesta urazu dłoni doznał Szymon Woźniak, a kilkanaście dni później podczas szóstej rundy Speedway Grand Prix w Lublinie obojczyk złamał Martin Vaculik. To bez wątpienia przełożyło się na ostateczny wynik Moje Bermudy Stali Gorzów w rozgrywkach PGE Ekstraligi 2021, bo patrząc przez pryzmat jazdy gorzowskich żużlowców w fazie zasadniczej można śmiało powiedzieć, że srebro było w ich zasięgu.

Dorota Waldmann

 

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x