więcej

więcej

więcej
Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Żużel »
Aureli, Kamila, Kleofasa , 25 września 2022

Gorzowskie finały ostatniej dekady - 2014 (2)

2022-09-22, Żużel

Niecodzienną serią dalej imponują żużlowcy Stali, którzy od 2012 roku każdorazowo w roku parzystym kwalifikują się do finału PGE Ekstraligi.

medium_news_header_34783.jpg
Mistrzowie Polski z 2014 roku Fot. Kamil Dratwiński

Przypomnijmy sobie ostatnich pięć finałów PGE Ekstraligi z udziałem gorzowskiej drużyny. Wczoraj przypomnieliśmy 2012 rok i zdobycie przez gorzowian srebrnego medalu. Dzisiaj powracamy wspomnieniami do 2014 roku, w którym to Stal po 31 latach powróciła na szczyt żużlowej hierarchii w kraju.

2014 – Cierpliwość została wynagrodzona

Niedziela. 5 października. Godzina 20.25. Wyścig 13 meczu Stali z Unią Leszno. Na starcie od krawężnika stają: Tobiasz MusielakMatej ZagarPrzemysław Pawlicki i Krzysztof Kasprzak. W tym momencie Stal prowadzi 44:28 i wiadomo, że do pełni szczęścia brakuje jednego punktu. Można przegrać nawet podwójnie, ale najważniejsze, żeby choć jeden z gorzowian dojechał do mety. Po niespełna 61 sekundach od puszczenia przez sędziego Leszka Demskiego taśmy startowej, wszystko jest już jasne. Wygrywa co prawda starszy z braci Pawlickich, ale na drugiej pozycji do mety dojeżdża Kasprzak, tuż za nim Zagar i wypełniony do ostatniego miejsca stadion im. Edwarda Jancarza szaleje z radości. Po 31 latach Stal Gorzów została drużynowym mistrzem Polski! Po raz ósmy w historii. W 60 sezonie startów na ligowych torach w centralnych rozgrywkach.

Cierpliwość została więc wynagrodzona. Długo trwało zanim stolica polskiego żużla ponownie została przeniesiona do Gorzowa. Kilka pokoleń żużlowych kibiców nie mogło doczekać się tego jednego, a jakże wymarzonego złotego krążka. Co ciekawe, przed rozpoczęciem sezonu Stal wcale nie była zaliczana do grona faworytów. Sport potrafi na szczęście zaskakiwać. I dlatego jest taki piękny.

Do sezonu 2014 w Ekstralidze przystąpiło tylko osiem drużyn. Brak średniej meczowej spowodował, że w okresie zimowym nikt już nie musiał przy budowie składów siedzieć z kalkulatorem. Zmniejszenie ilości zespołów z dzisięciu do ośmiu rozszerzyło także rynek transferowy, na którym znalazło się kilku wysokiej klasy żużlowców i prezesi mieli ciekawy wybór. Problemem były, jak zawsze, możliwości finansowe. Szybko okazało się, że w niektórych ośrodkach nie martwiono się o stan klubowej kasy. Ważniejsze było podpisanie lukratywnych kontraktów, co miało swoje negatywne odbicie już w trakcie rozgrywek. W każdym razie przed rozpoczęciem sezonu szansę walki o miejsce w strefie medalowej miało aż siedem drużyn. Jedynie beniaminkowi z Gdańska nie wróżono nic dobrego.

Nad Wartą szybko zbudowano zespół. Po dobrej końcówce poprzedniego roku uznano, że nie należy działać radykalnie i utrzymano trzon drużyny. Podziękowano za współpracę tylko najsłabiej spisującym się zawodnikom. Odeszli Daniel NermarkŁukasz JankowskiPaweł Hlib i Adrian Gomólski. Po rocznej przygodzie w Gnieźnie powrócił Zagar, a drugą linię uzupełnił Piotr Świderski. Pomimo tych wzmocnień Stal wcale nie była murowanym kandydatem do walki o medale, bo inni zbroili się na potęgę. Wyżej stały notowania takich ekip jak Falubaz, Unibax (choć zaczynał rozgrywki z minusowym dorobkiem ośmiu punktów), Włókniarz, a nawet Unia Leszno. Byli tacy, którzy wyżej od gorzowian stawiali też Unię Tarnów. W klubie nic sobie z tych spekulacji nie czyniono.

- Nie myślimy o żadnych medalach. Dla nas priorytetem jest awans do czwórki najlepszych i całe przygotowania temu podporządkowaliśmy – mówił w lutym nad wyraz opanowany trener Piotr Paluch. Wtórowali mu działacze, którzy skupiali się głównie na finansowym zabezpieczeniu działalności spółki. Łatwo nie było, trzeba było posiłkować się nawet kredytem, lecz – jak zapewniał prezes Ireneusz Maciej Zmora – wszystko było pod pełną kontrolą i klubowi nie groziła zapaść finansowa.

Stalowcy ruszyli do walki niczym taran. W inauguracyjnej kolejce pewnie pokonali we Wrocławiu tamtejszą Spartę 50:40, a tydzień później rozbili w puch przed własną publicznością Unię Leszno 57:33. I już w tym momencie zaczęły pojawiać się głosy, że oto mamy czarnego konia rozgrywek. Zachwycano się przede wszystkim stylem jazdy gorzowian. Widać było, że jest to zespół a nie zbiór indywidualności.

Sport potrafi jednak w krótkim czasie każdego sprowadzić z niebios na ziemię. I tak było ze Stalą, która w trzeciej kolejce dostała tęgie lanie w Tarnowie (31:59), w piątej nie była w stanie nic zrobić w Toruniu (33:57), a w szóstej przegrała w Zielonej Górze (40:50). I o Stali zapomniano. Zwłaszcza, że mający rewelacyjny początek sezonu Kasprzak doznał kontuzji zerwania więzadeł w lewym kolanie i nie było wiadomo, czy powróci do wysokiej formy. W połowie czerwca ponownie przypomniano sobie o Stali i Kasprzaku. Punktem zwrotnym było zwycięstwo w Częstochowie nad jadącym w najsilniejszym składzie Włókniarzem 48:42. Już w tym momencie stało się praktycznie pewne, że pojadą oni o medale. Kolejne występy tylko to potwierdziły, choć przydarzyła im się porażka na własnym torze z rewelacyjnie spisującą się tarnowską Unią (42:48). ,,Jaskółki’’ lały wszystkich jak popadnie i w rundzie zasadniczej przegrały tylko jedno spotkanie oraz jedno zremisowały. Pewnie zajęły pierwszą pozycję, stalowcy znaleźli się na drugim miejscu, a za nimi Falubaz oraz Unia Leszno.

Po zaledwie rocznej przerwie ponownie w fazie półfinałowej przyszło kibicom oglądać derby Ziemi Lubuskiej. Obie drużyny przystąpiły do nich osłabione. W wyniku wykrycia u Patryka Dudka niedozwolonych środków dopingujących, młody zielonogórzanin został zawieszony. Z kolei Krzysztof Jabłoński leczył kontuzję odniesioną podczas finału indywidualnych mistrzostw Polski. Stal natomiast straciła Nielsa K. Iversena. Duńczyk doznał zerwania więzadeł w lewym kolanie w trakcie gorzowskiej rundy Grand Prix. Na jednym z treningów odnowiła się ponadto kontuzja barku Tomaszowi Gapińskiemu i obaj już nie pojechali do końca sezonu.

W pierwszym pojedynku w grodzie Bachusa kapitalnie zaprezentował się Kasprzak (17), dzielnie wspomogli go Zagar (9) oraz Cyfer (7). Stal przegrała 41:49. Rewanż niespodziewanie był jednostronny. Stalowcy jeździli zbyt szybko dla gości, zwłaszcza Bartosz Zmarzlik, który wywalczył 17 punktów. Świetnie spisali się Kasprzak (14), Zagar (11) i Linus Sundstroem (10).

W przyjezdnym teamie tylko Andreas Jonsson (13) próbował dotrzymywać kroku. Wygrana 62:28 tak wstrząsnęła Falubazem, że obrońcy mistrzowskiego tytułu nie pozbierali się już do końca sezonu. Gładko przegrali walkę o brązowy medal z Unią Tarnów, która wcześniej niespodziewanie dała sobie podciąć skrzydełka i nie sprostała w półfinale ,,Bykom’’.

I tak, w wielkim finale pojechały ekipy, na które przed rozgrywkami nikt nie postawiłby złamanego grosza. Do pierwszej odsłony finałowej batalii doszło w Lesznie. Na trybunach ,,dożynkowego’’ stadionu zasiadł nadkomplet widzów, którzy obejrzeli dobre widowisko. Jego bohaterem był gorzowski 19-latek – Bartosz Zmarzlik. Pojechał on siedem razy, sześciokrotnie mijając linię mety jako pierwszy. Stal była bliska wygranej. Skończyło się na porażce 44:46.

W tygodniu poprzedzającym finałowe potyczki w mieście nad Wartą wyczuwało się napięcie, ludzie nawet mało interesujący się sportem zastanawiali się czy żużlowcy wytrzymają presję. Bilety zeszły jak świeże bułeczki, a klub zachęcał mieszkańców do wywieszania flag w barwach żółto-niebieskich.  I kiedy Kasprzak z Zagarem w 13 biegu zapewnili stalowcom mistrzostwo, w wielu miejscach rozgorzała zabawa. Największa radość panowała oczywiście na ,,Jancarzu’’, ale dopiero po rozegraniu dwóch nominowanych wyścigów. Wygrali je leszczynianie, lecz końcowy rezultat 49:41 był na korzyść Stali.

Finałem meczu była najpierw uroczystość związana z wręczeniem medali dla obu drużyn oraz pucharów, a potem ponad 15 tysięcy widzów obejrzało mistrzowski pokaz sztucznych ogni. Oczywiście nie mogło zabraknąć przemarszu zawodników po torze i nie tylko, gdyż w drodze na podium wskoczyli oni na trybuny i przybijali z kibicami popularne piątki. Był też przejazd działem samobieżnym i spalona marynarka prezesa Zmory, który zapewnił, że ma jeszcze kilka marynarek przygotowanych na kolejne lata. Oczywiście nie mogło zabraknąć cygara w ustach Władysława Komarnickiego i prezydenta miasta Tadeusza Jędrzejczaka. Ten ostatni, kiedy już trochę ochłonął, powiedział, że ten złoty medal należał się Stali za lata ciężkiej pracy.

Mistrzostwo Polski w 2014 roku dla Stali wywalczyli: Bartosz Zmarzlik, Krzysztof Kasprzak, Niels Kristian Iversen, Matej Žagar, Piotr Świderski, Tomasz Gapiński, Linus Sundström i Adrian Cyfer.

Robert Borowy

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x