Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Nasze rozmowy »
Joanny, Zdenka, Zuzanny , 24 maja 2024

A wszystko to za sprawą mego psa

2023-09-21, Nasze rozmowy

Z Jerzym Jurdzińskim, prezesem Gorzowskiego Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego, rozmawia Renata Ochwat

Prezes Jerzy Jurdziński
Prezes Jerzy Jurdziński Fot. Renata Ochwat

- Był jeden koncert, za chwilę drugi, potem trzeci. Jednym słowem Gorzowskie Towarzystwo Muzyczne ma się dobrze?

- Wygląda na to, że w tych ciężkich czasach, gdzie jest problem ze sponsoringiem, finansami ogólnie, działamy dosyć dobrze. Staramy się robić koncerty takie, aby nie dublować działalności Filharmonii Gorzowskiej, dlatego też w Filharmonii tych naszych koncertów jest niewiele. Jednak najbardziej skupiamy się na promowaniu młodych talentów, organizując całe cykle koncertów w Muzeum Lubuskim i Książnicy Wojewódzkiej. Tu przedstawimy młodzież, która wygrywa konkursy ogólnopolskie i międzynarodowe.

- GTM zaczęło w tym roku z bardzo wysokiej półki. COPINstorie to był koncert niebywały. Skąd się biorą pomysły na takie wydarzenia?

- Na to wydarzenie pomysł nie był mój. Całe wydarzenie przygotował Aleksander Kaczuk-Jagielnik. Od zamysłu, że zostaną wykonane wszystkie pieśni Fryderyka Chopina, które wbrew pozorom są stosunkowo mało znane, poprzez zaproszenie do projektu panią Magdalenę Wachowską, aż na przestawieniu widowni na scenę kończąc. Ponadto była prezentacja filmowa z impresjami baletowymi, które moim zdaniem tylko dodały uroku wydarzeniu. Przez to było ono inne. Liczymy, że z tym programem pojedziemy w świat.

- Myśli pan, że takie pokazywanie muzyki klasycznej, takie odwrócenie miejsca publiczności i artysty, może sprawić, że na koncerty zaczną przychodzić ludzie, którzy do tej pory mijali się z klasyką?

- Może niekoniecznie aż tak. Moim zdaniem to był taki jednorazowy eksperyment. Moim zdaniem po to jest sala koncertowa – kameralna czy duża, że ma tak być, jak zawsze – orkiestra tam, gdzie jej miejsce, publiczność także tam, gdzie jej miejsce. Eksperyment jest dobry raz, dlatego nie mamy zamiaru tego kontynuować.  W takich projektach miejsca nie są numerowane, a publiczność jest przyzwyczajona, że jak kupuje bilet, to ma od razu zagwarantowane miejsce. Zresztą takie projekty są problemem dla samej Filharmonii.

- A za chwilę zaprasza pan na koncert jednej z ciekawszych polskich pianistek, którą zaprosił pan do Gorzowa z jej studentami, czyli koncert Beaty Bilińskiej.

- Fakt. Ale muszę powiedzieć, że sprawczynią kontaktu z panią prof. Beatą Bilińska był mój pies, Gaja III, królowa Internetu. Wydarzyło się to w ubiegłym sezonie, kiedy pani Bilińska koncertowała w Gorzowie. Miała chwile przerwy między próbami, my, czyli GTM też próbowaliśmy do koncertu. Ja wówczas wszedłem do sali, gdzie trwała nasza próba, spotkałem panią profesor. Przedstawiłem się, powiedziałem, kim jestem, pani profesor zainteresowała się psem. I jakoś tak narodził się pomysł, że pani Beata przyjedzie ze swoimi najlepszymi studentami, którzy też już mają pewne osiągnięcia w konkursach i krajowych, i międzynarodowych. Moim pomysłem było tutaj, aby każdy z nich wykonał Etiudę b-moll Karola Szymanowskiego – piękny, króciutki utwór. Bardzo rzadko grywany i nawet się zastanawiałem, czy był kiedyś wykonany w Filharmonii Gorzowskiej. Myślę, że może być ciekawym posłuchać trzech interpretacji jednego utworu.

- Panie Jerzy, skąd się wzięły u pana zainteresowania muzyczne?

- Ja się ogólnie interesuję muzyką. Sam nie wiem, dlaczego, bo nie gram na żadnym instrumencie, nie śpiewam, ani też nie mam takiego wybitnego słuchu muzycznego. Wszystko zaczęło się w czasie studiów. Kiedy na studiach uczyłem się do zajęć czy egzaminów, cały czas miałem włączone radio. I to był wówczas Program II Stereo i zawsze wieczorem były koncertu symfoniczne. Potem z wolna zacząłem chodzić do Filharmonii, do oper, bo ja też bardzo lubię operę. To czasy, kiedy powstawał Polski Teatr Tańca Conrada Drzewieckiego w Poznaniu, no i wszyscy studenci chodzili w poniedziałki do Opery na spektakle tego baletu. Zawsze była pełna opera. I tak się stało, że teatr i muzyka to moje miłości.

- Teraz dlatego pan propaguje muzykę? Dlatego stara się pan przekonać ludzi do jej słuchania?

- Jeśli ktoś nie chodzi, nie słucha, siedzi w domu i nie zachęca swoich dzieci czy wnuków do słuchania, do obcowania generalnie z kulturą, jest zwyczajnie biedny w sensie zmysłowym. Bo nie korzysta w pełni ze wszystkich danych mu zmysłów. Nie doświadcza piękna, które go otacza, nie dostrzega tego piękna, zwyczajnie się nie rozwija. Samo ubranie się, jedzenie i chodzenie na spacer czy wyjeżdżanie za granicę nie świadczy o kulturze człowieka.

- Dziękuję bardzo.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x