Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Nasze rozmowy »
Artemona, Justyny, Przemysławy , 13 kwietnia 2024

Jesteśmy niezależni i niezależni zostaniemy

2024-04-04, Nasze rozmowy

Z Jackiem Wiernickim, przedsiębiorcą, działaczem społecznym, kandydatem do Rady Miasta, rozmawia Maja Szanter

medium_news_header_39710.jpg
Fot. Paweł Kamrad

- Czytał pan niedawny wywiad z politologiem doktorem Piotrem Klattą?

- Mógłbym się pod nim podpisać. Kondycja naszego miasta nie jest najlepsza. Gorzów wpadł w pułapkę średniego rozwoju. Coś się zmienia, ale nie zawsze w dobrym kierunku i odpowiednio w czas.

- Dlaczego tak jest?

- Nasze miasto zarządzane jest bardzo chaotycznie, często szkodząc interesom mieszkańców, a to właśnie ich sprawy powinny być na pierwszym miejscu. Mam wrażenie, że urzędnicy robią wszystko, by gorzowian było coraz mniej i żebyśmy nie przeszkadzali im w sprawowaniu władzy. Pytanie – władzy nad czym?

- Zgadza się pan ze stwierdzeniem doktora Klatty, że Gorzów jest prowincją prowincji?

- Jesteśmy prowincją, jednak nawet prowincje mają swoich liderów. Nasze miasto nim nie jest.

- Jest pan przedsiębiorcą, zajmuje się działalnością społeczną, charytatywną. Po co panu polityka?

- A to jest pytanie, dlaczego startuję do rady miasta – bo ktoś musi naprawiać świat. My jako Gorzów nie mamy szczęścia do klasy politycznej. Często jest to rada bezradna ludzi nieprzygotowanych, by zarządzać miastem. Nie umniejszam ich zasług, bo są fachowcami w swoich branżach, ale do zarządzania miastem nie dysponują odpowiednimi narzędziami czy wiedzą.

 

 

- W Zielonej Górze mają klasę polityczną? Tam wszystko działa. W efekcie oni biorą wszystko, a my?

- Sytuacja tam jest odmienna. Niezależnie od loga partyjnego ludzie tworzący radę miasta i ratusz potrafią współpracować. W Gorzowie współpracy nie widać.

- Na jakich działaniach chciałby się pan skupić w radzie miasta?

- Po pierwsze nie szkodzić. Często decyzje są u nas słuszne, ale podejmowane chaotycznie, w nieodpowiednim czasie czy co do zakresu lub wielkości. W rezultacie miasto niby się zmienia, natomiast w tle jest to, że jako mieszkańcy nie jesteśmy usatysfakcjonowani tym, ile zarabiamy i jak wygląda nasze życie codzienne.

- Radni zapewniają, że pracują dla naszego dobra.

- Żeby pracować dla dobra mieszkańców, trzeba najpierw ich słuchać. Jesteśmy miastem potężnie uzależnionym od funduszy unijnych. To nie jest tak, że każdą inwestycję warto i trzeba realizować, bo Unia daje pieniądze. Za takimi inwestycjami idzie również zadłużenie. W rezultacie większość dotychczasowych inwestycji generuje jedynie koszty, które ponosimy my, mieszkańcy.

- A dług Gorzowa na dziś wynosi ponad 400 milionów złotych.

- I będzie nadal rósł. W budżecie nie ma środków na halę sportową przy Czereśniowej czy niszczejące Miejskie Centrum Kultury przy Drzymały. Tam nadal mogłoby kwitnąć życie sportowe i kulturalne, tylko nie ma na to środków, bo Miasto musi spłacać kredyty na inwestycje, które poniekąd narzucono nam z zewnątrz.

- Jakie inwestycje ma pan na myśli?

- Na przykład Przemysłówkę. Remontujemy ją, zamiast dać pieniądze na bardziej miastotwórcze sprawy.

- Startuje pan z komitetu Zjednoczeni dla Gorzowa, a nie żadnego znanego ugrupowania. To atut?

- Duży, bo komitet tworzą nie politycy, a przedsiębiorcy i społecznicy. Jesteśmy niezależni. Żadna partia nie jest w stanie wywrzeć na nas presji, wręcz odwrotnie, trzeba będzie o nas zabiegać.

- Dlaczego powstała taka inicjatywa?

- Fundamentem tego, że kilka osób się zebrało, była chęć oddania miasta w ręce mieszkańców.

- W jakim kierunku waszym zdaniem powinien iść Gorzów?

- Przede wszystkim powinno być to miasto, z którego młodzi nie wyjadą. Które racjonalnie zarządza inwestycjami. Które tworzy przestrzeń dla mieszkańców, a nie utrudnia im życie. Które ma świadomość, że kolejny park handlowy nie przyczyni się do jego rozwoju, a wręcz przeciwnie, bo zabija to lokalną przedsiębiorczość. Tę przestrzeń Miasto powinno chronić, by mogli ją zagospodarować młodzi gorzowianie.

- Na razie mamy pustoszejące śródmieście.

- Z pustymi lokalami, które mogłyby być wykorzystane przez osoby chcące prowadzić działalność. Ludzie, zwłaszcza młodzi, mają silną potrzebę niezależności, chcą mieć inicjatywę. Miasto im tej szansy nie daje, a zrobiło wszystko, żeby tę przestrzeń oddać w obce ręce. To brzmi złowrogo, ale tak jest. Obcy kapitał przychodzący do Gorzowa nie płaci choćby podatków, bo ma potężne ulgi. Kto więc płaci podatki i utrzymuje miasto? Drobni przedsiębiorcy i emeryci, bo niestety miasto się demograficznie starzeje.

- Według zestawienia GUS średnich zarobków w miastach wojewódzkich wynika, że w sektorze przedsiębiorstw płace gorzowian plasują się na przedostatnim miejscu w Polsce. Jest na to sposób?

- Wynagrodzenie w Gorzowie jest adekwatne do wykonywanej pracy. Jeżeli pracujemy w fabrykach, w których nie stawia się na innowacje i zaawansowane technologie, to takie płace niestety są proponowane. Gorzów wymaga inwestycji, które przyniosą określone, dobrze wynagradzane stanowiska pracy. Przyciągnięcie takich inwestorów to rola samorządu.

- Jak jeszcze według pana Miasto mogłoby wspierać drobnych przedsiębiorców?

- Miasto nie może ich sabotować i wyręczać, proponując nam produkt marketowy, często drugiej kategorii jakościowej i zwykle tańszy. Siłą rzeczy taki towar wybierze klient. Największe gospodarki świata prowadzą ochronę małych i średnich przedsiębiorców. W Gorzowie to kompletnie nie funkcjonuje. Nie stawiamy na potencjał lokalny.

- Ścisłe centrum Gorzowa to apteki, lumpeksy, sklepy z artykułami za kilka złotych...

- A mogłoby być pełne butików czy punktów usługowych. Trzeba jednak stworzyć odpowiednie warunki. Ograniczenie ruchu samochodowego i zmniejszanie przestrzeni parkingowej to strzał w kolano. Bez tego nie ożywimy śródmieścia. Rola miasta w sektorze oświaty też jest tu ważna.

- Mówimy o szkolnictwie wyższym?

- Tak. W przestrzeni publicznej słychać głosy, że uczelnia to zbędna inwestycja, która nie ma znaczenia dla rozwoju miasta. Ma potężne znaczenie. Wykwalifikowanej kadry nie da się zaimportować. Trzeba ją lokalnie wykształcić, bo to ona przyciągnie bardziej zaawansowane inwestycje zamiast prostych firm składających z komponentów produkt finalny.

- Tymczasem młodzi gorzowianie wybierają uczelnie, których dyplom będzie miał swoją wartość – we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku czy nawet Szczecinie.

- Mamy więc mało studentów, niecałe trzy tysiące. Zielona Góra - około dziesięć tysięcy. Tam ma sens i uniwersytet, i politechnika. Żadna firma nie umieści siedziby tam, gdzie nie ma odpowiedniego zaplecza kadrowego. Musimy je wykształcić tu, a to praca na kilka kadencji rady miasta czy prezydenta.

- W magistracie od lat mamy biuro obsługi inwestora, od niedawna działa Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu. Miała być spójność między potrzebami rynku a ofertą edukacyjną. To działa?

- W swoim programie mamy punkt dotyczący konieczności powiązania biznesu ze szkołą i podmiotami publicznymi, żeby były one ze sobą sprzężone i powstał klaster biznesowo-edukacyjny. Młodzi ludzie mają wiedzieć, jakie kierunki mogą wybierać, jakie są pożądane w Gorzowie.

- Mamy jednak kierunki, po których szans na pracę w mieście nie ma lub są minimalne.

- Na pewno AJP wymaga i nakładu finansowego, i pewnego przebranżowienia się.

- Czy swój program macie nakierowany głównie na młodych ludzi?

- Nie. Program jest dość obszerny. Mówimy o inwestycjach, kwestiach samorządowych, seniorach, osobach niepełnosprawnych, młodzieży.

- Zajmuje się pan pomocą najuboższym mieszkańcom Gorzowa. Czy problem jest na stałym poziomie?

- On ewoluuje. Ubóstwo się zmienia. Natomiast u jego podstaw problemy są podobne – nałogi, sytuacje rodzinne, pogarszająca się kondycja psychiczna społeczeństwa, bagatelizowana depresja wśród dzieci i młodzieży.

- Wasza pomoc też zatem się zmienia?

- Stowarzyszenie Brata Krystyna pomaga nie tylko materialnie, zatrudniamy także prawników, psychologów. Nadal jednak Gorzów zmaga się z problemem materialnego ubóstwa. Co miesiąc wydajemy około 40 ton żywności,a mówimy tylko o jednej organizacji. Stołówki dla ubogich są pełne, noclegownie zimą także. Trzeba pamiętać, że w społeczeństwie są jednostki, które nie są w stanie sobie pomóc same.

- Pomagajmy zatem im, a nie tym, którzy wolą dostać jedzenie, ubranie i zasiłek zamiast podjąć wysiłek poszukania pracy i wzięcia losu w swoje ręce.

- Odwrócę sytuację. Nie rozmawiajmy o osobach, którym trzeba dzisiaj pomagać, ale którym będziemy pomagać za dziesięć lat.

- Czyli?

- Od kilku lat bulwar zachodni jest strefą, gdzie legalnie można spożywać alkohol. W zamyśle Miasta miało być to skierowane do dorosłych. Efekt końcowy jest taki, że przebywają tu głównie osoby niepełnoletnie. To nie jest młodzież ze środowisk patologicznych, tylko z normalnych domów. A to już jest wychowywanie przyszłych środowisk dysfunkcyjnych, które będą potrzebowały pomocy. Dlaczego Miasto na to pozwoliło? Przez kolejne lata będziemy się z tego leczyć jako społeczeństwo.

- Poza nowością ugrupowania – czym chcecie przekonać do siebie gorzowian?

- Problem, nie tylko w Gorzowie, jest taki, że polityka lokalna jest zdominowana przez urzędników państwowych, często oderwanych od rzeczywistości. My jesteśmy ludźmi miasta, którzy tu żyją, radzą sobie w tej rzeczywistości i potrafią się w niej odnaleźć. Skoro sami umiemy na co dzień jej podołać, w radzie miasta będziemy mogli pomóc również mieszkańcom. Druga sprawa - nie jesteśmy skażeni politycznie, choć każdy z nas ma przecież jakieś poglądy. To nie ma znaczenia.

- Ludzie nie ufają już politykom. Mogą zaufać wam?

- Nie wierzą, bo polityk dziś nie jest autorytetem, kieruje się partyjną ideologią. Ciężko oczekiwać od polityka, że się wyłamie i spojrzy na problemy miasta i mieszkańców w oderwaniu od aspektów ideowych. My jesteśmy niezależni i niezależni zostaniemy.

- Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x