Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Nasze rozmowy »
Pauliny, Sabiny, Tomasza , 22 czerwca 2024

Nie chciałbym, aby w Gorzowie padł rekord świata

2024-05-16, Nasze rozmowy

Z Tomaszem Saską, prezesem i trenerem ALKS AJP Gorzów, rozmawia Przemysław Dygas

Prezes i trener w jednej osobie - Tomasz Saska
Prezes i trener w jednej osobie - Tomasz Saska Fot. Przemysław Dygas

- Na stadionie lekkoatletycznym im. Lubuskich Olimpijczyków 24 maja odbędzie się Gorzów Meeting 2024. Jakie oczekiwania ma pan przed tymi zawodami?

- Przede wszystkim chciałbym, aby była ładna pogoda. Niedawno rozmawiałem z naszym mistrzem Piotrkiem Małachowskim, który chwalił nas za organizację mistrzostw Polski, lecz mówił, że na pogodę nie mieliśmy wpływu. Oczywiście poziom sportowy jest dla mnie istotny, będzie wielu świetnych zawodników. Spodziewamy się sportowców z ponad 30 krajów ze wszystkich kontynentów łącznie z Australią. Przewidzianych jest 14 konkurencji, osiem damskich i sześć męskich.

- To jest ogromne wydarzenie sportowe.

- Takie, jakiego w Gorzowie wcześniej nie było. Chciałbym, aby ta impreza zagościła na stałe w naszym mieście. Dlatego nie bez powodu zawody nazywają się Gorzów Meeting. Miasto jest głównym sponsorem, choć nie jedynym. Nasze zawody będą przekazywane na żywo w telewizji.

- Co w takim razie trzeba zrobić, aby ta impreza była cykliczna?

- O tym przede wszystkim decyduje budżet. Jeśli się chce oglądać coraz lepszych zawodników, trzeba wyłożyć odpowiednie środki finansowe. Chciałbym, aby włodarze miasta mieli na uwadze takie międzynarodowe zawody i zarezerwowali odpowiednią kwotę w budżecie. My jako klub natomiast zrobimy wszystko, aby organizacja była na wysokim poziomie. Zawsze chciałem, aby taka impreza gościła w naszym mieście. Kiedyś to były marzenia o organizacji mistrzostw Polski, a jeszcze wcześniej marzyliśmy tylko o odpowiednim stadionie.

- Jacy zawodnicy z Gorzowa zaprezentują się przed kibicami?

- Twarzami zawodów są Łukasz Żok w biegu na 200 metrów, Nikola Horowska w skoku w dal, jest Cyprian Mrzygłód, który niedawno Czechach pokonał w zawodach mistrza olimpijskiego. W tej chwili to najlepszy oszczepnik w kraju i ma niemal pewny start w igrzyskach olimpijskich w Paryżu.

- Jak wygląda od kuchni przygotowanie tak wielkich zawodów?

- Z żoną pracujemy nad organizacją tego mitingu już od października ubiegłego roku. Przygotowania logistyczne są bardzo trudne. Ludzie sobie nie zdają sprawy, że zawodników trzeba odebrać z lotnisk z Berlina i Poznania oraz zawieźć ich z powrotem. W jednym czasie rusza po lekkoatletów kilka samochodów. My uczestnikom płacimy za przylot, to na nas wymusza federacja lekkiej atletyki. Trzeba zapewnić odpowiedni standard hoteli, sprawy wyżywienia. Musimy też mieć odpowiednią pulę nagród w euro. Dodam, że gwiazdy za sam start żądają pieniędzy, a więc zanim wystartują już musimy im zapłacić. Przyjeżdża delegat z Węgier, który będzie nas obserwował, będzie komisja antydopingowa, to wszystko są dodatkowe koszty. Na stadionie znajdą się trzy potężne telebimy, będzie relacja na żywo, oprócz telewizji, także w internecie. Budżet imprezy jest ogromny i przy zawodach pracuje mnóstwo ludzi. Mam nadzieję, że będą świetne wyniki, ale nie chciałbym, mówiąc pół żartem, aby padł rekord świata, gdyż nie mamy kwoty 50 tysięcy dolarów przewidzianych dla rekordzisty.

- Możemy zdradzić, o jaką kwotę chodzi w całej organizacji?

- Na ten moment jest to budżet w granicach 700 tysięcy złotych. Nie liczymy tutaj telewizji, gdyż wtedy przekroczyłoby to milion.

- A jak impreza przekłada się na marketingowy wizerunek?

- Po piętnastu minutach relacji telewizyjnej pieniądze wydane na zawody sie zwrócą, jako marka. Pokazały to ubiegłoroczne mistrzostwa Polski, gdy wydane dwa miliony złotych na organizację zwróciły się w ciągu godziny transmisji. Zawody będą transmitowane od 16.00 do 18.45, czyli wtedy, gdy jest największa oglądalność.

- Jest pan jednocześnie prezesem i trenerem klubu. Jak pan to łączy?

- Jest to po prostu praca na całą dobę i robię to już 12 lat, przy wsparciu żony.

- Ilu zawodników i trenerów ma pan w klubie?

- W klubie trenuje ponad 250 zawodników, mamy również swoje filie w Krośnie Odrzańskim i nawet od niedawna we Wrocławiu. Liczba zawodników rośnie i niedługo nie będziemy mieli trenerów, aby pracować. Jest na szczęście w Gorzowie drugi klub konkurencyjny, który część dzieci może przejąć. Trenerów w tej chwili mamy dziewięciu.

- Wspomniał pan o drugim klubie, czyli gorzowskim AWF. Jest między wami wielka rywalizacja czy współpraca?

- Sportowo zawsze jest rywalizacja, a na co dzień pijemy razem kawę, znamy się doskonale od lat. Razem też jeździmy na zawody.

- Był pan na wczesnym etapie kariery trenerem naszej gwiazdy lekkiej atletyki, Natalii Kaczmarek. Czy widzi pan w gronie obecnie trenujących sportsmenkę o takim potencjale?

- Trudne pytanie, taka zawodniczka jak Natalia Kaczmarek nie rośnie na drzewie. Takich zawodniczek trzeba szukać ze świecą. W mojej 20-letniej karierze trenerskiej zdarzyły mi się  dwie  osoby o takim talencie, genetyce, pracy jak Natalia. To wszystko się musi zgrać. Myślę, że Natalia niedługo pobije legendarny rekord Ireny Szewińskiej na 400 metrów, która na igrzyskach w Montrealu w 1976 roku przebiegła ten dystans w czasie 49,28. Obecny rekord Natalii to 49,48.

- Ostatnio został pan wyróżniony przez ministra sportu i otrzymał stypendium sportowe. Czuje pan, że pana praca jest doceniana?

- Mówiąc szczerze, taką nagrodę otrzymałem już wcześniej. Wtedy było to jednak inaczej wręczone. Teraz otrzymałem stypendium osobiście od ministra, tutaj na stadionie w Gorzowie. Z pewnością stypendium cieszy, ale ja najbardziej cieszę się, jak moi zawodnicy wygrywają.

- Nowy obiekt w Gorzowie oznacza, że nie musicie być aż tak często poza domem?

- Cieszymy się z nowego stadionu, lecz pewnej pracy nie da się wykonać tutaj na miejscu z powodu warunków atmosferycznych. W styczniu nie mamy tu warunków, takich jakie są w Republice Południowej Afryce czy w Hiszpanii, gdzie jest po prostu ciepło. Tam też zawodnicy są skoszarowani i praca idzie pełną parą, a na miejscu zawsze jest coś do załatwienia, czy to na uczelni czy są to jakieś inne sprawy i obowiązki. Zgrupowania w lekkiej atletyce są podstawą tego sportu.

 - Wróćmy jeszcze do stadionu. Czego tu jeszcze brakuje, aby mówić, że obiekt będzie ukończony?

- Brakuje całej infrastruktury dookoła. Nie mamy budynku technicznego z szatniami, z toaletami, siłowniami, sali konferencyjnej. Tu jest brakujące miejsce, gdzie taki budynek powinien stać. Wszystko to było w projekcie, ale niestety przepadło w trzech przetargach. Stadion nie ma nagłośnienia, zadaszonej trybuny i wielu innych większych i mniejszych spraw. Dodam jednak, że jeśli taki budynek wkrótce nie powstanie, to stracimy certyfikat na bieżnię.

- Jaki jest jeszcze w takim razie okres ważności tego certyfikatu?

- Certyfikat obowiązuje jeszcze przez trzy lata.

- Jest pan optymistą i wierzy, że taki budynek techniczny w ciągu trzech lat powstanie?

- Zawsze byłem optymistą, mamy nowych radnych, to od nich najwięcej zależy. To oni mogą wnioskować o dotacje do ministerstwa, my jako klub nie możemy tego zrobić. Tylko oni mogą wpłynąć na to, że obiekt zostanie ukończony.

- Dziękuję za rozmowę.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x