2025-11-18, Nasze rozmowy
Rozmowa z Dawidem Celtem, kapitanem polskiej reprezentacji tenisowej kobiet
- Przez trzy dni w Arenie Gorzów odbywał się turniej kwalifikacyjny Billie Jean King Cup. Zakończył się on wygraną reprezentacji Polski. Jak pan podsumuje występ swoich podopiecznych?
- Bardzo pozytywnie, z mojej perspektywy wyglądało to bardzo dobrze. Cieszę się z końcowego wyniku, z gry z moich zawodniczek, które pokazały charakter i świetnie poradziły sobie z oczekiwaniami. Cieszę się z atmosfery panującej w zespole oraz w hali. Łatwo jest powiedzieć przed turniejem, że ktoś jest faworytem. Łatwo jest powiedzieć przed turniejem, że nie ma z kim przegrać. Dużo trudniej jest wyjść na kort, kiedy na trybunach siedzi ponad pięć tysięcy żywiołowo reagujących kibiców i tą jakość sportową potwierdzić z rywalkami, które nic nie musiały, a jedynie mogły sprawić niespodziankę. To jest najtrudniejsza rzecz w sporcie. Miałem tego świadomość, dlatego teraz biję wszystkim dziewczynom brawo, za to jak sobie poradziły z tą presją..
- Coś pana zaskoczyło w grze naszych tenisistek?
- Nie, aczkolwiek bardzo cieszę się ze świetnego debiutu Lindy Klimovičovej w polskich barwach. Weszła do drużyny nawet nie drzwiami, a z futryną, choć początek zgrupowania nie był udany, gdyż przyjechała do nas z jakimś wirusem. Nikt nie wiedział, co to jest. Musieliśmy ją odizolować od reszty dziewcząt, żeby nie doszło do jakieś epidemii. Finał był jednak świetny. Wyjść i zagrać przed kompletem publiczności świetny mecz to musi każdemu zaimponować. Ogromny szacunek jej się należy. Przed Lindą jest duża przyszłość, choć jest ona w pełni świadoma, że czeka przed nią wciąż dużo pracy, w tym fizycznej. Jak pójdzie z tą pracą do przodu szybko będzie się rozwijać, a nasza reprezentacja będzie miała z niej dużo pożytku.
- Czyli postawa Lindy na korcie nie zaskoczyła pana w ogóle?
- Ze sportowego punktu widzenia nie, bo oglądałem jej już parę meczów i widziałem, jakie ma atuty, a nad jakimi elementami nadal musi dużo pracować. Zaskoczyła mnie natomiast mentalnością, jak fajnie i szybko odnalazła się w naszej drużynie pomimo delikatnych barier. Sprawiała wrażenie, jakby bardzo podobała jej się obecność w tym zespole i dotyczy to całego teamu, nie tylko zawodniczek. Zaskoczyła mnie również samym podejściem do meczu singlowego. Może nie miała wybitnej rywalki, ale po trudnym początku Linda podejmowała mądre decyzje i przełamała Rumunkę, nie pozwoliła rozwinąć jej skrzydeł. To był ,,kosmos’’, ale nie chciałbym, żeby teraz Linda rozpłynęła się pod naciskiem komplementów.
- Panie trenerze, kiedy pojawił się pomysł, że wystawić ją do gry singlowej w drugim spotkaniu z Rumunią, bo w pierwszym z Nową Zelandią zagrała w deblu?
– Mam w drużynie same dobre zawodniczki i na pewno pomysły nie rodzą się u mnie nagle z dnia na dzień. Wcześniejszy występ Lindy w deblu miał swój cel, a tym celem było pomóc jej oswoić się debiutem w reprezentacji, ale też z emocjami i liczną publicznością. Oczywiście to nie była dla mnie łatwa decyzja, żeby po ostatnich zwycięstwach odstawić od gry singlowej Kasię Kawę, ale chcę rozwijać tę drużynę i muszę sprowadzać do zespołu nowe zawodniczki. Razem ze sztabem szkoleniowym uznaliśmy, że będzie to dobry moment na wprowadzenie Lindy dla gry pojedynczej. Pamiętajmy również, że nie zawsze możliwe jest, żeby była z nami Iga Świątek i musimy na reprezentację spoglądać szerszym okiem, mieć więcej wariantów do wykorzystania.
- Niedługo losowanie, dowiemy się z kim w kwietniu 2026 roku zagramy w fazie pucharowej rozgrywek, gdzie stawką będzie awans do turnieju finałowego. Jak będzie wyglądała pańska praca przy reprezentacji od dzisiaj do kwietnia?
- Losowanie będzie istotne, nie ukrywam tego i bardzo chciałbym, żebyśmy nie musieli daleko jechać. Jeżeli zagramy w Europie, nawet na wyjeździe uznam, że dobrze trafiliśmy. A moja praca będzie wyglądała tak, jak wygląda od ośmiu lat. Będę obserwował, prowadził rozmowy, analizował, przygotowywał różne strategie, a przed samym meczem zorganizuję tygodniowe zgrupowanie, w trakcie którego skupię się na analizowaniu dyspozycji poszczególnych tenisistek w danym momencie. To też jest ważne. I będę już ostatecznie zestawiał skład.
- Słowem, pracy na co dzień jest dużo?
- Przyznam się, że żyję naszą reprezentacją praktycznie bez przerwy. Skończył się turniej w Gorzowie, a ja już myślę o kolejnym meczu, nie znając nawet rywala. Komuś może wydawać się, że wpadnę sobie na tydzień, posiedzę przy korcie, poklaszczę i temat zamknięty. Proszę mi wierzyć, tak nie jest… Dużo dzieje się w mojej głowie, sporo jest obserwacji, rozmów, negocjacji, budowania strategii – tego wszystkiego jest mnóstwo. Tak naprawdę już prowadzę rozmowy pod kątem kwietniowego spotkania.
- Z Igą Świątek też?
- Jak mówiłem, cały czas myślę o naszej drużynie, o następnych jej występach. Oczywiście, że wstępne rozmowy były, ale poczekajmy najpierw na losowanie. Ważne będzie, z kim zagramy i gdzie. Dopiero potem będziemy zastanawiać się, co dalej.
- Podczas tygodniowego pobytu w Gorzowie zapewne było trochę czasu wolnego. Jak w trakcie takich zgrupowań, gdzie wszystko jest podporządkowane meczom spędza się czas wolny?
- Paradoksalnie tego czasu wolnego za dużo nigdy nie ma i tym razem tak też tutaj było. Do tego nie udało się zamówić ładnej pogody. Każdego dnia mieliśmy treningi motoryczne i tenisowe, potem doszły mecze. Codzienna praca z fizjoterapeutą, dojazdy na halę z hotelu i powroty. Czasami coś się udało wygospodarować, oglądaliśmy mecz polskich piłkarzy z Holandią, dziewczyny miały fajną integracją z naszą psycholog Darią Abramowicz. Były wyjścia na kawę, po prezenty urodzinowe dla Kasi Kawy, było dmuchanie balonów, wyjścia w teren.
- Jest pan trenerem polskiej reprezentacji od ośmiu lat. Wcześniej był pan także zawodnikiem i w swojej karierze obejrzał mnóstwo różnych wydarzeń tenisowych. Jak miałby pan ocenić organizacyjnie zawody przygotowane w Gorzowie, gdyż miasto to dopiero zadebiutowało w światku tenisowym?
- Szczerze powiem, że jestem w ogóle pierwszy raz w Gorzowie.
- Pan, jako kibic żużla pierwszy raz?
- Nie miałem jakoś wcześniej okazji zajechać tutaj.
- Powróćmy do głównego pytania.
- Jeżeli chodzi o organizację wszystko stało na światowym poziomie. Niczego nie brakowało. Kort został świetnie przygotowany i z tego miejsca chciałbym podziękować w swoim imieniu, ale również w imieniu zawodniczek Polskiemu Związkowi Tenisowemu. Również chciałbym podziękować miastu Gorzów i wszystkim tym, którzy przyłożyli się do tego, żeby ten turniej odbył się tutaj i był tak dobrze przygotowany. Mieliśmy fajny, kameralny hotel w spokojnym miejscu. Nikt nam nie przeszkadzał, wszędzie mieliśmy blisko. Naprawdę, nie mam się do czego przyczepić.
Robert Borowy
Z Łukaszem Marcinkiewiczem, prezesem miejskiej spółki INNEKO, rozmawia Robert Borowy