2026-02-11, Nasze rozmowy
Z Sebastianem Świderskim, prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej, rozmawia Przemysław Dygas
– Jak pan ocenia projekt budowy siatkówki w Gorzowie, który trwa już od ponad roku?
– Ten projekt trwa już dłużej, bo ponad dwa lata. Najpierw była druga liga, a na tej bazie udało się podpisać porozumienie z Cuprum Lubin. Widać po tej hali, że zapotrzebowanie na siatkówkę jest bardzo duże, szczególnie było to widoczne w poprzednim sezonie, gdy w Gorzowie notowano jedną z najlepszych frekwencji w PlusLidze. Dodatkowo Akademia funkcjonuje bardzo dobrze, młodzież chce trenować siatkówkę i to jeden z filarów tego projektu. Uważam, że to bardzo dobry pomysł i generalnie na zachodniej ścianie naszego kraju brakowało mocnego ośrodka siatkarskiego.
– Czy nie martwi pana brak sponsora tytularnego w Gorzowie?
– Oczywiście, że sponsor tytularny bardzo by pomógł. Tak miało być w poprzednim sezonie, ale tym większe uznanie należy się ludziom, którzy mimo wszystko ściągnęli niezłych zawodników, zbudowali budżet i drużynę zdolną do rywalizacji w PlusLidze.
– Stilon Gorzów utrzyma się w PlusLidze?
– Wierzę, że tak. Miasto, środowisko i ludzie związani z klubem na to zasługują. Wykonano tu ogrom pracy i szkoda byłoby to zmarnować.
– Jak pan ocenia słabszą postawę zespołu w obecnym sezonie?
– Drugi sezon w PlusLidze jest zawsze trudniejszy. W pierwszym roku działa efekt nowości i zaskoczenia, teraz rywale znają już zespół, a oczekiwania są większe. Kilka spotkań drużyna gorzowska przegrała też na własne życzenie.
– Był pan zaskoczony, że trener Henno objął zespół w Gorzowie?
– Tak, muszę przyznać, że było to spore zaskoczenie. To była ciekawa i odważna decyzja, a zarazem swego rodzaju transakcja wiązana, ponieważ trener przyszedł do Gorzowa razem ze swoim synem.
– Jak właśnie oceni pan grę syna trenera Henno?
– Bez dwóch zdań Mathis Henno robi furorę w naszej lidze. Ma ogromny potencjał i jest jednym z odkryć tego sezonu PlusLigi.
– Poleciłby go pan w takim razie włodarzom włoskiej Perugii, skoro pojawiają się głosy o jego możliwym transferze do tego klubu?
– No właśnie nie poleciłbym (śmiech). Wolałbym, żeby jeszcze został w Gorzowie i dokończył kontrakt. Mam oczywiście bardzo dobry kontakt z prezesami tego włoskiego klubu. Delikatnie odsuwałem im ten pomysł, aby Henno odchodził już teraz. Powtórzę, niech jeszcze gra i rozwija się w Gorzowie. Nie wiem jednak, czy umowa została już podpisana, czy dopiero będzie podpisywana, czy Henno zostanie w Stilonie, bo to są sprawy poza mną.
– Liga polska i liga włoska są postrzegane jako najsilniejsze w świecie. Czy z pana perspektywy da się wskazać, która z nich stoi obecnie na wyższym poziomie sportowym?
– Trudno o jednoznaczne porównania. W Polsce mamy około ośmiu bardzo wyrównanych zespołów i często trudno przewidzieć, kto sięgnie po mistrzostwo. Ten sezon pokazuje też, że drużyny z dołu tabeli potrafią wygrywać z faworytami do medali. We Włoszech z kolei jest cztery–pięć bardzo bogatych klubów, które stać na najlepszych zawodników. Pozostałe zespoły często borykają się z problemami organizacyjnymi z zapleczem czy kadrą. Zawodnicy może nieco częściej wybierają ligę włoską ze względów pozasportowych. Jak to się żartobliwie mówi, makaron jest tam lepszy, a klimat cieplejszy. Każda z tych lig ma jednak swoje plusy i minusy.
– Czy tempo PlusLigi nie jest zbyt intensywne?
– W porównaniu do poprzednich lat uważam, że tempo wcale nie jest aż tak szalone. Liga została zmniejszona. Problemem jest ograniczony czas kalendarzowy, światowa federacja wyznaczyła okno ligowe od połowy października do połowy maja i musimy się w nie wpisać. Można byłoby pójść drogą piłki nożnej i zrezygnować z play-offów, ale istotą siatkówki są właśnie play-offy.
– W takim kształcie liga pozostanie na kolejny sezon?
– Tak, przynajmniej przez dwa kolejne sezony zostajemy przy tym samym regulaminie, czternaście zespołów i jeden spadkowicz.
– Niedawno w Arenie Gorzów uhonorował pan swojego pierwszego trenera siatkówki, Stanisława Kurysia, który otrzymał tytuł Zasłużonego Trenera. Jak pan go wspomina?
– Mam z nim wyłącznie bardzo pozytywne wspomnienia. To człowiek, który wypatrzył mnie jeszcze w Szkole Podstawowej nr 17 i zaprowadził do klasy siatkarskiej. W pewnym momencie chciałem zrezygnować z siatkówki, ale trener Kuryś przekonał moich rodziców i mnie samego, żebym wrócił do treningów. Dzięki niemu jestem dziś w miejscu, w którym jestem. Mieliśmy z nim codzienne treningi i zajęcia pozalekcyjne, na które przychodziło się z radością.
– Wiele lat spędził pan we Włoszech. Czy zostały panu jakieś, nazwijmy to, włoskie naleciałości?
– Kiedyś bardzo lubiłem drzemki, ale dziś, przy obowiązkach w Polsce, nie ma na to czasu. We Włoszech nauczyłem się pić kawę, której wcześniej praktycznie w ogóle nie piłem. Przed wyjazdem uwielbiałem pizzę, teraz prawie jej nie jem, za to bardzo lubię włoskie makarony, które świetnie przygotowuje moja małżonka.
– Wakacje lubi pan spędzać w Italii?
– Włochy to piękny kraj, ale urlopy spędzam w Polsce, na Mazurach, u rodziny. To moje jedyne wakacje.
– Dziękuję za rozmowę.
Z Sebastianem Świderskim, prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej, rozmawia Przemysław Dygas