Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Juliusza, Lubosława, Wiktoryny , 12 kwietnia 2021

Barańska: Piekła z pasji, zaczynała od babcinych ciast

2021-03-03, Rozmowa tygodnia

Z Anną Barańską, która prowadzi własną cukiernię, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_29843.jpg
Anna Barańska Fot. Renata Ochwat

- Jak się zostaje cukiernikiem, kiedy się ma 20 lat i nie uczyło się regularnie zawodu?

- W sumie nie wiem, nie jestem cukiernikiem z zawodu, po szkole. Piekłam z pasji, od zawsze.

- Od zawsze pieczesz?

- Jak miałam chyba z osiem lat, to zaczęłam mamie pomagać, z babcią coś tam piekłam. Potem, jak już chodziłam do gimnazjum, to piekłam pierwsze torty. Potem robiłam to dalej w liceum. Zawsze to robiłam.

- Ale pierwsze ciasta, które sprzedawałaś, to były czasy liceum?

- Tak, prawda. Robiłam je dla znajomych. I to było za składniki i jakąś drobniutką górkę.

- I już wówczas wszyscy mówili, że Ania Barańska piecze rewelacyjne ciasta.

- Nie wiem, czy ktokolwiek tak mówił. Ale stwierdziłam, że mi to sprawia przyjemność, lubię to robić. I czy ktoś mówił, że umiem czy też nie, to ja i tak to robiłam. Najpierw były takie babcine – prosty biszkopt przełożony masą i tyle. A potem przyszedł czas na takie poważniejsze wypieki.

- Kiedy podjęłaś decyzję, że otwierasz własną cukiernię?

- Tak na poważnie to zaczęłam myśleć rok temu, kiedy ważyły się losy w sprawie pomocy finansowej z Unii Europejskiej na rozwinięcie własnej działalności. Złożyłam wniosek o kredyt. A kilka miesięcy wcześniej wiedziałam, że już chcę pracować dla siebie, tylko i wyłącznie. Już nie chciałam dalej pracować dla nikogo innego. Chciałam być samodzielna.

- Ale Ania, w dzisiejszych czasach młodzi ludzi idą na studia a nie otwierają biznesy, choćby cukiernię.

- Myślałam o studiach. Miałam dużo pomysłów na siebie, ale żaden nie był tak silny, jak ten z cukiernią. W liceum usilnie próbowałam znaleźć swój kierunek. Najpierw chciałam być weterynarzem, potem architektem. I ta architektura tak mnie się przewijała i przewijała. Ale im bliżej końca liceum, tym bardziej nie wiedziałam, co z sobą zrobić. I jak już przyszedł czas wybierania kierunku studiów, to zamarłam. Bo tak naprawdę nie było miejsca, gdzie by mnie tak mocno i zdecydowanie ciągnęło. Aż tak, żebym się nie obawiała, że po jakimś czasie to mi się znudzi i po prostu to zostawię i pójdę na coś kolejnego. Wówczas zdecydowałam, że zostaję w Gorzowie na rok. No i coraz więcej piekłam, pracowałam w jednej, potem w drugiej cukierni. Zdobywałam doświadczenie, które jest bardzo ważne. No i stwierdziłam, że na razie nie chcę iść na studia, a jak zechcę, to zawsze mam na to czas. I tak przyszedł czas na moją cukiernię.

- Na swojej stronie internetowej informujesz codziennie, co serwujesz. No i oferujesz ciastka cynamonowe, ale i bardzo wymyślne – dla wegan i wegetarian też. Skąd bierzesz te pomysły?

- Wiesz, dużo się inspiruję (śmiech). Przede wszystkim Internetem, bo dziś Internet to jednak najbardziej rozległy nośnik informacji. I głównie w Internecie się naoglądałam, inspirowałam. Z moim chłopakiem Mateuszem dużo oglądamy różne strony poświęcone właśnie wypiekom. Razem prowadzimy cukiernię i on się zajmuje wegańskimi wypiekami, bo jest w tym znakomity. Ja robię inne rzeczy. A jeśli chodzi o inspirację, to oczywiście wspieram się swoimi książkami poświęconymi cukiernictwu, które też gromadzę.

- Otworzyłaś swoją już dość znaną po dwu miesiącach cukiernię w takim dość nieoczywistym miejscu, bo przy Kosynierów Gdyńskich w dawnym punkcie prężenia firan.

- Oj tak, nieoczywiste (śmiech). Ja generalnie lubię taki klimat. Ktoś mi mówił, że wcześniej, jeszcze przed tym maglem i firanami był tu sklep rybny. W sumie tak naprawdę nie wiem, co tu było wcześniej, wiem tylko o tym maglu. Ale trzeba powiedzieć, że zastaliśmy ten lokal w strasznym stanie. I tu poszły bardzo duże nakłady i finansowe, ale i nakłady pracy, żeby tu w końcu wyglądało tak, jak teraz wygląda. Moi rodzice bardzo mocno mi pomogli, bo gdyby nie oni, to pewno jeszcze byśmy byli w stanie remontu. No i nie wiem, czy drugi raz bym się podjęła takiego zadania.

- Powiedz, jak wygląda twój typowy dzień.

- Lubię się wysypiać, więc wstaję o 7.00. Mam dwa psy, więc trzeba z nimi wyjść, potem dojeżdżamy do pracy na 8.00. Czasem dochodzą jakieś drobne zakupy z samego rana. A tu, no cóż, do roboty. Mateusz robi wegańskie ciasto, żeby było na otwarcie, na 10.00. Ja robię zazwyczaj drożdżowe – bo to musi być świeże. A potem dzień tak szybko mija, że ani się obejrzymy, a przychodzi czas zamykania. Odpoczywamy w niedzielę i poniedziałek, a w inne dni jesteśmy tutaj.

- Jak budujesz kartę, bo codziennie masz kilka różnych ciast do wyboru?

- Tak, bo decyzje są spontaniczne. Nie mamy czegoś takiego, że w ten dzień robimy dokładnie to, a w inny robimy coś innego. Patrzę, co mam, na co ja sama w sumie mam ochotę, patrzę jaka jest pogoda, bo to też jest ważne. I tak powstaje karta tego, co będziemy serwować.

- Przypuszczałaś, że od samego początku będziesz miała taki znakomity odbiór?

- Nie, jeszcze do tego w koronawirusie. Nie. Bałam się  i nadal trochę się boję, ale już wiem, że mogę lekko odetchnąć, że jednak nie jest źle, ale faktycznie się bałam, że nie będzie na czynsz, na spłatę kredytu. Ale żeby nie zapeszyć, to jest OK. My już mamy stałych klientów, a przecież zaczęliśmy tuż przed Bożym Narodzeniem. No i w sąsiedztwie mamy silną konkurencję.

- Czy twoim zdaniem ludzie tacy jak ty, powinni działać tak jak ty. Jak ktoś chce piec naleśniki, to powinien pokusić się o własną naleśnikarnię?

- Ja myślę, że każdy ma swój sposób na życie. Ja bym nic nikomu nie narzucała. Wiesz, ja bym nie poszła na studia, co może być dla kogoś innego dziwne, ale to jest moja droga. A jeśli ktoś idzie najpierw na studia, a potem zdobywa doświadczenie, to też dobrze. Każdy po prostu musi wybrać to, co dla niego jest najlepsze. Ja wolałam iść trochę inną drogą, niż taka powszechna, ale jest mi z tym fajnie. Myślę, że każdy znajdzie swoją drogę, jakakolwiek by ona nie była. Trzeba robić to, co człowiekowi sprawia przyjemność. I czasem trzeba postawić na swoim.

- Twoi rodzice też mieli takie marzenie, że córka będzie studiować.

- Każdy rodzic ma! To jest zupełnie normalne. Ale są różni ludzie, różne charaktery, różne pomysły na siebie. Ja znalazłam taki i wiem, że to był bardzo dobry wybór.

- Dziękuję.

 

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x