Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Adolfiny, Odetty, Wacława , 15 kwietnia 2021

Teatr musi być społeczny, edukacyjny i powszechny

2021-03-17, Rozmowa tygodnia

Z Janem Tomaszewiczem, dyrektorem gorzowskiego Teatru im. Juliusza Osterwy, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_29941.jpg

- Panie dyrektorze, 75 lat gorzowskiej sceny i „Dzień świra” na jubileuszową premierę.

- No to chyba jest dobry tytuł na to wszystko, co nas otacza. Inny tytuł zwyczajnie nie byłby trafiony. A ten jest refleksyjny, dający nam dużo do myślenia, do analizy, do wspomnień i do wyciągania wniosków na przyszłość. Taki jest ten Adaś Miauczyński, który się styka z naszą rzeczywistością.

- Jak to?

- Przecież czas i miejsce akcji to i Gorzów, Warszawa, Zielona Góra. Tu się stykamy z decyzjami naszych pełnomocników rządu, decydentów, polityków. I musimy tę żabę przełknąć. I ten spektakl jest o tym. Zresztą został napisany przez Marka Koterskiego o wiele wcześniej jako sztuka teatralna. Dopiero później powstał film. Koterski już wcześniej zaczął zauważać groteskowość naszej rzeczywistości. Wszyscy się odnoszą do filmu, arcydzieła i kultowej roli Marka Kondrata. Ale jak się czyta w papierze ten tekst, a potem się to przenosi na scenę, to jest tak groźne, tak mocne emocjonalnie, tak poważne, że ciarki przechodzą po plecach. Jak siedzę na widowni lub słucham pewnych tekstów, to zaczynam sobie zdawać sprawę, że to nie jest teatr reportażu, a teatr analizy naszych emocji, naszych relacji międzyludzkich, wzajemnych oddziaływań i analiza różnych sytuacji, jakie nam się ciągle wydarzają – na osiedlu, na plaży, w przedziale pociągu, wszędzie. I to jest chyba fajna rzecz, że akurat tym tekstem chcemy zamknąć klamrę 75 lat naszego teatru, jakkolwiek zwichrowany był, jacy różni ludzie tu pracowali, równie zwichrowani, o różnych spojrzeniach. Jak choćby Irena i Tadeusz Byrscy. Ich spojrzenie na teatr, na rzeczywistość przecież zupełnie nie podobało się władzom ówczesnym i zostali poproszeni o skrócenie swojej kadencji. A przecież oni tworzyli teatr społeczny. Mało tego, ich obecność tu, z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi wokół była znaczącym etapem w życiu miasta i historii teatru.

- Wspomniał pan okres państwa Byrskich i ich podejście do teatru jako teatru społecznego. Od czasu do czasu w tym mieście pojawiają się głosy – tu nie ma miejsca na teatr, tu nie ma miejsca na Filharmonię, tu nie ma miejsca na galerie sztuki. Zgadza się pan z taką opinią?

- Każdy ma prawo do wypowiedzi, do swojej tezy. Tak jest dokładnie w „Dniu Świra”. Ale w tym wszystkim jest jedna rzecz: Czy twoja uwaga jest słuszna? Nie będę z nikim polemizował. Ale też nie będę nikogo uszczęśliwiał. Jest coś takiego jak dobra wola. Mam ochotę – idę, nie mam – nie idę. Ale aby wykształcić publiczność, kogoś, trzeba to robić skutecznie. Jak choćby Leon Schiller, który już w międzywojniu tłumaczył, że teatr musi być społeczny, edukacyjny i powszechny. I ja się staram iść za tą myślą. Tak samo jest w Filharmonii. W Gorzowie jest to niezbędne. To jest jak tlen do oddychania. To jest motoryczne paliwo dla intelektu i wrażliwości mieszkańców od lat pięciu do stu pięciu. To zwyczajnie musi być. To, że ja nie mam takiej potrzeby, to jedno, ale być może nasz organizm będzie miał taką potrzebę, będzie mu to niezbędne, aby zderzyć się z taką rzeczywistością, jaką może spotkać w muzeum, teatrze, Sali koncertowej. Czym innym jest prowadzić samochód, a czym innym uczestnictwo w kulturze. Każda z tych rzeczy jest zwyczajnie potrzebna. Proszę pamiętać, że jedzenie - kulinarna uczta składa się z wielu dań. Intelektualna też.

- Czasami padają takie zarzuty, że teatr przez całe swoje 75 lat nie wykształcił swego odrębnego profilu jak Węgajty czy Gardzienice. Pada zarzut, że tu się robi spektakle dla dzieci, pokazujecie wodewile, a jednocześnie też i sztukę z tego wysokiego pułapu. To jest w pana opinii zarzut, czy właściwe odczytanie specjalnie przyjętego programu?

- Gardzienice powstały po to, aby kształcić warsztat. To jest teatr warsztatowy. Tam powstają formy intelektualno-warsztatowe. To tak, jak z Jerzym Grotowskim, który tworzył Laboratorium Teatru, laboratorium.

- Kupa wariatów z tego wyrosła.

- No tak, dokładnie. Korzystali z tego wszyscy artyści w całej Polsce i nie tylko w Polsce. A nasz patron – Juliusz Osterwa i jego Reduta to też było swego rodzaju laboratorium. Jego ludzie, w tym Tadeusz Byrski, który był członkiem Reduty, potem przenosili te doświadczenia dalej. I dokładnie jest to tak, że taki teatr jak nasz, w takim mieście jak Gorzów, powinien być właśnie taki. Tu musi się wszystko znaleźć. Tak samo jest z innymi instytucjami kultury. Weźmy Filharmonię – ja z przyjemnością pójdę na koncert muzyki filmowej, ale tak samo z wielką przyjemnością na koncert symfoniczny. Tak  samo jest u nas. Ludzie idą na komedię, na dramat i na spektakl współczesny. Proszę zauważyć też, że teatr autorski się tak do końca nie sprawdza. Nawet mój przyjaciel Jacek Głomb z Legnicy, który cały czas wyprowadza teatr poza typowy budynek, szuka jakichś alternatyw, już otworzył widownię dla widzów…

- No być nie może. Przecież w Gorzowie też cały czas szukał alternatyw.

- On oczywiście bardzo cierpi z tego powodu, że musi grać na scenie Modrzejewskiej, ale niestety, rzeczywistość, wymogi publiczności sprowadziły go z powrotem do typowego teatru. Ja oczywiście szanuję takie wybory artystyczne, ale proszę pamiętać, że teatr nie może się koncentrować tylko i wyłącznie na wybranych zagadnieniach, na sztuce wysokiej. Bo gdzie to dziecko miałoby przyjść, żeby tego Kota w butach zobaczyć? Przecież moim głównym motywem rozbudowy Sceny Letniej było to, że latem dzieciaki nie miały co ze sobą zrobić, więc niech przychodzą do nas. Podobnie było z tym ludźmi, co to w dzień siedzieli po ogródkach, a wieczorami nie mieli co robić. To był główny impuls. Coś tym ludziom latem dać. Przecież pani pamięta, w jak trudnych warunkach zaczynaliśmy.

- No i mamy teraz scenę dramatyczną, komediową oraz Letnią, która bywa wodewilową, ale i kameralną.

- Dokładnie. I wykorzystujemy te sceny. Zrobiliśmy spektakl Świecie nasz z piosenkami Marka Grechuty. Otwieramy orkiestron, bo mamy. Pokazujemy nie tylko aktorów, ale i muzyków, bo mamy ich całkiem sporo.

- Teatr od lat ma wiernych widzów. Jakich spektakli chcą ludzie, którzy tu bywają?

- Oni mówią tak – chcemy muzyczną rzecz, chcemy taki ciężki dramat, ale też chcemy komedię. I tu znów mamy kulinarny rozkład dnia. Jeśli jest jeden teatr, to ten teatr musi pogodzić wszystkie takie oczekiwania. Gusta, ale i potrzeby wszystkich, którzy do teatru chodzą. To bardzo dobrze widać w przypadku Gorzowskich Spotkań Teatralnych, kiedy musimy pogodzić wiele różnych oczekiwań. A gusta są bardzo różnorakie.

- No to teraz zejdźmy poziom niżej. Teatr to nie tylko idea. To nie tylko aktor, reżyser i spektakl. Ale to także substancja. Chciało się panu tu przyjechać i szarpać z tym wszystkim – zapuszczonymi garderobami, zniszczonym teatrem, zabałaganionymi pracowniami, kępą zieleni, która ponoć była parkiem. Masę życia pan na to poświęcił. Chciało się?

- Zawsze to powtarzałem, ja nie jestem artystą, ja jestem rzemieślnikiem. Ja, żeby funkcjonować, żeby teatr mógł funkcjonować, żeby móc do niego zapraszać gości, potrzebuję bazy. Dobrej bazy, a nie czegoś na kształt garderób, gołych kabli i kotów po kątach. Inaczej się widz czuje w dobrym anturażu, inaczej gra aktor, inaczej mieszkaniec Gorzowa przechodzi obok teatru, kiedy ten teatr widać. To chciałem zrobić. Krok po kroku, dzięki wszystkim naszym władzom – Urzędowi Marszałkowskiemu, ale też Urzędowi Miasta. Był taki moment, że miasto nas bardzo wspomagało. Przecież scena obrotowa w teatrze jest dzięki poprzedniemu prezydentowi miasta Tadeuszowi Jędrzejczakowi, który przekazał pieniądze właśnie na tę scenę. Kiedy przychodziłem do Gorzowa, to w swojej aplikacji rozpisałem projekt też remontu. To było pierwszych pięć lat. No a potem poszło dalej, bo to tak działa jak narkotyk. Jak się już coś zaczęło, to trzeba było to skończyć. Choć jest już parę rzeczy, które trzeba poprawić. No i jeszcze w tym roku chcę ustawić ławeczkę Herberta – chciałbym tam czytać poezję Herberta, a poprzez Herberta inne rzeczy. Ale czytać wierszem. I jeśli tylko pozwoli nam sytuacja covidowa, to na pewno to zrobimy.

- Dziękuję bardzo.

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x