Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Bonifacego, Julity, Macieja , 14 maja 2021

Rembas: Ciągle coś zmieniają i zmieniają. Trudno za tym nadążyć

2021-04-07, Rozmowa tygodnia

Z Jerzym Rembasem, byłym żużlowcem Stali Gorzów, czterokrotnym medalistą mistrzostw świata, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_30112.jpg

- Unika pan publicznych komentarzy na temat żużla, a zapewne poprzez duże doświadczenie, uzyskane wyniki, miałby pan wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. Dlaczego nie chce się pan dzielić swoimi spostrzeżeniami?

- Są ludzie, którzy chętnie komentują, mają to we krwi, ale są tacy, którzy nie dzielą się publicznie przemyśleniami. Rzeczywiście, należę do tej drugiej grupy. Może dlatego, że nie jestem w środku wydarzeń i trudno potem byłoby mi zabierać głos w sprawach, o których nie mam pełnej wiedzy. Najlepszymi ekspertami są trenerzy. Oni mają stały kontakt z zawodnikami, znają ich bolączki i wiedzą o czym mówią. A ja z wysokości trybun czy fotela przed telewizorem niewiele widzę. Tyle co kibice. Proszę mi wierzyć, że różnica jest bardzo znacząca. Jeździłem prawie 20 lat i wiem jaki był zewnętrzny odbiór tego co działo się w kuluarach. Często komentarze nijak miały się do rzeczywistości.

- Po wielomiesięcznym oczekiwaniu wystartował nowy sezon i od razu kibice Stali Gorzów mają powody do radości, gdyż drużyna wygrała na torze mistrzów Polski w Lesznie. To będzie dobry sezon dla żółto-niebieskich?

- Musi być, gdyż potencjał w zespole jest duży, aczkolwiek żyjemy w szalonych czasach. Wszelkie opinie, przypuszczenia można prezentować pod warunkiem, że nie wstaniemy następnego dnia i nie zostaniemy zasypani informacjami pokroju, że ktoś zachorował i nie może przez jakiś czas startować. Ewentualne absencje z miejsca będą zaburzać układ sił. Już niektóre drużyny musiały poprzekładać mecze, a Stal o mały włos, a pojechałaby do Leszna bez Martina Vaculika. Mocno trzymam kciuki za wszystkimi drużynami, żeby losy wyników nie były zależne od innych czynników niż sportowe. Stali życzę medalu, to naturalne, bo im kibicuję. Choć nie jestem w klubie od blisko 30 lat, to sercem ciągle jestem z nim związany.

- Rzeczywiście, jest pan wiernym kibicem żużla, a przede wszystkim Bartosza Zmarzlika. Czy jest coś czego mu pan zazdrości jako zawodnikowi, czego pan nie miał w trakcie kariery?

- Zacznę od tego, że nigdy nikomu niczego oczywiście nie zazdrościłem. Historia moich startów jest za mną i wracam do niej tylko we wspomnieniach. Powiem w ten sposób, że jestem dumy i zadowolony, kiedy jadąc na stację benzynową widzę duże spoty z wizerunkiem Bartka. To dzięki niemu żużel stał się bardziej rozpoznawalny niż za moich czasów i z tego powinno cieszyć się całe środowisko. Mimo, że Bartek wciąż jest młody, on już dla kraju, dla Stali Gorzów zrobił tyle, ile nikt przed nim tego nie uczynił. I nie ustaje w pogoni za kolejnymi marzeniami. To jest niesamowity człowiek.

- Miał pan okazję z bliska przyglądać się jego mistrzowskim tytułom, zdobywanym w ostatnich latach na toruńskim torze. Bardziej przeżywa pan jego starty czy dawniej swoje?

- Tego nie można porównywać. To są zupełnie dwie inne sfery. Jeśli coś da się w moim przypadku porównać, to każdorazowo staram się zachować zewnętrzny spokój. Natomiast tylko ja wiem, co przeżywam wewnętrznie. U mnie wszystko się gotuje, jak dopinguję z trybun młodszych chłopaków.

- Już się spekuluje, czy Bartek sięgnie, niczym Ivan Mauger, po trzeci z rzędu tytuł indywidualnego mistrza świata?

- Ja nie będę spekulował, skoro nawet nie wiemy, w jakiej uda się w tym roku formule zorganizować mistrzostwa świata. Poza tym to jest żużel. Wystarczy drobny błąd, pech i po sukcesie. Sam przeżyłem takie pechowe momenty w karierze. Mogłem zostać indywidualnym mistrzem Polski, medalistą indywidualnych mistrzostw świata, ale w obu tych rozgrywkach zadecydowały niuanse. W pierwszym przypadku defekt na prowadzeniu, kiedy jechałem po złoto, w drugim minimalny błąd na Wembley i zamiast stanąć na podium, byłem piąty. Spokojnie, poczekamy na rozwój sytuacji, ale oczywiście mocno trzymam kciuki za Bartkiem.

Jerzy Rembas i Edward Jancarz w 1984 roku w Bydgoszczy. Fot. archiwum

 

- W jakim kierunku zmierza dzisiejszy żużel w świecie?

- Kiedy spojrzymy na ubiegłoroczny sezon moglibyśmy powiedzieć, że sport ten znajduje się na krawędzi swojej bytności. Nikt nie mógł jednak przewidzieć pandemii. Z drugiej strony o problemach tej dyscypliny nie mówimy od roku, ale od dłuższego czasu. Widać to po mniejszym zainteresowaniu w Anglii, Danii czy Szwecji. Jedynie w Polsce liga ma się dobrze.

- W czym tkwi największy problem?

- W spadającej widowiskowości tego sportu. Jestem mocno tym zaskoczony, bo żużel ma wszystkie cechy, żeby być magnesem dla kibiców lubiących emocje.

- Można jakoś przeciwdziałać agonii?

- Trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że brakuje stabilizacji dla całej dyscypliny. Praktycznie nie ma roku, żeby nie było jakiś kombinacji, ciągłych zmian w regulaminach. Menadżerowie nie skupiają się na pracy a bardziej szukaniu niuansów prawnych. Nie jestem w środku ciał decyzyjnych, nie znam ich argumentów i nie chciałbym tutaj nikogo krytykować. Niemniej systematyczne przewracanie od góry nogami regulaminów, czy to na podwórkach ligowych czy arenie międzynarodowej powoduje, że kibice zaczynają się gubić i szukają innych, prostszych w odbiorze atrakcji.

- Dawniej ta stabilizacja była większa?

- Zdecydowanie. Jak robiono zmiany w rozgrywkach to raz na wiele lat. Większa była przewidywalność, regulamin też był dużo precyzyjniejszy i wielokrotnie chudszy. A teraz ciągle coś zmieniają i zmieniają. Trudno za tym nadążyć.

- Jest coś, co podoba się panu w obecnym żużlu?

- Duże brawa należą się pomysłodawcom wszystkich działań zmierzających do poprawy bezpieczeństwa na torach. Bardzo dużo zrobiono w tym kierunku, a to jest podstawa tego sportu. Dzisiaj rzadko dochodzi do dramatycznych wypadków. One są i nie znikną, ale chodzi o to, żeby było ich jak najmniej. Kiedy jeździłem było dużo wypadków śmiertelnych lub takich, po których zawodnicy nigdy nie wracali do pełni zdrowia i przedwcześnie kończyli kariery. Z drugiej strony zbytnie pielęgnowanie torów, a to ma miejsce obecnie, nie jest do końca najlepszym działaniem dla dyscypliny i rozwoju umiejętności zawodników. Taki jest jednak regulamin i trzeba się do niego stosować.

- Regulamin można zmienić?

- W mojej ocenie tory powinny być różnorodne. Mogą być twarde, jak ktoś woli, ale i przyczepne, jak ktoś inny takie preferuje. Tory i tak się zmieniają po kilku zaledwie biegach, co wymusza na zawodnikach i mechanikach szukania optymalnych ustawień. Chodzi o to, żeby nawierzchnie były tak przygotowane, aby o wynikach nie decydował tylko start. Dzisiaj często tak mamy, że jak ktoś wyskoczy spod taśmy pierwszy i pojedzie na dystansie optymalną linią, to nawet mistrz świata go nie wyprzedzi. Przez to też mamy tylko zamieszanie ze startami, bo wszyscy widzą, że to pod taśmą rozstrzygają się losy zwycięstw. A tak nie powinno być, choć start w żużlu zawsze był, jest i będzie ważny. Słyszę, że jakieś drobne zmiany pojawiły się w tym sezonie. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praniu. Chodzi o procedurę startową i jakość przygotowania torów.

- Kibice często podają przykłady z Danii, Szwecji czy Anglii. Czym różnią się tamte tory od naszych?

- Sposobem przygotowania. U nas, jak wspomniałem, wszystko się dopieszcza. Tam nikt zbytnio się tym nie przejmuje, ale nikt też nie kombinuje, powiedzmy otwarcie. Na każdym torze jest ktoś na wzór naszego toromistrza. Przychodzi on parę godzin przed meczem, bierze często wąż i leje z niego wodę nie zwracając uwagi, że w jednym miejscu będzie jej więcej, w innym mniej. Potem wsiada na traktor, przejedzie kilka razy, wyrówna z grubsza nawierzchnię i tor jest gotowy. Nikt nie wnika, że w jednym miejscu jest mniej przyczepnie, w drugim bardziej. Nikt nie szuka dziurek, a jak się pojawi jakaś koleina, to ją się likwiduje na tyle, na ile można i jedzie się dalej. U nas zaś media o jednej dziurce potrafią pisać przez tydzień. Rolą zawodnika jest radzenie sobie z torowymi ,,pułapkami’’.

- Dziękuję za rozmowę.

 

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x