Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Jolanty, Lotara, Wita , 15 czerwca 2021

Wielu gorzowian nie wie, że mieszka w pięknym mieście

2021-05-19, Rozmowa tygodnia

Z Iwoną Mazur, gorzowską plastyczką i rękodzielniczką rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_30425.jpg
Fot. Archiwum prywatne Iwony Mazur

- Maluje pani Gorzów, miasto uczyniła tematem swoich witraży, fotografuje też. Co takiego jest w tym mieście, że je pani uwiecznia?

- Przede wszystkim architektura miasta. Kamienice z secesyjnymi zdobieniami. To mnie fascynuje od lat. Chodziłam ulicami, robiłam zdjęcia, a potem te motywy przeniosłam czy to do witraży, czy to do innych prac. Bardzo wielu gorzowian nie wie, że mieszka w pięknym mieście. Nie ma pojęcia, że na kamienicach są takie piękne dekoracje, takie piękne motywy.

- Gorzów jest piękny?

- Oczywiście. Powiem tylko, że jak miałam swoją wystawę w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej, to wielu było zdziwionych, że takie piękne motywy można znaleźć w Gorzowie. Dziwili się, że można tu znaleźć smoki na kamienicach. Mało tego, kilka osób zaczęło chodzić i szukać tych motywów. Bardzo wielu ludzi nie docenia miasta. Idą, patrzą w chodnik, albo niewiele wyżej i zwyczajnie nie wiedzą, że kamienice mają coś, co może im się spodobać. Trzeba tylko popatrzeć wyżej.

- A jak u pani zaczęło się oglądanie miasta w taki sposób, żeby zobaczyć tę urodę?

- Mnie od zawsze interesowała secesja. Lubię ten styl. Dlatego w pewnej chwili zaczęłam szukać takich miejsc. Tych smoków, potem motywy roślinne, następnie jeszcze inne. Oczywiście nie sposób nie zachwycać się katedrą, najstarszym zabytkiem. Potem zaczęłam te motywy przenosić do swoich prac. Secesja gorzowska stała mi się potrzebna do mojej sztuki.

- Od kiedy się pani nią zajmuje?

- Praktycznie od dzieciństwa. Chodziłam na lekcje do Młodzieżowego Domu Kultury, potem przyszedł czas na prywatne lekcje – z malarstwa, grafiki, rysunku. Zawsze to było obecne. Próbowałam różnych technik, różnych stylów. Bo ja robię naprawdę różne rzeczy – piszę ikony, robię grafiki. Nie lubię monotonii.

- No i robi pani jeszcze witraże….

- Moje witraże to są witraże malowane. Nie zajmuję się cięciem szkła i oprawianiem go w ołów. Maluję je – kontury, potem wypełnienia i powstaje właśnie taki malunek na szkle. Ale to też wymaga pracy i precyzji. Szkło trzeba odtłuścić, nanieść kontur, wypełnić. No i też mam na koncie właśnie witraże z katedry, z kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego, z kościoła Pięciu Polskich Męczenników. Do tego zrobiłam repliki witraży z Muzeum Lubuskiego – taki kwietny motyw oraz motyw ze świętym Hubertem. Jeśli chodzi o witraże katedralne, to też bywa, że dopiero na mojej wystawie ktoś zobaczył je tak naprawdę, w moich pracach, bo jak idzie do kościoła, to nie patrzy na okna, a szkoda.

- Od jakiegoś czasu modnym jest zainteresowanie historią miasta. Skąd się to bierze pani zdaniem?

- Po części z takich wystaw, jak moje. Bo jak pokazywane były moje prace w bibliotece, to sporo ludzi je oglądało, dopytywało się o szczegóły Wiem to od pań, które tam pracują i obserwowały zainteresowanie. Niektórzy nawet robili sobie zdjęcia moich prac tak, aby samemu potem pójść pod dany adres i samemu popatrzeć na zdobienie czy szczegół architektoniczny. I też o to chodzi, aby ktoś poszedł sam obejrzeć jednego czy drugiego smoka, Gorgonę czy cokolwiek. Tak też jest z tymi kościelnymi witrażami. Po to robię wystawę, aby pokazać te rzeczy, aby je promować, może aby niektórzy zobaczyli, że takie rzeczy są w Gorzowie. Powtórzę, uważam, że te rzeczy są zwyczajnie piękne.

- Odkrywa pani urodę Nowego Miasta, bo sfotografowała pani ul. Mickiewicza, która pozornie absolutnie nie wydaje się być fotogeniczna.

- Tam jest mnóstwo ciekawych rzeczy, mnóstwo pięknych – jak bramy, jak kamienice niestety do wyburzenia. Powiem tak, papier czasami jest znacznie trwalszy od innych materiałów. I jak ja te elementy namaluję, narysuję, sfotografuję, to to ma szansę przetrwać. Kamienica zostanie wyburzona, ale ślad po niej będzie. To będzie wyraźny ślad, że coś takiego istniało, ale nie przetrwało.

- Ale pani odnajduje nie tylko elementy widoczne z ulicy. Pani wchodzi na podwórka czy zagląda do klatek schodowych.

- Udaje się czasami (śmiech). Powiem kolokwialnie, czaiłam się ostatnio na wejście do takiej jednej z witrażami i się w końcu udało. Jak się chce, to się uda. Czasami bowiem od tyłu można zobaczyć coś znacznie ciekawszego. Tak jest choćby z tym fałszywym murem mauretańskim w Liceum Katolickim czy przepięknym gankiem zdobionym płytkami na Kosynierów Gdyńskich. Bywa, że wchodzę do jakiejś bramy, odwracam się i nagle mam niezwykły obrazek, jakby z minionej epoki.

- Oglądanie miasta to jedna rzecz, a poznawanie historii to druga.

- Oczywiście. Mam w domu książkę o gorzowskiej secesji. Zbieram publikacje dotyczące przeszłości miasta, chodzę na spotkania poświęcone dziejom miasta, chodziłam jak nie było pandemii, i mam nadzieję, że wrócę do tego, jak to się wszystko skończy. Zbieram też stare widoki Gorzowa. Pochwalę się też, że moje własne kartki z widokami Gorzowa też się jakiś czas temu ukazały. To była seria dla Poczty Polskiej, w której na akwarelkach namalowałam kościoły gorzowskie – namalowałam cerkiew, katedrę, kaplicę ewangelicką na Walczaka oraz kaplicę na cmentarzu Świętokrzyskim – greckokatolicką. Seria ukazała się w 2009 roku.

- Gdyby przyszło pani zaprosić kogoś z Polski do Gorzowa, to co by pani pokazała takiej osobie?

- Katedrę, bo najstarsza. Potem mury miejskie, bo choć niedużo ich jest, ale jednak są. Jakby się dało, to podwórko Liceum Katolickiego z tym murem mauretańskim, no i oczywiście kamienice Nowego Miasta. Ale do tego dołożyłabym jeszcze wiadukt – pięknie wyremontowany. A jako zwieńczenie - Muzeum Lubuskie. Ach, no jeszcze o tego trzeba dodać Czerwony Kościół, bo jest niezmiernie ciekawy przez te malunki jak mozaiki. Jedyny taki w mieście i okolicy. Pamiętam, że byłam na spotkaniu, na którym pokazano zdjęcia tego kościoła sprzed jego ozdobienia. To był zupełnie inny budynek.

- Jest pani gorzowianką, jest pani z tego dumna i uważa, że miasto jest ładne.

- Dokładnie tak. A jak ktoś przyjedzie i zechce zobaczyć urodę tego miasta, to mu sama pokażę, bo wiem, gdzie jest coś interesującego, ładnego, zachwycającego. Ostatnio nawet moja koleżanka, też gorzowianka zresztą zadzwoniła i zaproponowała, żebym ją oprowadziła (śmiech). Bo ja ponoć wiem wszystko. Oczywiście, że się zgodziłam. Czemu nie. Pokażę jej smoki gorzowskie, jedyną w mieście głowę ze sznurami, oglądać jest co. Ale to nie wszystko, bo ja jeszcze robię różne rzeczy – takie ozdoby na głowę, broszki, w których wykorzystuję motywy gorzowskie. Może ktoś chciałby mieć bluzkę ze smokiem z Łokietka? Ja jestem bardzo manualna i miasto dostarcza mi niezmiernie dużo inspiracji.

- Dziękuję bardzo i będę czekać na motywy ze smokami.

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x