Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Gustawa, Kariny, Stefana , 2 sierpnia 2021

Trasa ma być początkiem tego, o czym gorzowianie mówią od dawna

2021-07-07, Rozmowa tygodnia

Z Anną Kozak, gorzowską radną, jedną z inicjatorek budowy Trasy Siedmiu Wzgórz, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_30863.jpg
Anna Kozak Fot. Robert Borowy

- Jest pani zadowolona z końcowego efektu budowy Trasy Siedmiu Wzgórz?

- Przyjęty projekt został zrealizowany i można byłoby powiedzieć, że trasa została skończona, ale nie dla mnie. Uważam, że wymaga ona jeszcze pewnych zabiegów, być może kosmetycznych, a być może trochę większych. Już napisałam interpelację z propozycją uzupełnienia trasy o drzewostan, który wcześniej był zaplanowany, lecz z powodu ograniczeń finansowych nie udało się dotychczas zrobić nasadzeń. Mam nadzieję, że znajdą się jednak środki z puli na przykład przeznaczonej na uzupełnienie w mieście zieleni ze względu na usuwanie drzew w miejscach prowadzenia nowych inwestycji.

- Co jest największym atutem trasy?

- To, że ją mamy. Cieszę się, że nie ograniczyliśmy się tylko do wybudowania samego szlaku. Są ławeczki, kosze, wiaty, place zabaw. Sama trasa nie byłaby fajna, gdyby została oparta tylko na ścieżkach. Dlatego zależało nam, żeby pojawiły się miejsca krótkiego postoju, ale też punkty edukacyjne. Bardzo ważnym elementem było także stworzenie odpowiednich warunków dla młodych matek, żeby w trakcie spaceru miały możliwość swobodnego przewinięcia swojego malucha, nakarmienia, a nawet schronienia się przed gwałtownym deszczem lub piekącym słońcem. Ma to być miejsce dla każdego: dla rodzin, dla seniorów, dla nas – mieszkańców.

- A czego pani jeszcze brakuje?

- Takich elementów ,,wow’’, uatrakcyjniających trasę. Chciałabym, żeby pojawiły się przykładowo imitacje zwierząt, lampy solarne, które miałyby ciekawy kształt, na przykład motyli. Wyobraźmy sobie spacer jednym szlakiem, połączonymi ścieżkami przez gorzowskie parki i osiedla, miejsca kultowe i te, którymi chcemy się chwalić gościom. Od Manhattanu aż po Wieprzyce, od Wieprzyc aż na Zakanale. Wszystko jest możliwe tylko trzeba chcieć. A chcieć to móc. Nasza trasa ma być początkiem tego o czym gorzowianie mówili od dawna. Chodzi o szlak turystyczny, z miejscami do wypoczynku i rekreacji, z kącikami edukacyjnymi, a to wszystko przy wykorzystaniu i poszanowaniu naturalnych walorów naszego pięknego miasta. Liczymy na to, że znajdą się osoby, które będą chciały kontynuować nasz pomysł w kolejnych latach i kolejnych miejscach grodu nad Wartą. My zaczynamy, Wy skończcie!

- Skąd w ogóle wziął się pomysł budowy trasy?

- Główną intencją było zachęcenie ludzi do wychodzenia z domów. Kiedy pomysł się rodził nie wiedzieliśmy jeszcze, że zaatakuje nas pandemia, ale już wtedy dało się zaobserwować, że aktywność większości z nas najczęściej ograniczała się do spotkań z przyjaciółmi i znajomymi na czacie, a z rodziną przed telewizorem. Niestety, wraz z rozwojem techniki staliśmy się niewolnikami wszelkich urządzeń. Żeby jednak zachęcić do wychodzenia z domów uznaliśmy, że trzeba stworzyć miejsce do takich wspólnych spacerów i spotkań. 

- Kto był inicjatorem pomysłu?

- Było nas troje. Obok mnie byli to panowie Maciej  Ziółkowski i Hilary Błonka. Wspólnie pracowaliśmy nad projektem i powiem wprost, że jesteśmy dumni z tego, ale muszę tutaj oddać również to, że mieliśmy silne wsparcie od grupy mieszkańców pasjonujących się codziennymi spacerami nordic walking. Narzekały one, że nie ma odpowiednich tras do takich spacerów i wyszły z propozycją, żeby wykorzystać zasoby miasta w rejonie dawnego poligonu. To się spodobało wielu innym mieszkańcom osiedla Staszica, Centrum, Piasków podobnie jak młodym matkom, którym brakowało fajnego miejsca do spacerów i zabawy dla swoich pociech.   

- Propozycja została przyjęta dopiero w drugim podejściu. Dlaczego?

- Początki były trudne. W pierwszym podejściu mieliśmy silną konkurencję, ponieważ rywalizowaliśmy z budową skateparku i przegraliśmy głosowanie. Wiedząc jednak, że młodzież zaspokoiła swoją potrzebę posiadania ważnej dla siebie inwestycji nie zniechęciliśmy się i w kolejnym roku ponownie zgłosiliśmy naszą propozycję. Tym razem zyskała ona akceptację i dzięki temu można było zbudować trasę.

- Co było najtrudniejsze w trakcie realizacji prac?

- Zawsze przy tego rodzaju pracach pojawiają się różne problemy. Nie inaczej było w tym przypadku. Zaczęło się od wytyczenia szlaku. Nie było to proste. Tereny popoligonowe w wielu miejscach są mocno zapuszczone, dużo jest porośniętych dzikich krzaków. Do tego całość musieliśmy spiąć z planem zagospodarowania przestrzennego. Kilka razy wybraliśmy się z miejskimi urzędnikami na spacer zanim to wszystko zostało odpowiednio wyrysowane. Ale wybraliśmy najbardziej optymalną trasę. Jeśli czegoś mi trochę szkoda, to że nie zahaczyliśmy o specyficzną czarną sosnę stojącą na jednej z górek, a taki był zamysł. Przykro to mówić, lecz w tym miejscu zawsze znajduje się spora sterta śmieci pozostawiana przez ,,miłośników’’ spożywania alkoholu. Dlatego ominęliśmy ten fragment, ale liczę, że w przyszłości od głównej trasy zostaną zrobione odnogi i to miejscu już uporządkowane znajdzie się na trasie. Nie powinniśmy bowiem poddawać się i ustępować bałaganiarzom. Sporo dyskusji było nad przygotowaniem samego projektu, dużo rozmawialiśmy na temat choćby szerokości ścieżki. Ostatecznie z powodów finansowych pewne pomysły nie zostały zrealizowane.

- Niewiele zabrakło, a pomimo pozytywnego głosowania inwestycja nie zostałaby w ogóle wykonana.

- Musieliśmy przekonać radnych i władze miasta, żeby dołożyły ponad 270 tysięcy złotych do całości, gdyż w okresie prowadzenia przetargów znaleźliśmy się w czasie gwałtownych podwyżek materiałów budowlanych, jak też i usług. Liczy się jednak efekt końcowy, pokonaliśmy wszystkie bariery i trasa została zbudowana, ale – jak powiedziałam na wstępie - nie skończona.

- Jeżeli ktoś jeszcze nie odwiedził szlaku, to w jakim kierunku powinien się udać, że móc całość zwiedzić?

- Najlepiej pojechać autobusem w kierunku cmentarza i wysiąść na ulicy Żwirowej na przystanku przy Biedronce. Potem podejść do ulicy Bazaltowej, na końcu której znajduje się pierwszy bardzo ładny plac zabaw. Są huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownica, szykowany jest zjazd linowy.  Jest to również początek trasy. Dalej przechodzimy przez poligon i udajemy się w kierunku ulicy Słowiańskiej i Błotnej. W Parku Słowiańskim niebawem pojawi się drugi plac zabaw, który zostanie przeniesiony z Parku Róż. Trzeci plac będzie na Błotnej.

- Wspomniała pani, że ta trasa mogłaby być początkiem czegoś większego w Gorzowie. Początkiem stworzenia podobnych tras w innych miejscach. Jest to możliwe?

- Oczywiście, my zrobiliśmy taki „zaczynek” projektu miejskiego i zachęcamy mieszkańców, żeby kontynuowali to dzieło. W Gorzowie  mamy tzw. szlak niebieski. Jest to trasa krajobrazowa, która zaczyna się od ul. Chrobrego przy mostku przez Kłodawkę – Park Siemiradzkiego – Al. Odrodzenia Polski – Park Kopernika – ul. Walczaka. Czas przejścia tej czterokilometrowej trasy, to około półtorej godziny. Trasa ta wiedzie przez piękne gorzowskie parki, chcieliśmy zainspirować mieszkańców – by połączyć te trasy w jedną całość. Myślę, że nazwa dla całości takiego gorzowskiego szlaku już jest, bo jak wiemy Gorzów niczym Rzym leży na siedmiu wzgórzach.

- Czy przygotowując takie atrakcje dla mieszkańców można obronić się przed aktami wandalizmu, które już dotknęły Trasę Siedmiu Wzgórz?

- Wandalizm to jeden z najczęstszych problemów dotykających w zasadzie każdą miejscowość w Polsce. Brak szacunku do mienia publicznego, niszczenie tablic, ławek, staje się nieodłącznym elementem życia w mieście. Tych, którzy niszczą jest niewielkie grono, ale są oni bardzo uciążliwi. Uważam, że powinniśmy zwracać wszyscy na to uwagę. Dlatego, że takie postepowania powodują znaczne ubożenie naszego miasta. Dobro wspólne powinniśmy szanować wszyscy – gdyż jest nasze, powstaje ono z naszych pieniędzy, konkretnie z naszych podatków. Dlatego powinniśmy rozpocząć od edukacji, od nauki – żeby nie niszczyć naszego dobra.

- Co można zatem zrobić, żeby ograniczyć takie sytuacje?

- Edukować. Jeżeli raz wydaliśmy pieniądze na inwestycję – powinniśmy ją szanować. Każda kolejna wydana złotówką na naprawienie szkody po wandalu – to złotówka mniej na nowe działania. Musimy dalej starać się zaszczepić w ludziach tą świadomość. Tak naprawdę robimy sobie sami krzywdę.

- Dziękuję za rozmowę.

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x