Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2021

Wyszogrodzki: Czasem latem braknie śniegu na Etnie

2021-09-01, Rozmowa tygodnia

Z Wojciechem Wyszogrodzkim, italianistą, tłumaczem i pilotem turystycznym rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_31311.jpg
Fot. archiwum prywatne

- Jak zaczęła się twoja włoska przygoda?

- Zainteresowanie Włochami przyszło przede wszystkim dzięki nauczycielom w I LO…

- Wiedziałam, że zaraz pojawi się liceum…

- Bo Włochy nie pojawiły się znikąd, ktoś musiał nimi zainteresować. W roku rozpoczęcia liceum we Włoszech był, co prawda, mundial, ale nie podejrzewasz mnie, żebym przywiązywał nadmierną wagę do sportu? (śmiech). O Włoszech słyszałem trochę od kolegów z podstawówki, którzy mieli tam swoje rodziny. To jednak za mało, aby naukowo, zawodowo poświęcić się temu krajowi. W I LO włoskim językiem zarażała tam wówczas – i skutecznie robi to nadal – Małgorzata Wiczkowska, a specjalistą od niuansów historii tego kraju był Zbigniew Pietrzak. W szkole organizowane były spotkania, np. z sycylijską poetką, to na ul. Puszkina przyjeżdżały delegacje z włoskiego miasta partnerskiego Cava de’ Tirreni, bo to dzięki pracy tamtejszych nauczycieli ta współpraca się narodziła. Od zawsze zatem czuć tam było włoskie klimaty. Oczywiście, ważne były też szkolne wyjazdy na Półwysep Apeniński, dzięki którym prawie 30 lat temu, bo były to ferie zimowe w 1992 r., po raz pierwszy trafiłem do Włoch.

- Jakie były te pierwsze twoje Włochy?

- Pamiętam długą podróż autobusem przez Niemcy, Austrię, kontrole paszportowe, kartony z jedzeniem w przejściu… To w końcu była szkolna, niemal dwutygodniowa wycieczka, coś trzeba było jeść (śmiech). Pierwsze noclegi mieliśmy w Rzymie u zakonnic, potem spaliśmy u zakonników w Fiesole w okolicach Florencji oraz przyjaciół w Cava de’ Tirreni, zanim Gorzów podpisał z tym miastem umowę o współpracy. W trakcie tamtych ferii my, licealiści z klas I-IV, odwiedziliśmy: Rzym, Monte Cassino, Neapol, Pompeje, Capri, Florencję, Wenecję, byliśmy na audiencji generalnej i prywatnej u papieża Jana Pawła II. Dzięki zapałowi wspomnianych wcześniej nauczycieli byliśmy w najbardziej znanych miejscach, zobaczyliśmy najważniejsze zabytki, zrozumieliśmy źródła ich miłości do tego kraju.

- I dlatego studiowałeś potem filologię włoską?

- Zacząłem od matematyki, czekałem na nabór na te studia w Poznaniu. Wówczas na italianistykę przyjmowano co dwa lata. Nie zdecydowałem się na dwa kierunki, stąd dopiero teraz wróciłem do matematyki. Filologia w polskim rozumieniu tego słowa to nie tylko nauka języka, ale też zgłębianie historii, literatury, kultury, sztuki – to poznawanie kraju i jego odcieni. Trudno poznać i docenić język obcy bez odniesienia do rzeczywistości, w jakiej on funkcjonuje.

- A potem przyszła praca we Włoszech?

- Praca dla Włochów, dzięki Włochom, z Włochami – różnie bywało. Faktem jest, że w pewnym momencie zacząłem spędzać więcej czasu na Półwyspie Apenińskim. Najczęściej były to tłumaczenia na rzecz gorzowskich firm, instytucji, urzędów, choć wyjazdy na targi obuwnicze czy po nową dostawę butów z gorzowskimi handlarzami zdarzały się już w klasie maturalnej. Potem rozpoczął się okres pracy przy filmach o papieżu, a od kilkunastu lat bywam we Włoszech z wycieczkami. Najpierw były to wyjazdy naukowe ze studentami, obecnie to współpraca z biurami podróży czy wypady prywatne, gdzie mogę dzielić się moją fascynacją tym krajem.

- Od lat zabierasz znajomych do Włoch. Gdzie najczęściej?

- Tam, gdzie przyjdzie nam ochota, prawdę mówiąc. Kiedy w Wenecji jest biennale, znawcy sztuki chcą sprawdzić, jakie są światowe tendencje wśród artystów. Można też wówczas przy okazji zajrzeć do nieturystycznych dzielnic miasta. W Toskanii okazuje się, że we Florencji można delektować się galeriami malarstwa, rzeźby, wizytą w domu Dantego czy odwiedzić Sienę, wdrapać się na dach katedry lub w Arezzo zobaczyć na żywo miejsca znane choćby z filmu „Życie jest piękne”. Czasem niespiesznie zwiedzamy Rzym czy Neapol, a tam miejsca czasem nieodwiedzane przez turystów. Na Sycylii w nocy z okazji święta św. Wawrzyńca liczymy gwiazdy na niebie nad Etną. Wyobrażasz sobie, że w tym roku zabrakło tam lodu do spritza?! Mimo pandemii 10 sierpnia były na Etnie takie tłumy, że o 1 w nocy właściciel baru rozłożył ramiona i nie mógł nic zrobić. A tymczasem w X wieku Arabowie potrafili handlować lodem i śniegiem z Etny i jakoś nie znalazłem informacji, aby im tego towaru zabrakło (śmiech).

- Co może zafascynować we Włoszech na pierwszy rzut oka?

- Wszystko, co nas otacza. Zarówno krajobrazy, zabytki, jak i ludzie, ich sposób bycia i życia. Włochy są tak położone, że często z tego samego miejsca można zobaczyć i góry, i morze.

- To prawda, stojąc w Wenecji, mogłam podziwiać Alpy…

- Włosi wpisami na listę światowego dziedzictwa UNESCO biją nas na głowę – mają ich 51, podczas gdy Polska może poszczycić się 16 obiektami. To we Włoszech powstają nowe trendy, tworzy się kultura, sztuka, która oddziałuje na inne kraje. No i mimo zawirowań politycznych, a warto podkreślić Włosi mają już 67. rząd po II wojnie światowej, tamtejsza gospodarka jest w światowej czołówce.

- Co warto wiedzieć, kiedy się podróżuje po Włoszech?

- Zawsze słyszałem, że włoskie koleje są niepunktualne, że transport jest źle zorganizowany. Prawdę mówiąc, nie pamiętam, aby kiedykolwiek mój pociąg się spóźnił. Owszem, komunikacja autobusowa mogłaby być lepiej oznaczona, ale wystarczy zapytać w pobliskim barze czy jakiegoś lokalsa i wszystko stanie się jasne. Podczas ostatniej podróży do Wenecji, tej sprzed tygodnia, zauważyłem, że bilety kolejowe w przypadku pociągów regio są sprzedawane na konkretną godzinę, co do tej pory było typowe dla składów z rezerwacją miejsc. Wcześniej bilet na zwykły pociąg był ważny kilka godzin i można było wybrać czas wyjazdu. Być może czasy pandemii wymusiły takie rozwiązanie. Tu warto podkreślić, że bilety kolejowe należy skasować przed wejściem do pociągu, jak to mawiają Włosi – „uważnić”. Ciekawe, pewnie pandemiczne rozwiązanie zauważyłem też w autobusach, gdzie za przejazd płaci się u kierowcy kartą i samemu odrywa bilet z urządzenia, do którego wcześniej prowadzący pojazd wprowadził dane. Zaskoczyło mnie w tym roku w pociągach wyodrębnianie drzwi, którymi się wchodzi, i tych wyjściowych.

- Czasy pandemii, więc co w tym zaskakującego?

- To, że Włosi z oporem dostosowują się do takich rozwiązań i wchodzą, jak chcą. Taka trochę sztuka dla sztuki. Choć, przyznać trzeba, pilnują się z noszeniem maseczek w miejscach zamkniętych. Potrafią zwrócić uwagę w sklepie, pociągu, na statku. Mówią wówczas „prawo jest jednakowe dla wszystkich”. W końcu gospodarka kraju w sporej części opiera się na turystyce. Włosi nie przebiją jednak Maltańczyków, którzy w tym roku nawet na plażach dawali mandaty za brak maseczki.

- Jakie są twoje ulubione miejsca we Włoszech?

- Sporo jest takich. Trudno wybrać. W wielu miastach można znaleźć jakiś urokliwy kącik czy wręcz plac, gdzie przy kawie warto oddać się temu klimatowi.

- A jak przychodzi zima, to czytasz o Włoszech?

- Przez ostatnie lata królowały książki o Sycylii, historyczne, kryminały… Z jednej strony mogłem czytać o śledztwach komisarzaXXXX Montalbano, a z drugiej Netflix zaoferował kilkadziesiąt odcinkÓW serialu opartego na tych właśnie dziełach Andrei Camillerego. Dzisiaj skończyłem czytać jego powieść „Z chłopa król”, opartą na wydarzeniu z XVIII w. Bardzo ciekawym doświadczeniem była lektura książki Jarosława Mikołajewskiego i Pawła Smoleńskiego „Czerwony śnieg na Etnie” – pokazali oni Sycylię swoimi oczami, czasem spierając się o interpretację tego, co zobaczyli. Na liście obowiązkowych lektur czeka teraz „Kaputt” Curzia Malaparte, dziennikarza i dyplomaty, który w czasie II wojny światowej odwiedzał m.in. Polskę, gdzie uczestniczył w kolacji na Wawelu na zaproszenie Hansa Franka. O tym pisarzu słyszałem, co prawda, już w czasach studiów filologicznych, ale chciałem odświeżyć sobie pamięć, bo na Capri jest jego willa i pokazujemy ją turystom, opływając wyspę.

- Z każdego pobytu we Włoszech wrzucasz na Facebooka zdjęcia włoskich dań. Masz jakieś ulubione czy tylko chcesz zdenerwować znajomych?

- Staram się jadać rzeczy typowe dla danego miejsca. Na Sycylii będzie to zatem coś z bogatej oferty „jedzenia ulicy”, czyli np. ryżowa kulka lub stożek (arancino lub arancina – zależnie od części wyspy), owoce morza czy warzywa z głębokiego oleju. Warto też na targu w Syrakuzach zmierzyć się z deską serów i wędlin… Wizyta w Neapolu jest niepełna bez pizzy zjedzonej w najstarszej pizzerii świata, a spacer w Wenecji bez degustacji wymyślonego w okolicy spritza. Choć, co zaskakujące, najuczciwszy aperol spritz serwowany jest w barze na zboczu Etny na Sycylii.

- A jak nie Włochy, to co?

- To Sycylia (śmiech). Jeszcze 30 lat temu Sycylijczycy przepływający Cieśninę Mesyńską mogli w Kalabrii przeczytać „Witajcie we Włoszech”. We Włoszech pozostało mi jeszcze sporo do zobaczenia. Na samej Sycylii jest kilka miejsc, które muszę odwiedzić. Zresztą, te południowe regiony są najbardziej włoskie: z jednej strony wydają się być surowe, nie do końca okiełznane, cieszące się niekiedy złą sławą, ale przez to może właśnie prawdziwe.

- Dziękuję bardzo i zatem – do Italii.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x