Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Ambrożego, Florentyny, Gawła , 16 października 2021

Gorzkiewicz: Drażni je nierówność zarobków na korzyść mężczyzn

2021-09-15, Rozmowa tygodnia

Z dr Natalią Gorzkiewicz, historykiem społecznym, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_31424.jpg
Fot. Renata Ochwat

- Pani doktor, co historyk specjalizujący się w dziejach rodziny i prawach kobiet robi w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego, gdzie pani pracuje?

- Praca naukowa to moja życiowa pasja. Jednocześnie mając ponad 10-letni staż w administracji w ZDZ jestem zatrudniona na stanowisku kierowniczki ds. organizacyjno-administracyjnych. Zajmuję się m.in. sporządzaniem i aktualizacją regulaminów, ale też projektowaniem, wdrażaniem i rozwojem systemu komunikacji wewnętrznej za pomocą dostępnych technologii czy upowszechnianiem nowoczesnych metod organizacji pracy. Istotnym filarem działania ZDZ są kwestie szkolnictwa zawodowego. Pochodzę z Nowej Soli, ale mieszkałam i studiowałam kilka lat w Zielonej Górze, natomiast od ponad dziesięciu lat zamieszkuję Gorzów. Można pokusić się o małe zestawienie. Uważam, że mocną stroną Gorzowa może być właśnie szkolnictwo zawodowe i dlatego w ZDZ zajmuję się także tym obszarem. Warto też dodać, że ZDZ ma Ośrodki nie tylko w Gorzowie, ale także w Międzyrzeczu, Trzcielu, Kostrzynie, Sulęcinie i Choszcznie. Mamy szkoły dla młodzieży i dorosłych, prowadzimy różnego rodzaju kursy zawodowe, jeśli jest na nie zapotrzebowanie.

- Czyli jak?

- Śledzimy rynek i widzimy, co może się przydać. Zgłaszają się też do nas konkretne instytucje.

- A czy w Gorzowie jest zapotrzebowanie na tego typu szkolenia, kształcenie?

- Jest, nawet całkiem spore. I tu wrócę do porównania z Zieloną Górą. Zielona Góra ma spore możliwości, jeśli chodzi o kształcenie ogólne. Na Uniwersytecie Zielonogórskim coraz prężniej działają takie kierunki, jak medycyna, prawo, czy psychologia, jednym słowem buduje  się zaplecze, a kadry w dużej mierze ,,wychodzą’’ z Uniwersytetu. W Gorzowie, mieście poprzemysłowym, możemy cały czas inwestować w rozwój szkolnictwa wyższego, co może zaskutkować w przyszłości, ale też musimy bazować na szkolnictwie zawodowym. Dodatkowo powinniśmy się zastanowić nad ofertą pracy, która mogłaby przyciągnąć ludzi do Gorzowa.

- Jak wypada diagnoza?

- Na razie tak sobie. Nie ma w Gorzowie zbyt wielu ofert, które mogą skusić ludzi po uniwersytetach. Natomiast są w mieście zasoby ludzkie, które można zainteresować ofertą kształcenia zawodowego. Korzystając z dotacji unijnych przeznaczonych na rozwój, możemy zaproponować zdobycie nowych kwalifikacji przez różne grupy, także te zdefiniowane, jako wykluczone oraz w kontekście zapewnienia równych szans dla obu płci. Tematyka praw kobiet jest głównym obszarem moich zainteresowań badawczych. Znam też ten temat z własnego doświadczenia. Nie tak dawno temu sama zostałam mamą, miałam przerwę na rynku pracy, bo wychowywałam dziecko, trochę orientuję się, jaka jest sytuacja młodych mam w tej kwestii. Kiedy chciałam wrócić do aktywności zawodowej po urlopie wychowawczym, w Gorzowie były cztery żłobki publiczne i zdecydowanie za mało miejsc w stosunku do realnych potrzeb. Nie każdy może skorzystać z pomocy dziadków. Prywatne żłobki sporo kosztują, dlatego też nie każdej kobiecie po urlopie wychowawczym opłaca się wracać na rynek pracy. Szczególnie, że badania pokazują, że kobiety wciąż otrzymują mniejsze zarobki. W ZDZ obserwujemy te tendencje, zdobywamy środki na aktywizację zawodową różnych grup. Teraz też będziemy realizować projekt – nie tylko dla kobiet. Będziemy aktywizować wszystkich tych, których trzeba wesprzeć na rynku pracy.

- Jak wspomóc?

- Przez szkolenia, różnego rodzaju kursy zawodowe dające konkretne umiejętności. Pomagamy wrócić na rynek. Moim zdaniem w obecnej sytuacji politycznej szczególnie ciężko będzie kobietom. W aktualnej polityce państwa, dominują kwestie socjalne, które stawiają rodzinę na piedestale, natomiast nie stawiają na kobietę jako autonomiczną jednostkę, która oprócz wychowania dzieci może i powinna mieć coś do zrobienia. To będzie miało długofalowe skutki.

- A skąd pani bierze takie informacje?

- Może to dziwnie zabrzmi, ale nie tylko z badań, debat czy konferencji, również z praktyki  życia codziennego. Mam małą córkę, sporo czasu spędzam na placach zabaw. Muszę powiedzieć, że inne dzieci jej się dziwią, że w wakacje chodzi do przedszkola, bo mama jest w pracy. Często słyszę: ,,Moja mamusia nie pracuje, a jak ja jestem w przedszkolu, to ona gotuje obiadek”. Mogę na podstawie tych piaskownicowych rozmów i obserwacji stwierdzić, że kobiety nie pracują zawodowo, tym samym wypadają z rynku. Potem ciężko jest wrócić,
a przecież można, a nawet trzeba – bo warto być niezależną. Wiem też, że młode matki chciałyby: ,,wyjść do ludzi”, że drażni je nierówność zarobków na korzyść mężczyzn. Ciekawe te rozmowy są, muszę przyznać.

- Jak im można pomóc?

- No właśnie choćby przez to, że w ZDZ realizujemy obecnie projekt unijny, oferujący środki na założenie firmy. Te pieniądze są bezzwrotne. Można otrzymać 23 tys. złotych na rozpoczęcie własnej działalności plus dodatkowo wsparcie pomostowe przez pierwsze sześć miesięcy. Warunek jest jeden, firma musi się utrzymać na rynku przez cały rok. Szkolimy, jak napisać biznesplan, podpowiadamy, jak się odnaleźć na rynku, jak sobie radzić z podatkami, bowiem przepisy nieustannie się zmieniają. Zresztą mąż też prowadzi działalność, więc znam to z autopsji. Mało tego, dodam, że są jeszcze inne pieniądze do zdobycia, byle tylko wrócić na rynek pracy.

- Są zainteresowani?

- Są, zgłaszają się do nas młodzi ludzie – bo ten program jest adresowany do osób, które nie ukończyły 29. roku życia. Współpraca z nimi to czysta przyjemność, mają w sobie tą otwartość, chęć do rozwoju i aktywności. Mało tego, proszę pamiętać, że my mieszkamy na pograniczu, więc też w ZDZ realizujemy sporo projektów polsko-niemieckich, które pozwalają aktywizować ludzi, którzy wypadli z rynku. Można się wspólnie zastanowić nad koncepcją szkolnictwa zawodowego i je wdrażać. Uważam, że wiedzę teoretyczną zawsze należy łączyć i wykorzystywać w praktyce.

- Pani Natalio, pani się tymi kwestiami interesuje też naukowo?

- Tak, pisałam pracę o tym, jak na początku XX wieku kształtował się rynek pracy, w tym w obliczu industrializacji i zapotrzebowania rynku – szkolnictwo zawodowe, o tym jak stopniowo ludność wiejska zaczęła przenosić się do miasta. W dwudziestoleciu międzywojennym kobiety zaczęły istnieć na ryku pracy, zyskiwać podmiotowość zawodową.

- Pani doktorat koncentrował się na rodzinie miejskiej w 20-leciu międzywojennym. Da się porównać sytuację obecnej rodzin do tamtej przez panią opisanej?

- Historycy często czynią takie ekstrapolacje. Oczywiście mamy inne realia społeczno-polityczne, gospodarcze, nie można tego tak po prostu przełożyć, ale ja bardzo lubię taką analizę, tamte lata. Proszę pamiętać, że to był czas, kiedy po 123 latach rozbiorów Polska się pojawiła i musiała się jakoś ukonstytuować. I zarówno wówczas, jak i teraz niemal wcale nie docenia się roli kobiet. Jak istniejemy w historii, to jakoś tak z boku, trochę przez tylne drzwi. Kobiety zawsze były i nadal są trochę przedmiotowo traktowane, dlatego też muszą cały czas upominać się o pełnię swoich praw. Na sytuację kobiet zawsze ma wpływ bieżąca polityka. Widać to na rynku pracy. Męskie zasady gry na rynku pracy to chociażby sytuacje, kiedy na rozmowach kwalifikacyjnych jest się pytanym o plany rodzinne, macierzyńskie, a tak być nie powinno. Sama tego niejednokrotnie doświadczyłam. Chociaż rozumiem też przedsiębiorców. Inwestują w rozwój pracownika, a on znika na wiele lat, bo brakuje żłobków. Zauważalne jest też, że kobiety zawsze się wtłacza do sfery zawodowej kojarzonej z naszymi rolami biologicznymi i przypisywanymi nam cechami kulturowymi, dużo nas jest w oświacie, w zawodach opiekuńczych, natomiast u steru, przy władzy i tam, gdzie podejmowane są decyzje finansowe o dużej skali – kobiety stanowią rzadkość.

- A jakiś przykład?

- Proszę bardzo. W okolicach Gorzowa mamy od jakiegoś czasu sporo kobiet, które sprawują role wójcin. A z czego to wynika? Z tego, że jakiś czas temu zmalały pensje, zmienił się zakres obowiązków wójtów, odpowiedzialność za finanse, więc faceci odpuszczają te funkcje. Zresztą jak się przyjrzeć miastu, to też tak jest. Kobiety pracują w tych tradycyjnych branżach, tam gdzie nie ma zbyt wielkiej odpowiedzialności finansowej. Sporo pracuje w Strefie Przemysłowej oraz w usługach. W urzędach jest przewaga kobiet, ale nie na decyzyjnych, odpowiedzialnych stanowiskach. Mamy jeden chlubny wyjątek, bo marszałkiem województwa – jedynym w Polsce, jest kobieta. Zmieniło się jedno – kobiety myślą w kategoriach nie tylko biologicznych, ale i kulturowych.

- Jak?

- W taki oto sposób – urodzę dziecko nie w wieku 16 lat, co było niemal powszechną praktyką na wsiach, ale w wieku 27 lat, kiedy się wykształcę i zdobędę już jakieś choćby elementarne doświadczenie na rynku zawodowym. Wyrobię sobie jakąś pozycję i po macierzyńskim będę miała do czego wrócić.

- Czego pani będzie uczyć swoją córeczkę Ewę?

- Powiem jako magister pedagogiki i jako mama. Wszystkiego. Bo mądre, wszechstronne, otwarte wychowanie to jest to. Trzeba robić swoje, trzeba wychowywać dzieci tak, jak by się chciało samemu być traktowanym. Nie wolno dziecka wyręczać, nie wolno tresować, trzeba rozmawiać, pokazywać aktywność, która prowadzi do sfery publicznej i na rynek zawodowy. Dzieci to świetni obserwatorzy.

- Dziękuję.

 

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x