Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2021

Wilk-Kang: Święto, które przełamuje nasze lęki przed śmiercią

2021-10-27, Rozmowa tygodnia

Z Moniką Wilk-Kang, etnologiem, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_31828.jpg
Fot. Archiwum prywatne Moniki Wilk-Kang

- Za chwilę 1 listopada i Wszystkich Świętych, potem dni zaduszne. Co to za czas?

- Poświęcony pamięci o naszych zmarłych. Choć trzeba wiedzieć, że pierwotnie to święto obchodzono w innym terminie. Zmiana daty nastąpiła w 731 roku, przez ówczesnego papieża i z 13 maja została przeniesiona na 1 listopada.

- A czemu nastąpiła ta zmiana?

- Bo ponoć wówczas, czyli w maju zbyt wielu ludzi przyjeżdżało do Rzymu. Przy czym każdy pretekst jest dobry do zmiany. Ale już nawet w tamtym czasie bardzo mocno obchodzono w Europie irlandzkie święto Halloween, które przypada na 31 października. Być może celowo wyznaczono Wszystkich Świętych właśnie na 1 listopada.

- Ale co to za święto jest?

- To jest święto dedykowane zmarłym. I ważne, aby pamiętać, że każda kultura ma właśnie takie święto poświęcone zmarłym. I ono jest obchodzone różnie. Jako etnolog mogę powiedzieć, że są dwa czynniki wszystkich świąt dotyczących zmarłych. Jeden to rzeczywiście pamięć i chęć pamiętania o naszych przodkach, podkreślenie ich ważności, podkreślenia tego, że żyją oni w naszej pamięci tak długo, jak my żyjemy. A drugi czynnik, który lepiej widać w Halloween niż katolickim święcie zmarłych, to jest nasz lęk przed śmiercią. A my ten lęk przełamujemy na różne sposoby.

- Jakie dla przykładu?

- Albo bawiąc się i pokazując, że się nie boimy. Przecież w kościele katolickim mówi się, że to nie powinien być smutny czas. Bo to przecież jest nadzieja na nowe życie. To życie po śmierci. Czyli nie powinno być to święto smutne, a jakoś się przyjęło, że jest. Ale to jest właśnie próba przełamania lęku przed śmiercią. Potrzebujemy tego, siedzi to w nas i choć nie myślimy o tym na co dzień, to jednak lęk przed śmiercią jest. I ten dzień ma nam przypominać, że umrzemy, ale też ma być nadzieją, że ktoś na nas czeka. I każda religia decyduje, co to jest.

- W Polsce jeszcze do niedawna społeczność romska, która ma w Gorzowie sporą diasporę, świętowała radośnie.

- Tak, oni bawili się na grobach. Bo to jest normalne dla ich kultury. A przecież kiedyś, kiedyś szło się z jedzeniem na groby. Kojarzy mnie się to ze wschodem, ale było tak, że podczas święta zmarłych piło się wódkę, że tych parę kropel strząsano z kieliszka na grób naszych bliskich. Bywało, że śpiewano na cmentarzu właśnie w ten dzień. Ale to podejście się usztywniło, bardziej myślimy o tym, co wypada, co nie wypada. Tak naprawdę, jak ma wyglądać moment odejścia i pożegnania najbliższych, ich wspominanie bierze się z tradycji, ale i nakazów religijnych.

- Ale jeśli mówimy o obrzędach katolickich, to w takim Meksyku do dziś święto zmarłych to fiesta.

- Fakt, tam jest bardzo radośnie. Ale tam masz połączenie dwóch elementów. Pamiętaj, że tam się robi ołtarzyki zmarłym całe w kwiatach. Tam zwyczajnie musisz śpiewać. Tam śpiewem zapraszasz zmarłych do domów. Trzeba pamiętać, że Meksykanie są katolikami, ale przejęli bardzo wiele ze swoich tradycji, ze swoich dawnych wierzeń. I przez to tak wygląda. Tam jest po prostu zabawa i przywoływanie przodków do domu. Te ołtarzyki, które się tam robi to po to, aby przodkowie nie pomylili domów. I ja to teraz przerabiam z moimi uczniami.

- Jak?

- Jest taki film Koko wyprodukowany przez Disneya. On opowiada dokładnie o tym, jak ten dzień jest obchodzony w Meksyku. To się nazywa De los Muertos. I choć są katolikami, to jednak świętują ten dzień tak, jak robiono to kiedyś – malują twarze, zapraszają te dusze do odwiedzin. Dusze są karmione. Czyli mają coś takiego, co u nas mogłoby się kojarzyć z obrzędami dziadów.

- Opowiedz o tym obrzędzie.

- Dziady obchodzono w Polsce jeszcze w początkach XX wieku. Przywoływano dusze zmarłych krewnych. Chodziło o zapewnienie sobie przychylności i pomocy. Karmiono owe dusze, pojono alkoholem – odbywało się to albo w domach, albo właśnie na cmentarzach. Ale ten zwyczaj, ta obyczajowość została wypchnięta. I radosne święto pamięci o zmarłych stało się smutnym obyczajem chodzenia na cmentarz i zapalania świec.

- No właśnie, teraz jest tak, że kupuje się doniczkę z chryzantemą, jakieś świece i już.

- Ja bym dodała jeszcze jedną, naprawdę najważniejszą teraz rzecz, a mianowicie przy tych grobach zmarłych, tych z chryzantemą i zniczkami spotykamy się z rodzinami. I to nadaje jeszcze sens czegoś wyższego w tym dniu. Gdyby tego nie było, to rzeczywiście byłoby jedynie postawienie świeczek. Ale właśnie to coś więcej, te spotkania rodzinne nadają temu świętu sens. Spotykamy się z rodzinami, wspominamy tych zmarłych. U mnie w domu jest tak, że idziemy na cmentarz a potem cała rodzina spotyka się u mojej babci na takim świątecznym obiedzie, czyli mamy swego rodzaju kultywowanie zmarłych.

- Polska jest jedynym mi znanym krajem na świecie, gdzie 1 listopada odbywają się masowe pielgrzymki na cmentarze. Polacy potrafią pojechać przez pół kraju, aby na grobach rodziny postawić znicze.

- Oczywiście. Nawet te nasze zdjęcia późnowieczorne z cmentarzy robią furorę w Internecie. Bo tego faktycznie nigdzie indziej nie ma. Nie ma tysięcy świec palących się w jednym miejscu. Tak jesteśmy nauczeni. Bo przecież tradycja też powstaje, zmienia się, jak i wszystko. Widać to na przykładzie dziadów. Przecież na cmentarz szło się w nocy, w wigilię wszystkich świętych na cmentarz. I można było różne dusze wywołać. I te dobre, i te złe. Ale można było robić inne rzeczy. To był moment złamania się czasu tych żywych i tych zmarłych. A przecież generalnie od tego odeszliśmy. Obrzęd jest znany, bo o nim czytamy, ale już się go nie obchodzi.

- Oburzyłoby cię takie dziadowskie świętowanie?

- Nie, skąd. Ja sama pamiętam II Liceum Ogólnokształcące w Gorzowie i pewnego przesympatycznego pana polonistę, który zabrał nas na cmentarz. Umówiliśmy się na 18.00 lub 19.00 na Cmentarzu Świętokrzyskim przy ul. Warszawskiej i przy świetle świec czytaliśmy „Dziady” Adama Mickiewicza. To było coś niesamowitego, pamiętam do dziś wrażenie.

- Czyli nie powinniśmy się oburzać, kiedy ktoś nagle zacznie dziadować na cmentarzu?

- Ja myślę, że my chyba za bardzo oceniamy wszystkich i wszystko naokoło. Do wszystkiego stosujemy własną miarą. Rzuciliśmy się ostatnio właśnie na Halloween, na przebrane dzieciaki, które się dobrze bawią, bo niby to komercja. Ale nawet to polskie święto zmarłych jest skomercjalizowane, bo przecież tego znicza kupić trzeba i tę chryzantemę także. Myślę, że każdy ma prawo świętować po swojemu i nie powinno nas to oburzać. My potrzebujemy święta, które przełamuje nasze lęki i które w jakiś sposób nawiązuje do naszych bliskich. I to my sami decydujemy, czy to będzie radosne, czy też smutne obchodzenie. Bo każdy z nas sam kreuje swoje tradycje. Pozwalajmy sobie na to, nie oceniajmy innych.

- Dziękuję bardzo.

 

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x