Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2021

Ganda: Trzeba mieć tę iskrę Bożą lub po prostu chcieć

2021-11-10, Rozmowa tygodnia

Z Czesławem Gandą, prezesem Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_31974.jpg
Czesław Ganda Fot. archiwum RSTK

- Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury,  co to jest za organizacja?

- To stowarzyszenie, organizacja, która powstała w gorącym sierpniu 1980 roku. To były same początki. I tak sierpień, ten sierpień kojarzy nam się z buntem robotników, którzy na Wybrzeżu zaczęli się domagać swoich praw. I tam się dokonała zamiana w sferze społecznej, ale też i w sferze kultury. Przypomnę, że wcześniej to trzeba było gdzieś należeć, skończyć odpowiednią uczelnię. A przecież tajemnicą nie jest, że wielu ludzi ma pewną iskrę Bożą, pewną dozę talentu, nie ukończyli żadnej uczelni, ale poprzez żmudną pracę, solidne podejście do pracy, kontakty z innymi twórcami uprawiającymi tę samą dziedzinę twórczości, osiągają pewien poziom. I dochodzą do mistrzostwa oraz zasilają szeregi twórców profesjonalnych – jak Związku Literatów Polskich czy Związku Polskich Artystów Plastyków. Podobnie jest z muzykami czy fotografami. Ci ludzie zdobywają nagrody, potem zaczynają pracować w tych dziedzinach.

- A jak to się zaczęło w Gorzowie?

- Warszawskie studenckie stowarzyszenie zainteresowane kulturą oraz Klub Robotników Piszących utworzyły w tym 1980 roku Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury. A z Gorzowa została tam zaproszona Maria Przybylak, poetka, robotnica ze Stilonu. Kiedy wróciła z tej Warszawy, któregoś razu, pod koniec 1980 roku, powiedziała, że dobrze by było coś takiego powołać i u nas. Ja wówczas pracowałem w Zakładowym Domu Kultury Chemik Zakładu Włókien Chemicznych Chemitex-Stilon. Tak to się nazywało (śmiech). Dziś to Miejskie Centrum Kultury, jakby ktoś nie pamiętał. Wówczas byłem szefem działu artystycznego i Marię Przybylak znałem już wcześniej, ponieważ wykorzystywałem jej teksty do wielu programów, jakie realizowaliśmy w Chemiku. Ona miała właśnie tę iskrę Bożą, w jej tekstach było coś więcej, coś takiego, co mają ludzie utalentowani. Zgodziłem się z jej pomysłem. Troszeczkę to trwało, niezbyt długo i w Gorzowie powstało trzecie w Polsce, po Warszawie i Bydgoszczy Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury. Zostało zarejestrowane 31 lipca 1981 roku.

- No to słuszny wiek, skończyliście 40 lat.

- Właśnie minęło 40 lat od chwili naszych urodzin. No i cały czas jesteśmy.

- I to jest fascynujące, bo zmieniło się wszystko, a u was ciągle są ludzie.

- Właśnie na tym to polega. Gdybyśmy niewiele robili, to by wszystko skostniało i nic by już nie działało. Na początku była tylko sekcja literacka, wynik zainteresowań pani Marii Przybylak. Potem wysączkowała plastyczna, bo się okazało, że trochę tych malujących też jest. Następna, co dziwne, była sekcja taneczna. Prowadził ją sam Stanisław Jawor z Poznania wspomagany przez Halinę Zakrzewską. Kolejną była sekcja muzyczna. I tu wyszła pewna ciekawostka.

- Czyli?

- Przecież w latach 80. był boom na kapele rockowe. W tym czasie w Chemiku działało chyba coś ze 13 kapel rockowych. Od poniedziałku do niedzieli włącznie były próby. Całymi popołudniami coś w Chemiku grało. No i aby te kapele w jakiś sposób promować, wymyśliliśmy formułę, że najciekawsza kapela pojedzie na warsztaty. Robiliśmy wewnętrzne przeglądy i oni jechali właśnie na te warsztaty. Mnie chodziło o to, aby ci ludzie otwierali się na inne dyscypliny sztuki. Wychodziło na to, że muzycy rockowi słuchali poezji. Mało tego, dostawali za zadanie stworzenia ilustracji muzycznej do zadanego tekstu poetyckiego. Właśnie na tych warsztatach wyjazdowych wymyśliliśmy wieczory synkretyczne.

- Co się pod tym kryje?

- To było takie interdyscyplinarne spotkanie, gdzie autor mówił najpierw tekst, potem muzycy musieli jakoś to opracować oczywiście bez ostrej rockowej jazdy, ale atrakcyjnie i pod tekst. Chodziło o nauczenie się dialogu z innymi grupami twórców. Potem poeci pisali wiersze związane z jakimiś obrazami, jakimiś tematami. Sekcja filmowa realizowała niewielkie, kilkuminutowe miniaturki filmowe. Chodziło o to, aby pokazać, że okiem kamery można oglądać rzeczywistość inaczej, ciekawiej, artystycznie. Tematem mogło być wszystko, banalna rzecz, obok której przechodzimy codziennie, ale tego nie dostrzegamy. Podobnie zresztą fotograficy. Cały czas robiliśmy coś nowego, ale jednocześnie uczyliśmy się olbrzymiej tolerancji dla innych dyscyplin.

- Skąd takie podejście?

- Bardzo często jest tak, że ktoś uprawia malarstwo i nic poza swoją dziedziną nie widzi. Podobnie jest z muzyką czy literaturą. A myśmy chcieli, aby jedni widzieli drugich, spróbowali zrozumieć. No i nam się to chyba udało. Udało poprzez nasze coroczne warsztaty artystyczne. Wyjeżdżamy poza Gorzów. Mamy czas na różne działania. Wówczas jedni zwyczajnie muszą słuchać drugich. Bardzo często tak było, że w Ośrodku Wypoczynkowym w Lubniewicach, który należał do Stilonu w domkach mieszaliśmy towarzystwo. A to malarzy z poetami, a to poetów z muzykami. Jedni musieli popatrzeć i posłuchać, co robią drudzy. Do dziś tak działamy. W najbliższych planach mamy wyjazd do Długiego. I tam też pomieszamy towarzystwo. Zresztą to towarzystwo lubi się mieszać.

- Ale tu jest jeszcze jedna rzecz intrygująca. 40 lat to kawał czasu. Po drodze zmienił się system polityczny, nastąpił przełom demokratyczny. Wszystkie sztuki się wyzwoliły. Już nie potrzeba papiera, aby być artystą. Każdy może. A RSTK cały czas działa. Jak to robisz?

- My od 1980 roku założyliśmy, że nie trzeba mieć papierów. Musi być talent, przywoływana przeze mnie iskra Boża, chęć do działania. No i praca, jeszcze raz praca i praca. Są ludzie, którym nie dane było ukończyć uczelni artystycznej, a mają to coś. My stwarzamy miejsce dla takich ludzi. My  tu się kształcimy, dzielimy wiedzą, umiejętnościami. Dla tych, którzy chcą RSTK jest odskocznią od problemów dnia, jest miejscem do pogłębiania pasji, uczenia się czegoś nowego, spotykania ludzi, którzy podobnie myślą. Efekty tego, co robimy, pokazujemy w wielu miejscach – szkołach, galeriach, domach kultury, kościołach nawet.  Każde miejsce jest dobre.

- Ja tu widzę jeszcze jedną rzecz. RSTK cały czas działa, cały czas się pokazuje, ale ani ty, ani nikt inny nie utwierdza waszych członków w mniemaniu – jesteś wielkim artystą, co się zdarza w innych stowarzyszeniach.

- Naturalnie, bo przecież tu nie chodzi o to, aby coś budować fałszywego. Każdy ma jakiś talent na swoją miarę. U nas jest miejsce dla każdego. Dla wielkich i niekoniecznie wielkich. Ale jeśli komuś sprawia radość to, że jest u nas, jest z nami, to jest najważniejsze. Oczywiście są i tacy, którzy dążą do perfekcji. Też stwarzamy im przestrzeń i miejsce. Nikogo u nas nie oceniamy, nikomu nie wystawiamy łatek. Należeć może każdy.

- No to gdzie was szukać?

- Naszą siedzibą jest Miejskie Centrum Kultury przy ul. Drzymały i każdy, kto chciałby do nas dołączyć, może nas tam szukać. Oczywiście za ostatni czas odciska się na nas ogólny trend - cyfryzacja, atomizacja. Ale co ciekawe, młodzi ludzie raz po raz do nas się zgłaszają. Może mają dość atomizacji? W każdym razie, nieskromnie muszę powiedzieć, że RSTK jest swego rodzaju ewenementem w skali kraju, a nawet Europy. I od razu zastrzegam, to nie moja opinia, ale różnych specjalistów, których zapraszamy na warsztaty.

- Dziękuję za rozmowę i kolejnych 40 lat życzę.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x