Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Alfreda, Maksymiliana, Selmy , 14 sierpnia 2022

Bardzo chciał wrócić do Gorzowa, baletki zostały do dziś

2022-08-03, Rozmowa tygodnia

Z Mikołajem Kwiatkowskim, aktorem gorzowskiego Teatru Osterwy, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_34216.jpg
Fot. Ze zbiorów Mikołaja Kwiatkowskiego

- Jak się zostaje aktorem?

- Ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie. Wydaje mi się, że trzeba mieć pasję, aby ten zawód wykonywać. Ja swoją historię zacząłem w Studio Teatralnym.

- Tu w Gorzowie, u Krystyny Zienkiewicz?

- Dokładnie tak. I to było po prostu zajęcie jako zajęcie na początek…

- Ile miał pan lat?

- Byłem wtedy w czwartej albo w piątek klasie podstawówki.

- No to jeszcze dziecko.

- No dziecko. I to studio to było tylko po to, aby wypełnić sobie czas. Za bardzo nie rozumiałem tego świata. To, co się tam działo na zajęciach, było dla mnie nie do pojęcia. Absolutnie nie myślałem, żeby pójść dalej taką drogą. Nie przychodziło mi to absolutnie do głowy. Potem studio przeistoczyło się w jako takie miejsce spotkań z przyjaciółmi. I na tym najbardziej mi zależało. Zresztą te więzi zostały do dzisiaj. My mamy ze sobą kontakt. Niektórzy też poszli w stronę aktorską – pracują czy w teatrze, czy w filmie, czy w reklamie. Potem minęło kilka lat, poszedłem do szkoły średniej. Byłem w trzeciej klasie technikum elektrycznego, kiedy coś się takiego stało, że jednak zacząłem się decydować nie na stronę techniczną, ale na kierunek scena. I jednak się udało.

- Czyli podstawówka, elektryk i decyzja, że idę do szkoły teatralnej?

- Tak. Zapadła taka decyzja. Zdecydowałem się na Policealne Studium Aktorskie im. Aleksandra Seweruka w Olsztynie przy Teatrze imienia Stefana Jaracza. To było czteroletnie studium. Przez trzy lata mieliśmy przygotowanie do zawodu – szermierka, taniec współczesny, jazz, balet nawet….

- Chyba nie chce mi pan powiedzieć, że pomykał pan w rajstopkach i baletkach po lustrzanej sali?

- Oczywiście, przy drążku. Baletki mam zresztą do dziś (śmiech). Nie zakładam ich, ale trzymam jako swoiste trofeum. Bo do tańca jakoś się specjalnie nie rwę. Ale poznawanie różnych technik tańca było mi rzeczywiście dane. Poza tym jeszcze emisja głosu, proza, wiersz, dykcja, bardzo dużo różnych zajęć ruchowych.

- Minęły te cztery lata szkoły teatralnej i wrócił pan do Gorzowa. Jak to się stało?

- Trzeba było myśleć, co dalej i gdzie. Niektórzy od razu wiedzieli, że pójdą do filmu, czyli Warszawa, chodzenie po castingach. Nie mówię, że też mnie tam nie ma, bo jednak kiedy mi się udaje, to staram się też pojechać i wziąć udział w castingu.

- Ale to w tym zawodzie jest chyba normalne?

- Tak, oczywiście. To normalna droga zawodowa. Zresztą staram się o tym myśleć, bo granie w teatrze, a gra w serialu, filmie czy reklamie to są całkowicie inne światy. Jak jadę na casting czy jak biorę udział w jakimś ciekawym przesłuchaniu, muszę pamiętać, żeby nie grać jak w teatrze.

- Czyli?

- Dostałem kiedyś taką wskazówkę na planie, że nie jesteśmy w ostatnim rzędzie w teatrze i emisja głosu nie musi być teatralna?

- Ale jak pan trafił do Gorzowa?

- Podczas studiów przyjeżdżałem tutaj na święta, w czasie wolnym. Kiedyś poszedłem do dyrektora Jana Tomaszewicza aby zgłosić, że kończę studia. Zaprosiłem na nasze dyplomowe premiery. Pan dyrektor przyjechał, obejrzał nasze dyplomy. I tak dostałem tutaj pracę.

- Jak się wróciło na tę scenę po latach, już jako zawodowy aktor, z papierem?

- Bardzo chciałem tutaj wrócić. Bałem się tego, że jak wrócę, to będą mnie tu traktować jak poprzednio. Ale przez te cztery lata studiów trochę się jednak zmieniło. I tu, ale i w mojej głowie. Zyskałem jakieś doświadczenia życiowe. Ale szczerze, cieszyłem się, że mogłem wrócić do tych osób, z którymi miałem zajęcia, albo oglądałem tych ludzi na scenie. To było wielkie, ważne przeżycie, że jest się częścią tej rodziny, którą tworzą ludzie stąd. I myślę, że mi się jakoś udało wejść w to środowisko. Co prawda nie było to łatwe. Bo trzeba było wejść w spektakle.

- W czym pan zaczynał jako zawodowy aktor?

- To był New Year’s Day Piotra Rowickiego w reżyserii Joanny Zdrady. To była ciekawa przygoda. Trzeba było trochę pogrzebać w Internecie, w książkach, posłuchać ludzi, o co chodziło w PRL, bo przecież to nie było moje doświadczenie. A to, co do tej pory znałem z książek, czy z lekcji, to było za mało. Ja potrzebowałem wyjaśnień do różnych określeń, które padały na scenie. No i od tej premiery tak naprawdę się zaczęło. Potem było Wesele Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Agaty Biziuk, potem Stopklatka w reżyserii Aliny Moś-Kerger, potem Hamlet i tak dalej, i tak dalej. W tym roku naliczyłem ponad 20 premier. Sześć lat pracy i już tyle premier.

- Ostatnia premiera pod tytułem Piękna i Bestia i wszyscy oszaleli na punkcie Bestii…

- (śmiech) Lubię tę postać. Nawet mimo tego, że wszyscy mnie znają jako gościa, który jest spokojny, można się z nim dogadać, to jednak coś tam się w nim ukrywa. Bo przecież w każdym z nas jest jakiś potwór. Lepiej tego potwora nie wypuszczać, ale jak kiedyś ktoś powiedział – gdybyśmy wszyscy byli dobrzy i byłby tylko pokój, to doszłoby do jeszcze większej wojny i nie wiadomo, co by się działo.

- Nie bez kozery mówię o Pięknej i Bestii, bo to był drugi spektakl dla dzieci w tym samym stylu. Mam na myśli też Opowieść wigilijną. I oba gromadzą publiczność. Ludzie lubią taki teatr. Czy wam, aktorom sprawia satysfakcję to, że widzowie chcą was w czymś takim oglądać?

- Tak. Oczywiście. My się na początku baliśmy Pięknej i Bestii.

- Bo Disney.

- Tak, dokładnie, bo Disney, bo wszyscy się będą spodziewać Imbryka i Spodeczka, że będzie Świecznik. Ja wówczas mówiłem – musicie uważać, bo tak nie będzie. Andrzej Ozga, scenarzysta i jednocześnie reżyser napisał swoją adaptację tekstu literackiego. Napisał swój pomysł na tę baśń i wyszło. Miało być śmiesznie, strasznie, wzruszająco. Na nas działało to podczas prób. Baliśmy się tylko o dzieci.

- Ale dzieci lubią się bać.

- Lubią się bać. Prawda. Ale ja chciałem bardzo, żeby wszyscy widzowie, wszystkie dzieci zostały do końca spektaklu. Bo na początku się bały. Zakrywały sobie oczy, odwracały się od sceny. Siadały przy opiekunkach. Miałem w głowie pytanie – co ja tym dzieciom robię? Ale na końcu – w przecież cały świat zna Piękną i Bestię – niektóre dzieci krzyczały, nawet niektóre płakały. I to jest niezwykłe. Bo daję się ponieść tej historii, która jest na początku straszna, a potem jednak dobra.

- Aktorstwo to nie jest łatwy zawód. Ciągle coś trzeba. Trzeba coś zmieniać, kombinować, trzeba się przebierać.

- Ja nie mam z tym problemu. Tylko w Opowieści wigilijnej miałem jedenaście przebiórek. W trakcie spektaklu wbiegałem do garderoby, szybko się przebierałem i powrót w kulisy i na scenę. To trwało minutki. Zresztą można zauważyć, że u Andrzeja Ozgi co chwila ktoś jest kimś innym. Plany się zmieniają. Podobnie zresztą w Ani z Zielonego Wzgórza. Tam też wszyscy co chwilę się przebierali.

- Pana wymarzona rola?

- Ciężko jest tak jednoznacznie powiedzieć…

- Hamlet…

- (śmiech) Hamlet… Każdy by powiedział, że to właśnie Hamlet. Ja kiedyś myślałem o roli Myszkina w Idiocie Fiodora Dostojewskiego. Nie wiem, czy aktualnie nadal by tak było. Trochę się okoliczności zmieniły, ale pamiętam, że jak czytałem Idiotę, to myślałem o Myszkinie.

- Ale chory psychicznie książę Myszkin?

- Powtórzę, że nie wiem, jakby to teraz było, ale. Myślałem też o roli Wolfganga Amadeusza Mozarta, ale jestem niestety za wysoki. Lubię charakterystyczne postaci. Takie, w których można sobie fajnie poszukać nawet drugiego świata.

- Iskierka szaleństwa pana kręci?

- Tak, zdecydowanie tak.

- Wyjedzie pan z Gorzowa?

- Nie wykluczam, ale to musiałaby być naprawdę super atrakcyjna oferta.

- Dzięki za rozmowę i życzę panu tych szalonych postaci.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x