Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Książki przeczytane... »
Macieja, Boguty, Bogusza , 24 lutego 2024

W thrillerze nie ma miejsca na sentymentalne obrazki

2023-07-14, Książki przeczytane...

Z Gretą Drawską (pseudonim literacki Małgorzaty Hayles), autorką ,,Czerwonych oleandrów'', rozmawia Renata Ochwat

Fot. Archiwum prywatne Małgorzaty Hayles
Fot. Archiwum prywatne Małgorzaty Hayles

- Małgorzata Hayles czy Greta Drawska?

- W kontekście powieści zdecydowanie Greta Drawska. Nie był to do końca mój pomysł, ale się do niego przywiązałam. I nawet się lepiej czuję, bo się odrobinę chowam za tym pseudonimem.

- A Greta Drawska wzięła się z tego, że najpierw był tryptyk drawski?

- Tak, zdecydowanie. Wszystko zaczęło się od tego, że na Pojezierzu Drawskim odnalazłam swoje miejsce na ziemi. Stąd i pseudonim, ale i trylogia.

- To jakim cudem Greta Drawska zawędrowała do Świebodzina i nad jezioro Niesłysz?

- Pochodzę ze Świebodzina. Tam się urodziłam, tam spędziłam pierwsze 19 lat mojego życia. Ponieważ debiutowałam już jakiś czas temu, jeszcze pod nazwiskiem Hayles, wiele osób ze Świebodzina pytało mnie: a kiedy będzie nasza książka? Kiedy z jakąś akcją zawędruję właśnie tu. No i zdecydowałam, że z tymi czerwonymi oleandrami to jest ten właściwy moment.

- Jak się zaczęła pani przygoda z literaturą?

- Jestem przypadkiem klasycznym i nieuleczalnym, tak przynajmniej uważam, bo piszę od zawsze. Moje pierwsze teksty powstały, jak miałam sześć lat (śmiech). Oczywiście bardzo długa jest droga od pisania dla siebie do publikacji. Na początku pisałam wiersze. I nawet teraz, gdy ktoś z początkujących pisarzy pyta mnie o wskazówki, radzę zaczynać od czytania i pisania poezji, bo to uwrażliwia na język i uczy dyscypliny słowa. Moje wiersze pierwotnie były drukowane na jednym z portali poświęconych poezji. Dopiero potem powstała pierwsza powieść. Debiutowałam powieścią „Tymczasowa” właśnie pod nazwiskiem Hayles. Potem pojawiła się Drawska, którą pokochali czytelnicy, bo nie ukrywajmy, łatwiej jest zapamiętać Drawską i jest to bardziej spójne. Jestem polską pisarką, piszę w Polsce i tu umieszczam akcję swoich powieści.

- Wróćmy zatem do „Czerwonych oleandrów”. Niezmiernie trudno jest pisać o własnych stronach bez jakiegoś taniego sentymentu, czy patosu. A w najnowszej powieści jezioro Niesłysz, willa, gdzie się akcja dzieje, to miejsce ważne, ale znienawidzone przez główną bohaterkę.

- Bo to nie jest ten gatunek. Jeśli kiedyś napiszę powieść obyczajową, z wątkami romantycznymi, troszkę lżejszą, i wrócę w okolice Świebodzina, to na pewno będzie cieplej i bardziej sentymentalnie. Jednak „Czerwone oleandry” to thriller z elementami kryminału, więc budowanie mrocznego klimatu obowiązuje od początku. I dlatego, mimo sympatii do Świebodzina, do jeziora Niesłysz, nie ma tam miejsca na takie sentymenty.

- Napisała pani thriller z dość przewrotnie poprowadzonym wątkiem kryminalnym. Przyznam, że ja długo byłam wkręcona w romans głównego bohatera nie z tą osobą, z którą on rzeczywiście romansuje i w konsekwencji ginie. Jak pani to zrobiła?

- Tajemnica warsztatu pisarskiego (śmiech).

- Jak pani rodzice, rodzeństwo i znajomi ze Świebodzina przyjęli tę powieść?

- Z jednej strony przyjęli tak jak ja, że jest to powrót do kraju lat dzieciństwa. Przyznam, że niecierpliwie czekałam i nadal czekam na opinie czytelników z regionu. Ale na razie oddycham z ulgą, bo dochodzą mnie głosy, że powieść jest bardzo dobrze przyjmowana. Nikt się nie poczuł urażony tym, że akcja mroczniejszej powieści toczy się nad popularnym niezmiernie jeziorem.

- To, że ta powieść wciąga, wiem od czytelników, do których dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ska trafiły pani książki. A jest to rzecz trudna do osiągnięcia na współczesnym rynku, który jest nasycony kryminałami. Jak pani wpadła na tę intrygę?

 Zaczęło się od oleandrów, które chciałam mieć w tytule. W ten sposób pracuję. Czasem latami odkładam obrazy, wątki, tropy, w nazwijmy to mentalnej szufladzie. A wszystko zaczęło się od powieści Janet Fitch „Biały oleander” i jej adaptacji filmowej ze znakomitą Michelle Pfeiffer w roli głównej. Kiedy więc przyszedł moment pisania tej powieści, wiedziałam, że po pierwsze chcę wrócić w rodzinne strony, a po drugie chcę w niej umieścić motyw tych pięknych, ale toksycznych kwiatów. Są czerwone, bo to kolor krwi i buzujących  w bohaterach emocji. Oczywiście moja opowieść jest zupełnie inna, aniżeli amerykańska. Dziś powieści konkurują nie tylko z innymi dostępnymi na rynku, ale też z platformami streamingowymi typu Netflix które zagospodarowują nasz krótki czas przeznaczony na rozrywkę. Dobrze jest więc, gdy powieść jest plastyczna i przemawia również na poziomie obrazu, oferuje czytelny motyw przewodni. Dzięki temu łatwiej jest przeżyć tę powieść na wielu poziomach, bo to nie tylko historia o tym „kto zabił”, ale też o trudnych relacjach, tęsknocie i zdradzie, nie tylko małżeńskiej. Tym jest dla mnie. Tak naprawdę, to czytelnicy opowiadają mi o tym, o czym jest ta powieść. Filtrują ją przez swoje doświadczenia życiowe i czytelnicze

- Ja do chwili lektury pani książki nie wiedziałam, że oleandry są trujące.

- Wiele osób nie wie, że te piękna kwiaty są trujące. Mało tego, jest sporo ludzi, którzy tych kwiatów nie znało, a ci, co znali, to nie mieli świadomości tego, jak bardzo są toksyczne.

- Jak będzie pani pisała kolejną książkę ze Świebodzinem w tle to czy jest szansa, że pojawi się tam i Gorzów?

- Koniecznie. Cieszy mnie zresztą takie ciepłe przyjęcie w regionie. Mam zaproszenia na spotkania autorskie w Zielonej Górze, w Świebodzinie. Nie ukrywam, że to pomaga promocji powieści, ale i regionu. Znakomicie jest, kiedy to ze sobą współgra.

- Zatem czekamy i dzięki za rozmowę.

Renata Ochwat

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x