Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Przeczytane książki »
Gustawa, Kariny, Stefana , 2 sierpnia 2021

Na piechotę śladami dziadka, którego nie znał

2021-07-16, Przeczytane książki

Ile trzeba mieć w sobie zaparcia, aby zdecydować – idę. Idę i będę patrzył, co mógłby zobaczyć mój dziadek. To właśnie uczynił Wolfgang Büsher.

medium_news_header_30912.jpg

Na tę książkę, czyli „Berlin Moskwa. Podróż na piechotę” trafiłam tak, jak na wiele innych. Po prostu miała w tytule Berlin. A ponieważ od jakiegoś pokaźnego czasu mam fisia na punkcie Berlina, więc czytam, co mi w ręce wpadnie. Tak też wpadła i ta książka.

„Od lat nikt w Niemczech nie pisał takiej prozy” - pisał wielki niemiecki reżyser Werner Herzog, który sam kiedyś wyruszył na piechotę z Monachium do Francji.

Napisał tak o książce, która powstała w taki oto sposób. Otóż w swoje 50. urodziny niemiecki dziennikarz Wolfgang Büscher zafundował sobie marsz do Moskwy. Włożył wojskowe spodnie, wygodne buty i w 82 dni przeszedł 2,5 tys. km śladami dziadka, który w czasie wojny zginął gdzieś na tym szlaku. Trzy miesiące marszu, prawie trzy tysiące kilometrów, trzy miesiące pisania, trzy miesiące samotności. Trzy miesiące myślenia przez pryzmat też i nigdy niepoznanego dziadka, żołnierza Wehrmachtu.

Niezwykłe już jest to, że autor wyrusza z Berlina. Musi w pierwszym podejściu pokonać kawał niemieckiej stolicy, nim wyjdzie na drogę do Munchenbergu, potem Sellow. Idzie pod prąd tej drogi, jaką w 1945 roku pokonywała Armia Czerwona. Idzie po drodze, którą gorzowianie bardzo dobrze znają. Tyle tylko, że nieliczni wiedzą, iż to tak zwana Aleja Wisielców. Nazwana tak, ponieważ tu na drzewach rosnących do dziś wieszano maruderów niemieckiej armii, tych, którzy już nie chcieli się bić za Tysiącletnią Trzecią Rzeszę, bo do do domu mieli tylko coś z 50 km. Idzie dalej i trafia do Kostrzyna – tu cudny opis Twierdzy. Znajduje nocleg, potem rusza w dalszą drogę przez Słońsk i Krzeszyce, mija Skwierzynę i w końcu dochodzi do Gorzynia, gdzie była granica między Rzeszą a Polską i gdzie Rosjanie ustawili tablicę z wszystko mówiącym napisem – Wot to ona, proklataja Giermania – Oto one, przeklęte Niemcy. Dla czerwonoarmistów znak, że już można bezkarnie mordować, gwałcić i rabować.

Ale Wolfgang Büsher się nie zatrzymuje, idzie dalej. Ciągle pieszo, ciągle w tych samych butach, ciągle sam, ale co i rusz spotyka ciekawych ludzi. Niezwykły to pamiętnik z drogi, bo inaczej się widzi świat, kiedy się idzie pieszo.

Dla mnie najbardziej intrygujący okazał się oczywiście niewielki passus poświęcony naszemu regionowi. Nie wypada on jakoś nadmiernie intrygująco, ale jest i choćby tylko dla tego fragmentu warto po tę książkę sięgnąć.

Pamiętnik obsypany nagrodami stał się popularny w całej Europie. Nie ma następców jednak. Nikt po niemieckim dziennikarzu nie wybrał się w te drogę, choć przyznam, mnie pociąga ona coraz bardziej. Wyjść z Aleksander – przejść się Frankfurter Allee , czyli drogą nr 1, aż do Kostrzyna…. Kto wie, może za jakiś czas. Perspektywa kusząca, zwłaszcza kiedy się przeczytało tak fascynujący i w gruncie rzeczy tak przyjazny nam Polakom pamiętnik z podróży z jednej stolicy do drugiej stolicy.

Renata Ochwat

Wolfgang Büsher, Berlin Moskwa podróż na piechotę, Wydawnictwo Czarne, Poza serią, tłumaczenie Renata Makarska, ISBN:838975508-4, s. 288.

 

X

Napisz do nas!

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x