Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » O tym się mówi »
Łukasza, Kai, Nastazji , 22 kwietnia 2024

Jak się żyje w Gorzowie, ale nie... Wielkopolskim

2023-11-21, O tym się mówi

Pojechałem 500 km, żeby to sprawdzić! – pisze Krzysztof Korsak, przed laty dziennikarz Gazety Lubuskiej, obecnie wykładowca i współwłaściciel Smacznej Diety.

medium_news_header_38599.jpg
Fot. Krzysztof Korsak

Mój rodzinny Gorzów Wielkopolski to nie jedyny Gorzów w Polsce. Doszukałem się jeszcze Gorzowa Śląskiego i po prostu Gorzowa. No i z tego mojego ruszyłem do tego bez dodatku w nazwie...

- A ja z Zielonej Góry pochodzę! - zaskoczył mnie po przyjeździe Damian, bo i On, i ja wiemy, że GW i ZG to dwie stolice województwa lubuskiego, które i się czubią, i się lubią.

- I teraz mieszkasz tu w Gorzowie? - upewniam się.

- Tak.

- Ale numer!

- Znajomi z Zielonej dotąd się lekko ze mnie podśmiechują - puszcza oko.

- Za kobietą przyjechałeś? - zgaduję.

- Zgadza się.

A po kiego ja tu przyjechałem? Już wyjaśniam...

Kilkanaście lat temu pracowałem jako dziennikarz. I wymyśliłem sobie, że znajdę w Polsce inny Gorzów, a później pojadę sprawdzić, jak się tam żyje. No i zrobiłem to dopiero teraz! I akurat teraz w Gorzowie Wielkopolskim na nowo rozgorzała dyskusja, czy aby nie wypier... wyje... usunąć drugi człon nazwy. Przypadek? Tak sądzę!

Gotowi na podróż? No to dawajcie za mną!

Wjeżdżam do Gorzowa, a tu nie ma ani bulwaru, ani katedry, ani tramwajów. Dominanty też nie ma, choć niektórzy mogliby powiedzieć, że to akurat dobrze. „A co jest?” - moglibyście zapytać. „No kościół, szkoła, stadion...” - mógłbym zacząć wymieniać. „My się nie pytamy, co jest, tylko co jest, że bulwaru, katedry i tramwajów nie ma?” - moglibyście wyjaśnić pytanie i przy okazji mnie.

No to już mówię, co jest...

To jest, że ten Gorzów leżący niedaleko Oświęcimia w Małopolsce to nie miasto, a wieś. W Gorzowie Wielkopolskim żyje coś koło 120 000 osób, a tu... 1 800. Przyznam się bez bicia, że przed przyjazdem myślałem, że tu psy dupami szczekają, a się okazało, że nie tylko szczekają normalnie, pyskami, ale też mają nawet tutaj swojego... fryzjera dla psów! Mało tego, właściciele tych psów nie mieszkają w lepiankach, a mają piękne domy (niektóre są wypasione jak z okładek magazynu „Murator”!), są tu aż dwie rzeki Wisła i Przemsza, a jak gdzieś rosną tuje, to są przycięte równo jak na przyjazd prezydenta, bo przecież nie na... mój! Przepraszam, Gorzowie, że w Ciebie wątpiłem!

To może teraz zagadajmy trochę ludzi, co?

Poznajcie wesołą fryzjerkę Ewelinę ze Stacji Piękności przy... stacji kolejowej (bo w Gorzowie nawet pociągi jeżdżą!), która mówi, że miejscowi gorzowianie żyją blisko z mieszkańcami sąsiedniej wsi o nazwie Bobrek i często z tych znajomości to nawet śluby są.

Poznajcie Barbarę ze sklepu, która obdarowała mnie przysmakiem gorzowian, czyli „kilometrowym eklerem” (bo ogromny jest!). Poznajcie energetyczną Kaśkę, która poza tym, że mówi, że tego eklera to je na raz, to jeszcze opowiada, że jak w szkole średniej w pobliskim Oświęcimiu pytali się ją, skąd jest, a to odpowiadała, że z Gorzowa, to dopytywano ją, czy z Wielkopolskiego.

Poznajcie proboszcza Stanisława, który zna prawie wszystkich. Poznajcie Grzegorza, który mieszka tu od urodzenia i pamięta czasy jak to były tereny rolnicze i hodowlane, a teraz to nawet jednej krowy we wsi nie ma. I tak zagadałem chyba z 50 mieszkańców...

- Jak się żyje w Gorzowie? - pytałem.

- Dobrze, spokojnie, wszędzie jest blisko - odpowiadali niemal wszyscy, choć raz usłyszałem też tekst, że „byle jak, czyli jak wszędzie”.

I wszędzie znajdą się osoby, które więcej czasu spędzają na szukaniu minusów, ale wszędzie są też tacy skupiający się na plusach. Ja staram się być w drugiej grupie. I wtedy wydaje mi się też, że podobnych do mnie jest zdecydowana większość. Dlatego warto robić swoje i otaczać się swoimi. Czy to w Gorzowie, czy to w Gorzowie Wielkopolskim, czy gdziekolwiek indziej.

- Kojarzycie Gorzów Wielkopolski? - pytałem dalej.

- No pewnie! - odpowiadali praktycznie wszyscy.

- Byliście kiedyś?

- Przejazdem nad morze - odpowiadali niektórzy.

- A wiecie, w którym miejscu leży?

- Nooo, gdzieś w Wielkopolsce - mówiła większość i była zdziwiona, że nie.

- A z czym wam się kojarzy?

- (cisza) - milczeli niemal wszyscy.

No właśnie. Mój rodzinny Gorzów Wielkopolski ma wspaniałych mieszkańców (wielu stara się jak może, żeby to miejsce kwitło!), a także choćby kilkanaście pięknych parków czy klimatyczny bulwar nad Wartą, ale brakuje nam jakiegoś... wyróżnika. Dlatego w mojej ocenie lepiej nie wydawać pieniędzy miasta na wiele zwykłych rzeczy, a skoncentrować się na jednej niezwykłej, żeby nawet w Gorzowie kojarzyli z czegoś Gorzów Wielkopolski.

- A ja kojarzę z gry Monopoly! - wykrzyknął Tymek z 6 klasy, bo wbiłem także do miejscowej podstawówki, no i właśnie ten Tymek był w sumie jedynym kojarzącym z czegoś moje rodzinne miasto.

- A jak wam się tu żyje? - zapytałem pozostałe dzieciaki.

- Każdy się tu zna, więc jak coś narozrabiam, to wszyscy wiedzą - śmieje się Wiktor.

- Małe miejsce, ale się rozwija, nawet Żabkę otworzyli - mówi Emilka.

- A w lesie można poskakać na rowerach! - dodaje Piotrek.

Jedne dzieci chcą zostać w Gorzowie, inne wyjechać. Emilka pragnie zostać aktorką, Piotrek marzy o grze w reprezentacji w piłkę ręczną. No to na szybko postarałem się im pomóc małym wykładem charytatywnym. I tak mówiłem m.in. o tym, że jak przez 2 minuty będą skrolować swoje smartfony, to przelecą ze 100 kolorowych memów i obrazków kotów, przez co mózg dostanie takie pierdzielnięcie bodźców, że później ciężko im będzie wytrzymać 2 minuty na jednej zwykłej stronie książki, a co za tym idzie, ciężko będzie im te marzenia spełniać.

- Dziękujemy! - przybili mi piątki uczniowie.

Dzieci, ale też dorośli, dostawali ode mnie pamiątki z Gorzowa Wielkopolskiego: długopisy „GORZÓW #StądJestem” i breloczki w kształcie kaset magnetofonowych (dzięki za to dla Marta, Bartłomiej i ekipy z Gorzów). A sołtys Marek to jeszcze koszulkę dostał.

- Kiedyś mnóstwo ludzi stąd pracowało w okolicznych kopalniach i zakładach obuwia Bata w pobliskim Chełmku - przybliża historię mieszkańców sołtys, dziękuje za prezenty i znika do drugiej pracy.

Ja też znikam. Do zobaczenia, Gorzowie!

A może nie będę musiał już jeździć 500 km, żeby znaleźć się w Gorzowie, bo... z tego mojego zniknie końcówka i będę miał Gorzów na miejscu. Ale chyba ważniejsze niż te końcówki jest to, żebyśmy byli dla siebie życzliwi. I właśnie z życzliwością spotkałem się w Gorzowie, ale też spotykam się na co dzień w tym moim rodzinnym Gorzowie Wielkopolskim...

Koniec.

Krzysztof Korsak

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x