Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Pod rozwagę - Augustyn Wiernicki »
Geraldy, Honoriusza, Wery, 30 września 2022

Pod rozwagę: 40 rocznica wprowadzenia stanu wojennego

2021-12-12, Pod rozwagę - Augustyn Wiernicki

W nocy 13 grudnia 1981 r., wprowadzono stan wojenny na terenie całej Polski.

medium_news_header_32238.jpg
Archiwum Muzeum Lubuskiego w Gorzowie Fot. Ireneusz Grzegolec

Był to wniosek Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego – pozakonstytucyjnej nielegalnej junty wojskowej przeciwko Solidarności – który to organ przejął wówczas administrowanie Polską ponad władzami państwa. Wprowadzenie stanu wojennego dekretem Rady Państwa PRL było niezgodne z Konstytucją PRL, a wszystkie decyzje z niego wynikające były i są nielegalne. Za rządów WRON półki w sklepach były puste, dyżurowały na nich ocet i musztarda; za innymi artykułami stało się wtedy w długich kolejkach, a żywność była na kartki.

W tym dniu byłem na zebraniu założycielskim koła NSZZ Rolników „Solidarność Wiejska” w Rąpicach k. Cybinki. W społeczeństwie panował niepokój, a w szeregach aparatu partyjnego PZPR wyczuwało się oczekiwanie jakiejś ofensywy władzy. Sekretarz PZPR w Kombinacie Rolnym w Lubniewicach powiedział mi wówczas: „Lada moment zrobimy z reakcją porządek”. Widocznie coś już wiedział: był uzbrojony, a spod marynarki wystawał mu pistolet. „Solidarność ma plan mordowania członków PZPR, działają już takie grupy” – mówił sekretarz. Rozpowiadano, że na naszym terenie taką grupą kieruje Jan Hańbicki z Lubiechni Wielkiej. Hańbickiego szybko aresztowano i uwięziono go w celi piwnicznej SB – w pałacyku przy ul. Kosynierów Gdyńskich w Gorzowie. Był on działaczem podziemia antykomunistycznego, ale co do mordowania komunistów, to było perfidne kłamstwo obliczone na sianie strachu w komunistycznych szeregach oraz nienawiści do Solidarności. Hańbickiego oskarżono fałszywie, osadzono go w więzieniu i zniszczono mu życie: pozbawiono go nauki w szkole, skazano na bezrobocie.

Na podstawie takich kłamstw władze komunistyczne przystąpiły do mobilizacji własnych szeregów, a działaczom PZPR rozdano kilkadziesiąt tysięcy sztuk broni i polecono im organizowanie się w oddziałach samoobrony. Wykorzystano stan wojenny do rozpoczęcia wielkiej czystki w administracji państwowej: zwolniono wtedy setki dyrektorów szkół, kilkudziesięciu rektorów i dziekanów wyższych uczelni; wyrzucono ponad 200 tys. osób „niepewnych ideologicznie”. Ostatni rozdział walki o niepodległość rozegrał się dzięki wyborowi na Stolicę Piotrową polskiego kardynała Karola Wojtyły – Ojca Świętego Jana Pawła II. Na placu Zwycięstwa w Warszawie w 1979 r. wypowiedział słynne i zapalające rodaków słowa: „Niech stąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!”, a także w 1978 r.: „Nie lękajcie się! […]”. Uuruchomiona została energia wielkiej robotniczej Solidarności, która w 1980 r. powstała w Stoczni Gdańskiej i która następnie objęła większość zakładów Trójmiasta oraz przeniosła się na wszystkie polskie zakłady. 30 sierpnia 1980 r. w Szczecinie, 31 sierpnia w Gdańsku, a 3 września w Jastrzębiu podpisano z władzą porozumienie tzw. 21 postulatów, w tym powstania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Tak się zaczęła droga do ustrojowych zmian. Pierwszym przewodniczącym Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” w Gorzowie Wlkp. był Edward Borowski, wybrany 25 kwietnia 1981 r. na I Walnym Zjeździe Delegatów Regionu Gorzowskiego, w klubie Chemik. Zjazd poprzedzono mszą św. odprawioną przez ks. Witolda Andrzejewskiego, podczas której poświęcono sztandar zaprojektowany przez Jana Korcza i Jerzego Klincewicza.

1 maja 1981 r. po raz pierwszy w Gorzowie Wlkp. nie odbył się pochód pierwszomajowy. Międzyzakładowy komitet zorganizował w tym dniu mszę św. przy tzw. Schodach Donikąd, koncelebrowaną przez ks. Jerzego Płóciennika oraz ks. W. Andrzejewskiego z udziałem 11 tys. osób. Towarzyszyła temu orkiestra dęta ZWCh Stilon, a aktorzy Teatru im. Juliusza Osterwy recytowali wiersze m.in. Zygmunta Krasińskiego i Juliana Tuwima.

Solidarność liczyła w tamtym czasie ok. 10 milionów członków i nikomu nie przyszłoby do głowy, że komuna może zaatakować tak zorganizowane społeczeństwo. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. aparat komunistyczny wyprowadził jednak czołgi i wojsko przeciw społeczeństwu. Wieczorem 12 grudnia członkowie Komisji Krajowej „Solidarność” kończyli obrady i się nie spodziewali, że większość z nich zaraz utraci wolność. Na obradach KK w Gdańsku z Gorzowa byli E. Borowski i A. Konsik. Wielu gorzowskich działaczy przebywało w tym czasie we Wrocławiu na zjeździe demokratycznym na Politechnice Wrocławskiej. Byli tam Zbigniew Bełz, Stanisław Żytkowski, Ryszard Sawicki, Adam Opiel, Irena Ptaszek, Marek Koliński i Ryszard Kotarski, który wymienia Jerzego Wierchowicza, Jerzego Synowca oraz Danutę Iżykowską. Część gorzowskich związkowców w tym czasie przebywała w Zarządzie Regionu: J. Gospodarek, F. Konaszewicz, J. Klincewicz, J. Bozacki, Z. Wyszyński oraz M. Huczkar (wg Dariusza A. Rymara, w: NSZZ Solidarność w Regionie Gorzów Wlkp. w latach 1980-1982). UB i milicja ok. północy zajęły Zarząd Regionu. Zaczęły się przesłuchania, rewizja, rekwirowanie dokumentów, niszczenie urządzeń poligraficznych... Był to istny horror, a cała akcja zakończyła się o trzeciej nad ranem. Wszystkich zawieziono potem na „dołek” przy ul. Kosynierów Gdyńskich. Na drugi dzień, 13 grudnia, do Zarządu Regionu przyszedł drukarz Andrzej Majewski, żeby ratować sprzęt drukarski. Zdarł milicyjne plomby i jak mówi, zastał tam wszystko zniszczone. Zaczęły się łapanki i internowanie. Do domów przychodziło trzech – czterech funkcjonariuszy; mieli gotowe listy i zabierali do „suki” policyjnej, a później do zakładów karnych. Jerzego Klincewicza jako pierwszego internowali do Zakładu Karnego w Wawrowie. IPN podaje, że w regionie gorzowskim było 57 zatrzymanych w nocy z 12 na 13 grudnia. Niektórym udało się ukryć i uciec, jak np. Jerzemu Wandeltowi, który natychmiast spotkał się z ks. Jerzym Płuciennikiem w celu omówienia pomocy uwięzionym. Główny punkt pomocy organizował ks. Witold Andrzejewski, do pomocy któremu jako pierwsza przyszły żona Jerzego Klincewicza oraz Grażyna Pytlak. 20 grudnia SB dokonała najścia na dom Bozackich. Byli tam działacze Solidarności – Majka Basikiewicz oraz drukarze Stanisław Jakubowski i Andrzej Majewski. Internowano też  Stefanię Hejmanowską, Grażynę Pytlak, Annę Szlachciuk oraz Danutę Iżykowską i Marię Tężycką, a następnie m.in. Teresę Klimek i Annę Marczyk.

Mam w  pamięci dzień 12 grudnia 1981 r. Około godz. 22.30 do drzwi mojego służbowego mieszkania ktoś mocno załomotał. Ze zdziwieniem z żoną ujrzeliśmy lekarza z Krosna Odrzańskiego, Janusza C., naszego serdecznego przyjaciela. Przywiózł go żołnierz wojskowym gazikiem, aby mógł mnie ostrzec. Janusz mi powiedział: „Zgaś światło i dwa dni nie wychodź z domu”. I dodał jeszcze: „Z dowódcą Wojsk Ochrony Pogranicza w Krośnie Odrzańskim siedziałem w jego gabinecie przy lampce koniaku. Dowódca wskazał leżące na stole teczki oznaczone nazwiskami i powiedział: »Za chwilę wykonam tajny rozkaz. Popatrz, czy kogoś z tych ludzi znasz«. Przeglądnąłem nazwiska i jedno było mi znane. Dowódca  pozwolił mi zajrzeć do teczki prezesa Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu z Cybinki Augustyna Wiernickiego. Powiedział: »Weź mojego kierowcę z gazikiem i jedź powiadomić go, niech dwa dni nie pokazuje się w pracy i w mieście. Jego mieszkanie będzie obserwowane. Ma być zamknięte na głucho, a ja o nim po prostu zapomnę«”. Z tego wynika, że znał już wcześniej rozkaz gen. Jaruzelskiego wprowadzający stan wojenny. O godz. 6.00 radio podało wystąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który ogłosił stan wojenny dla całej Polski. Przed moim domem wcześnie rano pojawiła się zielona nysa, a w niej dwóch smętnych panów, chyba z Służby Bezpieczeństwa. W południe zabrali się i odjechali. Telefony były wyłączone i żadnej z nikim łączności. Boczną drogą poszedłem jednak do pracy. Szukali mnie już pracownicy, bo nie wiedzieli, co mają robić. W moim gabinecie siedziało dwóch komisarzy wojskowych, młodych oficerów z WOP w Krośnie Odrzańskim, w randze porucznika i kapitana. Poczułem się niepewnie i nieprzygotowany na areszt... Oficerowie ci zameldowali, że przejmują nadzór nad zakładem pracy. Wszystkie decyzje mam odtąd konsultować z nimi. Wiedziałem, że to już koniec mojej 10-letniej dyrektorskiej przygody... Wiceprezesów poinformowałem, że mam wizytę w klinice w Szczecinie, a oni pod nadzorem wojska przejmą zarządzanie firmą. Z mocy Dekretu o stanie wojennym dostałem specjalną przepustkę do poruszania się służbowo po Polsce; byłem prezesem dużej firmy, na której ciążył obowiązek zaopatrywania m.in. w żywność części województwa zielonogórskiego. Pojechałem do kliniki i uzyskałem tam zwolnienie lekarskie. Było ono jednak niewiele warte, ponieważ wszystkie przepisy zostały w tamtym czasie zawieszone, a obowiązywał tylko Dekret o stanie wojennym oraz rozkazy komisarzy wojskowych. Miejski I sekretarz PZPR dowiedział się, że mnie nie aresztowano, więc się postarał, aby w trybie pilnym zwolniono mnie z pracy na mocy Dekretu z przyczyn politycznych.

I tak pod przymusem z żoną oraz kilkumiesięcznym synem Jackiem zaczęliśmy nowe życie w Gorzowie w warunkach braku pracy i szybko kończących się oszczędności. Gorzów był w tamtym okresie miastem przemysłowym z dobrymi zakładami pracy, m.in. Chemitexem-Stilonem, Zakładami Jedwabniczymi „Silwana”, Zakładami Mechanicznymi „Ursus”, Przedsiębiorstwem Budownictwa Przemysłowego, elektrociepłownią i Fabryką Domów. To zwolnienie z mocy Dekretu o stanie wojennym skutkowało wyrokiem na miarę banicji: praktycznie uniemożliwiało mi podjęcie pracy gdziekolwiek. Stan wojenny bardzo skomplikował życie wielu ludziom. Ja dopiero po rocznym bezrobociu, w 1983 r., podjąłem pracę razem z żoną w małym kiosku przy placu Grunwaldzkim w Gorzowie. Inwigilacja i agentura była wówczas wszechobecna. Działalność wolnościowa koncentrowała się wówczas wokół patrona gorzowskiej opozycji – ks. Witolda Andrzejewskiego. Pod jego patronatem działało w Gorzowie Duszpasterstwo Akademickie i organizowano pomoc prześladowanym.

Komunistyczna władza przygotowywała ostateczne rozliczenie się z Solidarnością już w lutym 1981 r.; rozpatrywano wtedy różne warianty rozwoju sytuacji, w tym stan wojenny. W sierpniu 1981 r. do Moskwy udał się specjalny wysłannik rządu w związku z planami wprowadzenia stanu wojennego i w tym celu także tam wydrukowano 6 ton obwieszczeń Rady Państwa, bez daty, a 4 września ukryto je w gmachu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wywołano wówczas wojnę przeciw 10-milionowej Solidarności 13 grudnia o godz. 24.00. Oddziały ZOMO rozpoczęły w całej Polsce akcję aresztowań działaczy opozycyjnych. Czołgi wjechały do gorzowskiego Ursusa, a na ulice Polski wyszło 100 tys. żołnierzy i milicjantów; wyjechało 1750 czołgów, 1400 pojazdów opancerzonych i 9 tys. samochodów. Zaraz po północy zamilkły telefony, a kilka tysięcy milicjantów oraz żołnierzy obsadziło wszystkie obiekty radia i telewizji. Konsekwencje stanu wojennego były tragiczne – prócz tych gospodarczych: ZOMO zastrzeliło wtedy 40 osób, w tym 9 górników z kopalni Wujek, 21 było rannych, a 10131 osób internowano i uwięziono bez wyroku. Należy też wspomnieć wydarzenia gorzowskie z 1982 r., kiedy to 31 sierpnia 5 tys. osób przy gorzowskiej katedrze protestowało przeciw stanowi wojennemu i komunistycznej władzy. Uwolnienie Polaków od sowieckich komisarzy przyszło dopiero w 1989 r.

A dzisiaj? A dzisiaj toczy się dyskusja w Brukseli, czy Polska ma być państwem samodzielnym, czy też ma oddać swoją wolność za marne srebrniki w ręce unijnych komisarzy… Non possumus!

Augustyn Wiernicki

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x