Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Pod rozwagę - Augustyn Wiernicki »
Jakuba, Stefana, Romy , 28 listopada 2022

Czas oszczędzania prądu, gazu i paliwa

2022-10-09, Pod rozwagę - Augustyn Wiernicki

Czy kryzys energetyczny ominie Gorzów, a inflacja przestanie nas gnębić? Co czeka nas zimą?

medium_news_header_34935.jpg
Fot. pexels.com

Jest już drogo, a wszystkie znaki w UE wskazują, że będzie jeszcze drożej. Obawiamy się tej polityki europejskiej, która przekłada się też na naszą polską  gospodarkę. Jak na razie, mimo 15% inflacji,  polska gospodarka trzyma się dobrze, bezrobocie jedno z najniższych, a nasz rynek pracy przyjął kilkaset tysięcy Ukraińców, budżet państwa jest dalej w dobrej kondycji, nawet z nadwyżką,  poziom zadłużenia mimo ogromnych wydatków państwa trzyma się na dobrym poziomie do PKB, a ZUS takich wpływów jak teraz jeszcze nigdy nie miał. W zasadzie nie ma się czym zbytnio martwić… Tylko, że inflacja nie odpuszcza, niszczy nasze portfele, osłabia firmy, a Unia Europejska nie podąża wcale w kierunku złagodzenia kryzysu energetycznego. Główne narzędzia panowania nad kryzysem i inflacją znajdują się w rękach komisarzy Unii Europejskiej. Rząd Polski ma w tym względzie ograniczone  możliwości tym bardziej, że na wielkie korporacje zagraniczne, które przejęły dużą część polskiego rynku, wpływu nie ma. Gaz, ropa, brak węgla, stal, cement, farmacja, większość cukrowni, chemia gospodarcza, a przede wszystkim handel jest w dużej części  w obcych rękach i oni dyktują ceny nakręcające nam inflację i drożyznę.  W lipcu bieżącego roku ceny dóbr i usług w europejskiej strefie euro były wyższe o 9% niż rok wcześniej i mają tendencję wzrostową. Ten obszar Eurolandu jest mocno powiązany z pozostałą częścią krajów UE i ma duży wpływ na wzrost cen, również w Polsce. W dodatku podczas koronawirusowej pandemii gospodarka w EU  została mocno przyhamowana i w wielu koncernach zabrakło surowców i podzespołów do produkcji, a firmy podwyższały ceny nakręcając spiralę inflacji. Wprawdzie  Polska znalazła się w  grupie  najmniej ogarniętych kryzysem, to jednak nasze ekonomiczne zawory bezpieczeństwa mogą nie wytrzymać nacisku polityki Unii Europejskiej, która uzależniła się od dostaw gazu z Rosji. Pierwszym gospodarczym impulsem kryzysu i inflacji była jednak pandemia. Zamykano zakłady pracy, szpitale, uniwersytety i szkoły, właściwie wszystko, bez względu czy była taka konieczność czy nie. To ciekawe, że najmniej wirus zarażał w sklepach z alkoholem i w hipermarketach, a najmocniej w kościołach i szpitalach, prócz tych  cowidowych.

Bardzo ważną  kostką inflacyjnego domina była i jest cena przymusowego wykupu prawa do emisji CO2 w ramach Zielonego Ładu. Jeszcze w 2014 roku cena uprawnień do emisji CO2 wynosiła ok. 6 euro za tonę, w 2021 roku spekulanci wywindowali na 50 euro, a na początku 2022 roku już 90 euro za tonę, co musiało doprowadzić do wzrostu cen energii. Przejęcie handlu emisjami CO2 przez spekulantów odbyło się za przyzwoleniem UE. Koszt energii jest jednym z najdroższych elementów ceny każdego produktu, a najpierw żywności. Bank PKO BP podaje, że cena uprawnień do emisji CO2 stanowi ¾ całkowitego kosztu wytwarzanej obecnie w Polsce energii. Węgiel służy do produkcji 70 proc. energii w naszym kraju i jest wyjątkowo emisyjnym w CO2. Były  wicepremier i minister gospodarki Janusz Steinhoff mówi, że aż 60% kosztów wytwarzania energii elektrycznej z węgla stanowi prawo do emisji CO2 (w: aleBank.pl). Gdyby UE ograniczyła spekulacyjny proceder w handlu prawem do emisji CO2 do poziomu 20-30 euro za tonę, to energia byłaby 30% tańsza, a inflacja cenowa produktów energochłonnych, szczególnie żywności, spadłaby w UE  może nawet o połowę. Czemu więc UE nie obniży ceny emisji CO2? Przecież wszystkim by się polepszyło i tylko spekulanci straciliby ogromne darmowe pieniądze. Ci spekulanci to główna trans humanistyczna elita świata, przygotowująca nam wielki reset. Mówił o resecie w Davos prof. Klaus Schwab, prezes  Światowego Forum Gospodarczego, były członek Grupy Bilderberg. Żeby ten wielki reset wywołać  to muszą najpierw spowodować wielki szok, jak opisuje Naomi Klein w swej książce ”Doktryna szoku” i chyba w tym kierunku to idzie. Polska na węglu stała, ale już  nie stoi, a to najtańsze źródło do produkcji energii. Za to, że nie zamknęliśmy kopalni Turów dzisiaj Polska płaci wysokie kary, a węgla  w UE brakuje. UE doprowadziła w Polsce do redukcji kopalń węgla i drastycznego zmniejszenia wydobycia. Musimy ok. 11 milionów ton węgla pilnie importować, a jeszcze niedawno byliśmy jedną z największych węglowych potęg  na świecie. Węgiel na rynkach światowych podrożał  ponad 100% i będzie nam  dodatkowo napędzał inflację po przez wzrost cen prądu i ogrzewania. Nie mamy elektrowni atomowych, a kryzys gospodarczy wzmacnia wojna Rosji z niczemu niewinną Ukrainą, której pomagamy. A te różne wiatraki, fotovoltaika i pompy ciepła, których i tak niewiele mamy, nie uzupełnią deficytu energetycznego. Trzeba je drogo kupować w Niemczech i nie zrównoważą elektrowni  węglowych. Kilkunastodniowy brak wiatru i zachmurzenie spowoduje, że odnawialne źródła energii (OZE) nie wyprodukują nam prądu, szczególnie zimą. W tym błędnym kole energetycznym komisarz Timmermans ciągle trwa i nakazuje nam kopalnie węgla likwidować…no, trochę odpuścił pod presją widma energetycznego  krachu, ale później znowu zacznie energetyczne grillowanie Polski. Przebudowa  naszego systemu energetycznego z nastawieniem na OZE, kosztować by musiała Polskę kilkaset miliardów euro, co doprowadziłoby do ogromnej biedy Polaków. Na to przyzwolenia być nie może. W wielu krajach europejskich, także w Polsce, przy obecnej polityce  dekarbonizacji bieda staje się bardzo prawdopodobna. Te najbogatsze mają wystarczające nadwyżki finansowe, by w tym wyścigu przejąć kontrolę nad peletonem europejskiej gospodarki. I o to chodzi… Słabi odpadną, a bogaci na czele z Niemcami  przejmą kontrolę. Inflacja może być ekonomiczną bronią w rękach bogatych w uzależnianiu gospodarczym tych krajów biedniejszych. Pamiętam to jeszcze z wykładu prof. Bohdana Gruchmana na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

To prawda, że w pewnym zakresie rząd przyczynił się do inflacji. Została uruchomiona lista instrumentów pomocowych związanych z COVID-19, a później pomocy związanej ze wzrostem  cen energii. W rynek, po przez dopłaty z budżetu państwa, wprowadzono kilkaset miliardów złotych różnych dotacji. To natychmiast przełożyło się na umiarkowaną inflację. Narodowy Bank Polski, niezależnie od rządu, podniósł stopy procentowe kredytów. To z kolei  ograniczyło ilość pieniądza na rynku z kredytów przeznaczonych na inwestycje. Drogi kredyt zadziałał prawidłowo. Gdyby nie było pomocy państwa z budżetu to inwestorzy mieliby kłopoty, wiele firm zamknęłoby działalność, tysiące ludzi poszłoby na bezrobocie. Siła nabywcza ludności znacznie by spadła, producenci towarów rynkowych i dostawcy surowców musieliby obniżyć ceny, a to z kolei przełożyłoby się na obniżkę cen innych produktów, także energii i żywności. Podwyżki płac rząd opodatkowałby tak, żeby płace były na stałym poziomie. W takim modelu ekonomicznym mielibyśmy inflację opanowaną. Tak zrobiono za czasów Gierka i Jaruzelskiego, także za Balcerowicza. Jak wiemy, inflacje wtedy opanowano… Równocześnie prawie wszystkie zakłady pracy,  wielkie fabryki i handel zaczęły masowo bankrutować, a obcy kapitał tylko na to czekał i przejmował nasz dorobek narodowy za bezcen (Kieżun Witold, Patologia transformacji, 2012). Obecnie było inaczej, stopy procentowe NBP podnosił sukcesywnie, ale równolegle uruchamiano tarcze antycovidowe, a potem antyinflacyjne i uzupełniano ubytek pieniądza na rynku. Wzrost inflacje trochę przyhamował, ale zakłady nie bankrutowały, ludzi nie zwalniano, obcy kapitał za bezcen nas nie wykupywał, siła nabywcza drastycznie nie spadała, ludzie dalej mieli dość dobrą siłę nabywczą, towar relatywnie nie drożał, a eksport rósł do tych krajów, gdzie takiego manewru finansowego nie zrobiono. Wprawdzie inflacja dalej wynosi kilkanaście procent i nadal daje się Polakom i przedsiębiorcom we znaki, ale budżet ma się nadal dobrze i operuje nawet nadwyżką, wzrosło zatrudnienie bo rynek pracy wchłonął ok. sześćset tysięcy Ukraińców, przy czym ZUS nigdy dotąd nie miał takich wpływów.

Jak na razie dobrej woli komisarze Unii Europejskiej nie mają i są gotowi swoje karkołomne plany co do europejskiej energetyki i walki z CO2 dalej kontynuować. Polska nie ma co liczyć na pomoc i uwzględnienie jej słusznych propozycji. Na pieniądze z UE na Krajowy Plan Odbudowy (KPO) też nie liczmy i budujmy za swoje. Niemcy zrobią wszystko, pod pretekstem umacniania nam sędziokracji i fałszywej praworządności,  żeby Polskę zanarchizować, bo  silna Polska nie leży w obszarze niemieckich interesów, podobnie jak Ukraina dzielnie broniąca się przed Rosją. Osobnym artykułem w EchuGorzowa.pl opiszemy, jak Niemcy zbudowały potęgę na grabieży Polski i dzisiaj nawet nie chcąc słyszeć o reparacjach i odszkodowaniach. Rosji nie ufamy, ale czy możemy zaufać Niemcom? Musimy to rozumieć i korzystać z dobrej polskiej koniunktury, zabezpieczyć naszą wolność i niezależność, a rozwój opierać o własne zasoby finansowe i wspomagać się kredytami z własnych banków, a mamy przecież owocną współpracę z Amerykanami, z Koreą Południową, Japonią i Anglią. Wcale nie jesteśmy zdani tylko na UE i Niemcy - muszą to zrozumieć. 

Europa przygotowuje się na nadchodzącą zimę. Sytuację energetyczną pogarsza wojna Rosji z Ukrainą. Kreml ciągle przykręca kurki rurociągów z paliwem i gazem. Wszystkie państwa  mają poważne obawy, czy im w zimie nie zabraknie ropy, ciepła i prądu. Emmanuel Macron powiedział Francuzom, że muszą szykować się na poświęcenia, a potem obwieścił im, że nadchodzi „kres ery obfitości”. - To koniec produktów i technologii, które wydawały się nam wiecznie dostępne; dojdzie do przerwania łańcuchów dóbr-powiedział (Wpolityce.pl). Coś wie więcej, że tak mówi…W portalu DoRZeczy.pl podano, że PKN Orlen spodziewa się 3-krotnego wzrostu cen gazu i 2,6-krotnego wzrostu cen energii elektrycznej w skali roku. Specjalista Bartłomiej Derski (w:wysokienapięcie.pl) mówi, że bez rządowego wsparcia finansowego odbiorców gazu czeka nas poważny wzrost cen za ogrzewanie. Piekarnie stoją na skraju bankructwa i przed podwyższą ceny chleba. Z tak dużym wzrostem cen nie poradzi sobie nawet 70 procent polskich gospodarstw domowych. Trzeba się więc przygotować. Tylko jak?  Niemieckie miasta przygotowują się na kryzys energetyczny. Zaleca się oszczędzanie prądu, gazu i paliwa. Wiele miejscowości zmniejsza oświetlanie ulic, przygotowuje się ludzi, że  ogrzewanie mieszkań będzie do 17 stopni, mogą wyłączać prąd i ciepłą wodę. Zaleca się posiadanie niezbędników na wypadek wyłączeń prądu i ciepła. A u nas? Rząd  gwarantuje, że w Polsce taki kryzys nie grozi, bo jesteśmy przygotowani. Możliwe…Ale ceny na pewno pójdą w górę, bo one niewiele od polskiego rządu zależą. Zagrożenie z Rosji jest potężne, ale nie możemy też lekceważyć tego zagrożenia, które idzie z łamiącej traktat Unii Europejskiej oraz Niemiec coraz odważniej sygnalizujących swoje przywództwo w Europie.  Budujmy swoją siłę gospodarczą i na wszelki wypadek przygotujmy się na energetyczny kryzys tej zimy. Polak przezorny zawsze ubezpieczony!   

Augustyn Wiernicki

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x