Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Pod rozwagę - Augustyn Wiernicki »
Macieja, Boguty, Bogusza , 24 lutego 2024

Wygląda to jak niezdrowy żart. Tylko że to nie żart

2023-03-09, Pod rozwagę - Augustyn Wiernicki

Unia Europejska dba o swoich mieszkańców i ma dla nich „ambitny” plan w zakresie redukcji emisji CO2.

Niedługo takie obrazki staną się normalnością
Niedługo takie obrazki staną się normalnością Fot. pixabay.com

Zamiast mięsa, mleka, jajek będzie proponować nam różne insekty, robaki i wegańskie produkty, transport nam urządzi bez spalinowych samochodów, a ogrzewanie bez gazowych i węglowych pieców. Smakosze to może robaki będą jeść gorzej ze mną, ja nie przełknę… Będę głodował?

Co zrobimy z naszymi samochodami spalinowymi, które do 2050 r. musimy zamienić na elektryki? Przecież na te nowe nas nie będzie stać! Patrzę na PESEL i widzę, że to nie będzie mój problem, ale młodsi?… Właściwie przesiądą się na hulajnogi, których już pełno wszędzie, także w Gorzowie. No, taksówkarze odżyją i w końcu będą mieć moc roboty.

Wygląda to jak niezdrowy żart, jakbyśmy w kinie oglądali Matrix. Tylko że to nie żart – to realny i zatwierdzony już w UE plan komisarza Fransa Timmermansa, który już idzie znacznie dalej. W połowie lutego br. pod obrady Parlamentu Europejskiego trafił kolejny „genialny” cel w zakresie bezemisyjności CO2 dla nowych pojazdów ciężarowych po 2030 r., a wszystkie nowe autobusy miejskie i dalekobieżne muszą być do tego czasu tylko elektryczne. W zasadzie to dobrze, nie będą nam smrodzić spalinami. Tylko że rok 2030 tuż-tuż, za siedem lat. Trzeba na tę rewolucję transportu miejskiego wydać wielkie miliardy. Bogate państwa bez problemu sobie poradzą, a te biedniejsze kraje środkowo-wschodniej Europy wpadną w kłopoty finansowe i społeczne.

A już nam się wydawało, że mamy z górki, że dobrobyt jest w naszym polskim zasięgu. Nie do końca… Widzimy, jak słuszną sprawę ochrony klimatu można zamienić w niebezpieczną broń walki gospodarczej oraz narzędzie panowania nad innymi narodami. Już wiadomo, jakie gospodarki na tej słusznej walce o czyste powietrze daleko wypłyną do przodu przed tymi słabszymi. Dystans między bogatymi a biednymi krajami znowu bardzo wzrośnie.

Tym bogatym krajom sprzyja także obecny kryzys i wojna na Ukrainie. Najbardziej zyskają te obłowione na funkcjonowaniu wspólnej waluty euro i wzmocnione zdecydowanie lepszym startem po II wojnie światowej oraz te, które po wojnie nie zaliczyły nad sobą bolszewickiej dominacji. Polska gospodarka jednak zmierza w kierunku zielonej transformacji, której ciężar musi wziąć na siebie państwo, oczywiście przy wsparciu funduszy UE. Te góry śmieci oraz miliony ton marnowanej żywności to też problem ekologiczny i źródło ogromnej ilości emitowanego CO2.

Chiny, USA i inne państwa świata są bardzo ostrożne i zbytnio tym CO2 się nie przejmują. Planety naszej nie wolno im zaśmiecać, ale na to trzeba systemowych rozwiązań globalnych i sama UE niewiele tu zdziała. Naukowcy podają, że jeden wulkan może wyrzucić więcej gazów cieplarnianych, w tym CO2, niż ta cała europejska dekarbonizacja. Całe przedsięwzięcie walki o klimat musi kosztować biliony euro, a obniży poziom CO2 w ziemskiej atmosferze może o 1,5%. Przecież najwięcej dwutlenku węgla pochłaniają lasy – czyż nie lepiej je po prostu sadzić? Popatrzmy, ile mamy ugorów do zalesienia, na co zwracał uwagę prof. Jan Szyszko.

Jak już wiemy, rok 2035 będzie tą granicą, poza którą spalinowymi samochodami jeździć nie będziemy mogli. Eksperci podają, że dotrzymanie tego terminu jest niemożliwe. Nie ma wystarczająco dużo surowców, żeby nie tylko zapewnić odpowiednio sprawne baterie do elektryków, ale przede wszystkim na pewno zabraknie odpowiedniej ilości stacji ładowania i serwisowych w całej Europie, a szczególnie na peryferiach miast oraz w środowiskach wiejskich.

Szykuje się totalny paraliż transportowo-komunikacyjny, chyba że nastąpi opamiętanie… Nie liczyłbym na jakiś rozsądek polityków w czynieniu dobra dla planety Ziemi, ponieważ mamy do czynienia z jakąś nową ideologią graniczącą ze swego rodzaju zieloną „religią”. Świat już w ostatnim stuleciu przeżył kilka utopijnych ideologii, które zbudowano na fałszywych założeniach. Wszystkie rewolucje, począwszy od rewolucji francuskiej, z bolszewicką, hiszpańską, meksykańską, kambodżańską, wietnamską czy w końcu chińską na czele, chciały bardzo uszczęśliwić ludność świata. To uszczęśliwianie pochłonęło ponad 160 milionów ofiar w imię utopijnych ideologii…

Nie przewiduję dzisiaj takich ofiar, ale trzeba postawić pytanie, o co tak naprawdę chodzi ekonomicznym globalistom, że tak się z tym Zielonym Ładem spieszą, nie bacząc na konsekwencje. Czy czasami nie dał nam odpowiedzi na Światowym Forum Ekonomicznym prof. Klaus Schwab? Wyraźnie powiedział, że zbliża się czwarta rewolucja przemysłowa, o charakterze wszechobecnego globalnego kapitału, i zapowiada reset, czyli nowy układ sił finansowych rządzących naszym globem. Żeby taką rewolucję przeprowadzić, to zgodnie z teorią szoku wg Naomi Klein należy wywołać stan totalnego strachu w obliczu katastrofy klimatycznej oraz kryzysu energetycznego i wtedy liczyć, że ludzie na wszystko się zgodzą w imię bezpieczeństwa. Ale w ocenie tego przypadku wolałbym się pomylić…

Tylko że w podobnym tonie, chyba w myśl prof. Klausa Schwaba, wypowiedziało się międzynarodowe stowarzyszenie burmistrzów z klubu C40 Cities, zrzeszającym ponad 100 czołowych miast świata, w którym jest też Warszawa z jej prezydentem Rafałem Trzaskowskim. To światowe gremium już w 2019 r. przygotowało specjalny raport, który wyznaczył ambitne cele klimatyczne mówiące, że można zredukować znacznie emisję CO2, zmniejszając liczbę zwierząt hodowlanych poprzez ograniczenie spożycia mięsa do 16 kg rocznie, a nabiału do 90 kg. Należy też ograniczyć podróże lotnicze do jednego lotu samolotem raz na dwa lata, ustanowić prawo do zakupu ośmiu sztuk ubrań oraz w niedalekim czasie ograniczyć zakupy maksymalnie do trzech ubrań na jedną osobę w rodzinie i wyeliminować całkowicie prywatny osobowy transport drogowy.

W tym raporcie są jeszcze inne ograniczenia, np. jeden laptop na siedem lat i ograniczenie zakupu sprzętu elektronicznego do minimum. Docelowo planuje się całkowite wyeliminowanie mięsa i nabiału z diety oraz ustanowienie norm żywieniowych na poziomie do dwóch i pół tysiąca kalorii dla mężczyzn i dla kobiet do dwóch tysięcy kalorii dziennie. Chyba planują wprowadzić kartki żywnościowe i towarowe, jak za czasów Jaruzelskiego.

Był już podobny klub jak ten C40 Cities, zrzeszający  100, osób z szefów rządów, państw i polityków, a nazywał się Klubem Rzymskim. Ta międzynarodowa organizacja, która powstała w 1972 r., wydała raport pt. Granice wzrostu, w którym jej twórcy ostrzegają przed nadmierną konsumpcją i zbyt dużym przyrostem ludności świata. W swym raporcie ostrzegali przed wyczerpaniem się zasobów Ziemi, a głównym powodem miało być przeludnienie, które miało doprowadzić do ubóstwa i głodu na świecie. Uznano, że największym problemem są ludzie, i zalecono ograniczenie, różnymi metodami, ilości urodzin. Wiele państw, pod wpływem strachu przed głodem i przeludnieniem, zastosowało się do tej polityki limitowania urodzeń, a w niektórych z nich aborcja stała się zjawiskiem ustawowo masowym.

Chiny, poprzez aborcję i środki poronne, wprowadziły prawnie politykę jednego dziecka. Na masową skalę eliminowano, na etapie prenatalnym, dziewczynki. Świat, a szczególnie feministki, nic przeciw temu nie miał. Dzisiaj już wiemy, że ci „prorocy” z Klubu Rzymskiego się pomylili, tylko nie wiemy, czy celowo z przyczyn ideologicznych, czy też z niewiedzy. Nie dość, że populacja kobiet w Chinach drastycznie spadła, a dziewczynka urodzona jako to jedyne dziecko w chińskiej rodzinie stawała się „przekleństwem”, to szybko też się okazało, że populacja samotnych mężczyzn drastycznie zaczęła wzrastać i musieli oni żony szukać poza Chinami.

Liczba ludności świata wcale nie wzrosła tak, jak przewidywał rzymski raport Granice wzrostu. Dzisiaj w wielu krajach panuje problem niskiej dzietności, a ludzkości wcale nie brakuje żywności, tylko wiele krajów zmaga się z otyłością z przejedzenia… Jeśli czegoś zabrakło, to dobrej woli najbogatszych, aby tym głodującym w biednych krajach nadmiar swojej żywność dostarczyć.

W tych biednych krajach afrykańskich czy azjatyckich niedobiałczenie ich posiłków mogą z konieczności uzupełniać białkiem z suszonej szarańczy i różnych przerobionych robaków. To nawet mogę zrozumieć. Ale Europejczycy i my, Polacy, żywności mamy nadmiar. Robali i pasikoników jeść nie musimy i nikt nie powinien nas do tego zmuszać. Żadnej mąki ze świerszczy do naszych produktów jako „nowej żywności” niech nam nikt podstępem nie miesza, tym bardziej że te nowe produkty z insektów i robaków są ryzykowne pod względem zdrowotnym!

Zysk z produkcji żywności z owadów i robaków już zauważyły wielkie korporacje, które dla zysku zrobią wszystko, by na rynek wprowadzić to alternatywne białko, a my, zanim się zorientujemy, będziemy jego konsumentami. Tylko że tradycyjne rolnictwo, związane z uprawą pól oraz hodowlą zwierząt i drobiu, w ramach którego produkuje się mleko, mięso i jajka, będzie bankrutowało w imię ratowania klimatu. Miejmy oczy otwarte i niekoniecznie musimy się z tym godzić.

Już jeden z takich eksperymentów nieświadomie zaakceptowaliśmy, a mianowicie pieczywo wypiekane bezpośrednio w hipermarketach z ciasta głęboko mrożonego na sztucznych dodatkach. Nikt nam nie mówi, z czego jest to mrożone ciasto, dlaczego te bułeczki takie pachnące i chrupiące, chleb łatwo nie pleśnieje, a bułki wytrzymują wiele tygodni. Gdybyśmy znali jego skład, to na pewno poszlibyśmy po chleb i bułki do którejś z ostatnich w Gorzowie tradycyjnych piekarni. A tak to one już bankrutują, bo kupujemy to wzmacniane wątpliwymi dodatkami. Dlatego normalnego chleba niedługo mieć nie będziemy, tylko ten na różnych uszlachetniaczach.

Podobnie może być też z mąką ze świerszczy, z białkiem z suszonych robali, chrząszczy i insektów. Komisja Europejska otworzyła w tym względzie istną puszkę Pandory, żeby tą metodą wyeliminować nam z jadłospisu produkty pochodzenia zwierzęcego. Całe szczęście, że to na razie tylko plany globalistów, zielonych i tzw. ekologów. Pilnujmy jednak swego, szanujmy swoje, kupujmy polskie, bo jeszcze bez tych chemicznych ulepszaczy, i nie dajmy się nabrać na podstępne ideologie fałszywych „proroków”.

Augustyn Wiernicki

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x