Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Pod rozwagę - Augustyn Wiernicki »
Damiana, Romana, Romany , 23 lutego 2024

Przed moim domem rano stała już zielona nysa

2023-12-13, Pod rozwagę - Augustyn Wiernicki

Nocą, 12 na 13 grudnia 1981 r. Rada Państwa PRL wprowadziła stan wojenny na terenie Polski.

Stan wojenny został wprowadzony nocą z 12 na 13 grudnia 1981 roku
Stan wojenny został wprowadzony nocą z 12 na 13 grudnia 1981 roku Fot. Wikipedia

Wniosek o wprowadzenie stanu wojennego złożyła, wcześniej powołana, Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON), która miała charakter junty wojskowej i była nielegalnym organem administrującym Polską, niezgodnie z Konstytucją PRL. Wszystkie decyzje wynikające z Dekretu o stanie wojennym były nielegalne, m.in.: aresztowania, rewizje, zwolnienia z pracy, internowania,  wydalanie za granicę z paszportem w jedną stronę.

Komuniści swoją ekonomią socjalizmu doprowadzili do poważnego kryzysu gospodarczego, który spowodował to, że sklepy były puste, wynagrodzenia bardzo małe, a niezadowolenie społeczne sięgało szczytu. Dyżurowały w sklepach ocet i musztarda, po inne artykuły stało się w długich kolejkach, często przez całą noc; żywność była na kartki, a pomarańcze i banany „rzucali” tylko na Boże Narodzenie. Atmosfera wszędzie była napięta, a w szeregach aparatu partyjnego PZPR oczekiwano nerwowo jakiejś ofensywy władzy przeciw zbuntowanym robotnikom. Rozsiewano wrogą Solidarności propagandę, a rzekomo zagrożonym członkom PZPR rozdano tysiące sztuk broni do organizowania oddziałów samoobrony. Przeprowadzono też czystki w partyjnych szeregach, eliminując co bardziej patriotycznych członków ze stanowisk nomenklatury, i wyrzucono ponad 200 tys. osób „niepewnych ideologicznie”.

 

 

Rozstrzygnięcie tego społecznego niezadowolenia wobec reżimu nastąpiło po wyborze na Stolicę Piotrową Polaka, kardynała Karola Wojtyłę – Ojca Świętego Jana Pawła II. Na placu Zwycięstwa w Warszawie w 1979 r. papież Jan Paweł II wypowiedział słynne i zapalające rodaków słowa: „Niech stąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi – tej ziemi!”. Wcześniej,
w 1978 r., papież skierował do wiernych na placu św. Piotra następujące słowa: „Nie lękajcie się!”, co już wtedy uruchomiło odwagę polskiego społeczeństwa przeciwko ateistycznej ideologii klasy tzw. dyktatury proletariatu.

W 1980 r., na fali niezadowolenia, powstaje w Stoczni Gdańskiej wielki robotniczy ruch Solidarności, który w ciągu kilku miesięcy obejmuje większość zakładów Trójmiasta i następnie przenosi się na wszystkie zakłady w całej Polsce. Datami przełomowymi są trzy wydarzenia: 30 sierpnia 1980 r. w Szczecinie, 31 sierpnia w Gdańsku oraz 3 września w Jastrzębiu, gdzie robotnicy postawili władzy konkretne warunki zmian. W wyniku tych żądań robotnicy ze Stoczni Gdańskiej wymusili na komunistach podpisanie porozumienia w formie tzw. 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, wśród których było powstanie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Solidarność masowo powstawała wtedy w całej Polsce, a do nowych związków zapisywały się kolejne miliony ludzi pracy. Prasa podziemna przekształcała się w jawne wydawnictwa, które kształtowały nową wolnościową świadomość. W Gorzowie Wlkp. powstają wówczas związkowe gazety: „Solidarność Gorzowska”, „Feniks”, „Solidarność Stilonowska” i inne.
25 kwietnia 1981 r. w wypełnionym delegatami Chemiku – klubie zakładowym Stilonu – do późnych godzin toczyły się obrady I Walnego Zjazdu Delegatów Regionu Gorzowskiego. Na pierwszego przewodniczącego Zarządu Regionalnego NSZZ „Solidarność” w Gorzowie Wlkp. wybrano Edwarda Borowskiego. Tamten pamiętny zjazd trwał 24 godziny; jego obrady rozpoczęto mszą św. odprawioną przez ks. Witolda Andrzejewskiego, który wygłosił płomienną i historyczną homilię. Podczas mszy poświęcono związkowy sztandar zaprojektowany przez Jana Korcza i Jerzego Klincewicza.

Od tego momentu wiele się w Gorzowie zmieniło… 1 maja 1981 r. po raz pierwszy w naszym mieście nie odbył się oficjalny pochód pierwszomajowy, który od 1945 r. był organizowany przez władze i PZPR. Międzyzakładowy komitet zorganizował w tym dniu mszę św. przy tzw. Schodach Donikąd, koncelebrowaną przez ks. Jerzego Płóciennika, ks. Piotra Sadownika oraz ks. W. Andrzejewskiego. Towarzyszyła temu orkiestra dęta z ZWCh „Chemitex-Stilon”, a aktorzy gorzowskiego Teatru im. Juliusza Osterwy recytowali wiersze Zygmunta Krasińskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Czesława Miłosza i Juliana Tuwima. W tamtej mszy uczestniczyło ok. 11 tys. osób.

W Polsce Solidarność liczyła wtedy ok. 10 mln członków. Nikt nie przypuszczał, że w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. aparat komunistyczny odważy się i wyprowadzi czołgi oraz wojsko przeciw społeczeństwu. Władza przygotowywała rozliczenie się z Solidarnością już w lutym 1981 r. Rozpatrywano wtedy wariant stanu wojennego. W sierpniu 1981 r. do Moskwy udał się specjalny wysłannik rządu z planami wprowadzenia stanu wojennego. W tym celu także tam wydrukowano 6 ton obwieszczeń Rady Państwa, bez daty, a 4 września ukryto je w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Przygotowano wojnę przeciw Solidarności. 13 grudnia ok. godz. 24 oddziały ZOMO i służb specjalnych rozpoczęły w całej Polsce akcję aresztowań opozycji. Na ulice wyszły patrole w sile 70 tys. żołnierzy i 30 tys. milicjantów; wyjechało 1750 czołgów, 1400 pojazdów opancerzonych i 9 tys. samochodów, wyleciało też kilka eskadr helikopterów. Zaraz po północy zamilkły telefony, a kilka tysięcy funkcjonariuszy MO oraz żołnierzy obsadziło obiekty radia i telewizji. Konsekwencje stanu wojennego – prócz tych gospodarczych – były tragiczne: ZOMO zastrzeliło 40 osób, w tym 9 górników z kopalni Wujek, 21 osób zostało wówczas rannych, 10131 osób internowano, a wielu ludzi uwięziono i zwolniono z pracy.

Wieczorem 12 grudnia 1981 r. członkowie Komisji Krajowej „Solidarność” kończyli obrady i się nie spodziewali, że większość z nich zaraz utraci wolność. Na obradach KK w Gdańsku
z Gorzowa byli E. Borowski i A. Konsik. Wielu gorzowskich działaczy przebywało w tym czasie we Wrocławiu na zjeździe demokratycznym w Politechnice Wrocławskiej: Zbigniew Bełz, Stanisław Żytkowski, Ryszard Sawicki, Adam Opiel, Irena Ptaszek, Marek Koliński oraz Ryszard Kotarski, który też wymienia Jerzego Wierchowicza, Jerzego Synowca i Danutę Iżykowską. Część gorzowskich związkowców w tym czasie przebywała w Zarządzie Regionu: J. Gospodarek, F. Konaszewicz, J. Klincewicz, J. Bozacki, Z. Wyszyński i M. Haczkur (wg Dariusza A. Rymara, w: NSZZ Solidarność w Regionie Gorzów Wlkp. w latach 1980-1982). 20 funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej ok. północy zajęło Zarząd Regionu. SB zaczęła przesłuchania, rewizje i rekwirowanie dokumentów; esbecy niszczyli urządzenia poligraficzne i wyrywali kable. Nastał istny horror, a cała akcja zakończyła się o godz. 3 nad ranem. Potem wszystkich zawieziono na „dołek” przy ul. Kosynierów Gdyńskich.

Na drugi dzień, 13 grudnia, do Zarządu Regionu przyszedł drukarz Andrzej Majewski. Zdarł milicyjne plomby i, jak mówi, zastał w środku wielką dewastację. „Za chwilę pojawiła się milicja, musiałem uciekać przez okno” – mówi. Zaczęły się łapanki i internowania. Do domów przychodziło trzech – czterech funkcjonariuszy. Mieli gotowe listy i zabierali do „suki” policyjnej, a później do zakładów karnych. Jerzego Klincewicza jako pierwszego internowali do Zakładu Karnego w Wawrowie. IPN podaje, że w regionie gorzowskim było 57 zatrzymanych w nocy z 12 na 13 grudnia. Niektórym udało się ukryć i uciec, jak np. Jerzemu Wandeltowi, który natychmiast spotkał się z ks. Jerzym Płuciennikiem w celu organizowania pomocy uwięzionym. „Główny punkt pomocy zorganizował wówczas ks. Witold Andrzejewski, do którego z wolą pomocy aresztowanym przyszły żona Jerzego Klincewicza i Grażyna Pytlak. Działalność wolnościowa koncentrowała się u ks. W. Andrzejewskiego – czołowej postaci gorzowskiej opozycji. 20 grudnia SB dokonała najścia na dom Bozackich. Byli tam działacze Solidarności: Majka Basikiewicz oraz drukarze Stanisław Jakubowski i Andrzej Majewski” – opowiada Majewski. Internowano też wtedy Stefanię Hejmanowską, Grażynę Pytlak, Annę Szlachciuk oraz Danutę Iżykowską i Marię Tężycką, a następnie m.in. Teresę Klimek i Annę Marczyk. Internowani w Zakładzie Karnym w Wawrowie nie próżnowali. Jak mówi Stanisław Żytkowski: „W ZK powołaliśmy grupę do rozmów z władzami”.

 12 grudnia 1981 r. ok. godz. 11 do drzwi mojego mieszkania ktoś mocno załomotał. Ze zdziwieniem z żoną ujrzeliśmy w drzwiach lekarza Janusza Cebulę z Krosna Odrzańskiego, mojego serdecznego przyjaciela. Przyjechał wojskowym gazikiem, aby mnie ostrzec, że za godzinę po mnie przyjadą... Powiedział: „Zgaś światło, ukryj się i dwa dni nie wychodź z domu”. Dodał jeszcze: „Siedziałem z dowódcą Wojsk Ochrony Pogranicza w Krośnie Odrzańskim, w jego gabinecie przy lampce koniaku. Dowódca wskazał na teczki na stole oznaczone nazwiskami i powiedział: »Za chwilę wykonam tajny rozkaz. Popatrz, czy kogoś z tych ludzi znasz«. Przeglądnąłem nazwiska i jedno było mi znane – prezesa Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu w Cybince Augustyna Wiernickiego. »Jego mieszkanie będzie obserwowane« – powiedział WOP-ista”. Rano o godz. 6.00 przemówił gen. Wojciech Jaruzelski i ogłosił stan wojenny dla całej Polski. Przed moim domem wcześnie rano stała już zielona nysa; w południe odjechała. Uratowałem się… Telefony były wyłączone i żadnej z nikim łączności. Boczną drogą poszedłem jednak do pracy. W moim gabinecie siedziało dwóch komisarzy wojskowych, młodych oficerów z WOP w Krośnie Odrzańskim, w randze porucznika i kapitana. Poczułem się niepewnie, nie byłem przygotowany na areszt... Żołnierze ci zameldowali, że przejmują nadzór nad zakładem pracy. Wszystkie decyzje mam odtąd konsultować z nimi. Wiedziałem, że to już koniec mojej 10-letniej dyrektorskiej przygody... Uzgodniłem wizytę w klinice w Szczecinie, ale to już nic nie dało. Zwolniono mnie w trybie pilnym z pracy na mocy Dekretu o stanie wojennym z przyczyn politycznych, co skutkowało wyrokiem na miarę banicji zawodowej. Po roku bezrobocia podjąłem z żoną pracę w działalności prywatnej.

Oswobodzenie Polaków po 1945 r. z zależności sowieckiej przyszło dopiero w roku 1989. A dzisiaj… A dzisiaj Parlament Europejski w Brukseli przegłosował, przewagą kilku europosłów z Polski, rezolucję o likwidacji tzw. prawa weta każdego z państw członków UE, które dotychczas jest zabezpieczeniem przed szkodliwymi decyzjami eurokratów w stosunku do mniejszych państw narodowych, także Polski. Ten nowy traktat, planowany przez Niemców i Francję, to początek drogi do ustanowienia jednego federalnego państwa europejskiego, w którym Polska nie byłaby już państwem samodzielnym. Zawczasu trzeba dmuchać na zimne… Nie dajmy się zaskoczyć obietnicami, które mogą znowu, jak w XVIII w. na 123 lata, pozbawić nas wolności i samostanowienia.                         

Trzykrotny premier Polski, przywódca PSL Wincenty Witos, powiedział: „A Polska winna trwać wiecznie”. Przypominajmy o tym politykom…

Augustyn Wiernicki

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x