Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Zdarzyło się kiedyś »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2021

Wielki piłkarski talent tamtych czasów

2012-11-17, Zdarzyło się kiedyś

medium_news_header_2061.jpg
Na zdjęciu Zenon Burzawa w towarzystwie małżonki i Piotra Śwista na jednym z Balów Sportu.

Piłkarze Stilonu są na dobrej drodze do nawiązania do pięknych tradycji dawnego klubu, którego barwy przywrócili z zapomnienia, kiedy gorzowski zespół dobijała się do wrót I ligi , a w jego szeregach występował plejada znakomitych zawodników. Jednym  z takich wielkich zawodników, który skutecznie bronił przez szereg lat stilonowskich barw był Zenon Burzawa. Przypominamy jego karierę, opisaną w reportażu Jan Delijewskiego w książce „Przygody ze sportem”, która została wydana w 1995 roku.

Najlepszy snajper

"Zenona Burzawę, kapitana i najlepszego strzelca Stilonu Gorzów, obrońcy i bramkarze rywali lekceważą tylko przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Mały i szczupły Burzawa nic sobie nie robi z rywali, którzy ważą 15 kilogramów więcej i są wyżsi o pół głowy. Znakomity technicznie, świetnie dryblujący i przede wszystkim umiejący celnie strzelać Burzawa okazał się najlepszym piłkarzem (oprócz kolegów z obrony) Stilonu - półfinalisty Pucharu Polski".
Tak trafnie charakteryzował gorzowianina Janusz Basałaj na łamach "Przeglądu Sportowego" 2 kwietnia 1992 roku. Nie przeczuwając nawet, że pisze o królu strzelców polskiej ekstraklasy sezonu 1993/94. Sam Zenek również tego się nie spodziewał. Chociażby dlatego, że przez wiele lat nie zabiegał o zmianę barw klubowych, choć wiele klubów pierwszoligowych o niego się ubiegało. Liczył bowiem ciągle na awans z drużyną Stilonu, ale jakoś się nie udawało.

W Stilonie czyścił buty

Urodził się 1 lipca 1961 roku w Gorzowie, ale mieszkał i wychowywał się w pobliskich Chwalęcicach (gmina Kłodawa). Tam też stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki przeżywając najwyraźniej zauroczenie futbolem. Za piłką mógł uganiać się od świtu do zmroku, co oczywiście nie było obojętne nauczycielom (raz nawet wytargany został za uszy, gdy miast siedzieć na lekcji uganiał się za piłką na boisku) oraz rodzicom (ojciec krzywo patrząc na te zainteresowania powtarzał, że chleba z tego mieć nie będzie). Inna sprawa, że trzej starsi bracia nie pozostawili mu wyboru - wszyscy grali i to całkiem nieźle stanowiąc naturalną zachętę do zabaw z futbolówką. Dwóch nawet występowało w prawdziwym klubie, czyli w drużynie SHR Wojcieszyce. I to oni właśnie przywiedli tam najmłodszego z rodu Burzawów.
Już w zespole juniorów dał się poznać jako utalentowany snajper, postrach bramkarzy. W meczu z Grunwaldem Choszczno, wygranym aż 18 : 0, sam strzelił 8 goli. Po tym wyczynie trener Tadeusz Lisowski dał mu szansę w drużynie seniorów. Nie rozwinął jednak skrzydeł w Wojcieszycach, bo wkrótce otrzymał powołanie do odbycia zasadni¬czej służby wojskowej. Pierwszy rok służby oznaczał całkowity rozbrat z piłką. Dopiero w drugim roku zaczął grać w A - klasowej Pogoni Skwierzyna, gdzie dane mu było spełnić obowiązek wobec ojczyzny, a gdzie przyczynił się do awansu do okręgówki.
Po powrocie do Wojcieszyc wiadomo było, że długo tu miejsca nie zagrzeje. Za dobrze dał się już poznać jako piłkarz. Z kilku ofert z klubów drugiej i trzeciej ligi wybrał trzecioligowego Stoczniowca Barlinek.
- Wybrałem Barlinek - mówił później - bo uważam, że nagły przeskok do drugiej ligi byłby ryzykowny. Szkoleniowcem w Stoczniowcu był wówczas Stanisław Adamski, prowadzący poprzednio z powodzeniem Stilon. Nie żałowałem więc swej decyzji, bo pod tak troskliwą opieką wiele w Stoczniowcu zyskałem.
W Barlinku także nie pograł długo, gdyż zainteresował się nim Stilon, którego przedstawiciele złożyli mu propozycję przejścia. Było to jesienią 1983 roku. Po naradzie z żoną Krystyną, którą poślubił jeszcze w barwach SHR, postanowił ją przyjąć.
- Poczułem się ważny i dowartościowany - wspomina. - Bez większego wahania podpisałem więc pięcioletni kontrakt, opiewający na 150 tysięcy złotych. Gdy poznali później jego wysokości Jacek Sierant i inni doświadczeni piłkarze Stilonu, ze śmiechu mało z krzeseł nie pospadali. Oni kasowali większe sumy za kontrakty jednoroczne. Dla mnie jednak najważniejsza była sama gra w tym najpopularniejszym klubie naszego województwa. Do pieniędzy nie przywiązywałem wówczas większej wagi.
29 listopada 1983 roku debiutuje na boiskach drugiej ligi. Tydzień później, w meczu z Moto-Jelcz Oława wygranym 2 : 0, zdobywa swoją pierwszą drugoligową bramkę. Za nią przychodzą następne. Szybko staje się rasowym snajperem, choć nie jest typowym łowcą bramek. Zyskuje uznanie kolegów, ale swoje miejsce w szyku też zna. Zespołem bowiem rządzą starzy, którzy tradycyjnie uczą młodych moresu. Jacek Dudek, Krzysztof Woziński, Konrad Krasowski, Jacek Sierant...
- Był czas - opowiada - kiedy musiałem nosić za nimi sprzęt, czasami przed ważnymi meczami czyścić buty. Dzisiaj młodzi są traktowani bardziej po partnersku. Na swoją pozycję w zespole musiałem więc pracować na boisku i poza boiskiem, i to długo.
Gra w Stilonie była równie doskonałą okazją poznania różnych warsztatów szkoleniowych. Przez klub przewinęło się bowiem wielu trenerów, którzy często widzieli go w nieco innych rolach.
- Najgorzej wspominam trenera Włodarka, który krótko prowadził nas wiosną 1985 roku. Kiedyś ściągnął mnie po kilku minutach gry z boiska i powiedział: Dużo wody upłynie, zanim ty Zenek zagrasz jeszcze raz w drugiej lidze. Byłem wtedy autentycznie załamany.
Z czasem jednak Zenek stał się praktycznie graczem niezastąpionym. Strzelał gole, wypracowywał sytuacje strzeleckie kolegom, absorbował obrońców rywali, rozgrywał piłkę. Najlepiej jednak czuł się jako napastnik atakujący z głębi pola. Szybkością, zwinnością, sprytem i wyszkoleniem technicznym nadrabiał z powodzeniem "braki" we wzroście (174) i masie ciała (grubo poniżej 70 kg).
Jego piłkarskie popisy i wyczyny nie pozostawały niezauważone. Zagrał nawet w drugiej reprezentacji naszego kraju prowadzonej przez Leszka Ćmikiewicza. Coraz częściej pojawiały się różne propozycje składane przez kluby szukające wzmocnienia. Rozważał różne oferty, ale pozostawał wierny Stilonowi. Pieniądze, często powtarzał, to jeszcze nie wszystko. Ważne jest także środowisko, rodzina, klub. Nie chciał odchodzić za wszelką cenę. Nawet wtedy, gdy przyszło mu z kolegami przeżywać gorycz degradacji do trzeciej ligi. Po rocznej karencji wrócili jednak wraz z trenerem Eugeniuszem Ksolem na drugoligowe stadiony z myślą o szturmie do ekstraklasy, i byli nawet blisko tego wymarzonego celu. Chociażby w 1991 roku. Nie wyszło. Inni wykazali się większą siłą przebicia. Nie tylko na boisku. Pozostał żal...

Przygoda z Miliarderem
Lata mijały, coraz częściej zastanawiał się nad przyszłością. Zwłaszcza rodziny. Tym bardziej, że w Polsce wszystko się zmieniło i konieczność zmagań o codzienny byt w gospodarce rynkowej nakazywała zmianę postawy. Był już przecież bliżej końca niż początku piłkarskiej kariery.
Nic zatem dziwnego, że pod koniec września 1992 roku, po dziewięciu latach gry w Stilonie przeszedł do Sokoła-Elektromisu Pniewy, który zgłaszał pierwszoligowe aspiracje, a za którym stały duże pieniądze, co było publiczną tajemnicą. Nie wszyscy gorzowscy kibice wówczas chcieli pamiętać jego zasługi, że w gorzowskim klubie przez te wszystkie lata rozegrał 270 spotkań mistrzowskich strzelając 78 goli w drugiej lidze, 9 w meczach trzecioligowych. Nie rozumieli, że największy czas było mu pomyśleć o zbliżającej się sportowej emeryturze, że Stilon dzięki pieniądzom za transfer mógł przedłużyć swój podupadający żywot. Poza tym w Pniewach była realna szansa na grę W wymarzonej pierwszej lidze. Było mu więc przykro, gdy niektórzy kibice potraktowali jego odejście niemal jak zdradę, czemu dawali wyraz.
Nowy klub, nowe otoczenie, nowi koledzy... Tylko oczekiwania były takie same. Głównie miał zdobywać bramki. Z początku szło mu to jak po grudzie. W dziewięciu meczach jesiennej rundy 1992 roku tylko raz udało mu się celnie trafić do bramki rywala. Jakby coś się zacięło. Za to na wiosnę znowu był sobą. Siedem kolejnych goli było jego wkładem w awans pniewskiej drużyny do ekstraklasy. Nareszcie ziściło się jego pragnienie, choć szkoda mu było, że nie stało się to pod szyldem Stilonu.
Tak więc w lipcu 1993 w wieku 33 lat zadebiutował w pierwszej lidze w barwach zespołu z Pniew, który przyjął nową nazwę: Tygodnik Miliarder.
Początek nie był obiecujący. W pierwszym meczu, z Wisłą Kraków wystąpił w podstawowym składzie, ale niczym szczególnym nie zaimponował. W następnym, ze Stalą Stalowa Wola, po kilkudziesięciu minutach zmienił go inny gracz. W trzecim z Zawiszą Bydgoszcz nie wyszedł w podstawowym składzie i zagrał dopiero w drugiej połowie. W kolejnym spotkaniu, z Wartą Poznań w Pniewach, wszedł ledwie na ostatnie 10 minut, ale zdążył strzelić głową swoją pierwszą bramkę. W piątej kolejce, w meczu z ŁKS w Łodzi zaliczył ostatnie 23 minuty gry. Później był pojedynek z Pogonią w Szczecinie, gdzie wyszedł w podstawowym składzie, ale nie dotrwał do końca.
Zaczęto wątpić w jego predyspozycje do gry na pierwszoligowych stadionach, on nie tracił nadziei, i słusznie. Przełom nastąpił 18 sierpnia. Podczas spotkania z Polonią Warszawa w Pniewach. Jego drużyna wygrała aż 5 : 0, on zaś został okrzyknięty prawdziwym bohaterem meczu. Zdobył bowiem 4 bramki i na dodatek wszystkie głową, mając przed sobą znaczenie wyższych obrońców.
- Rzeczywiście, w bezpośrednich starciach z rosłymi obrońcami.nie mam szans -wyjaśniał później ten strzelecki fenomen. - Trudno byłoby mi wygrać pojedynki główkowe na polu karnym przeciwnika. Ale lata gry nauczyły mnie wyczucia sytuacji i sprytu.
Potrafię zaskoczyć rywali nagłym wejściem w tempo akcji czy, mimo wszystko, skocznością oraz szybkością.
Później były gole strzelone Zagłębiu Lubin i Siarce Tarnobrzeg. W Mielcu, ze Stalą popisał się znowu wielkim wyczynem dopisując hurtem na swoje konto trzy bramki. W następnych kolejkach pokonał bramkarzy Legii Warszawa, Ruchu Chorzów i dwukrotnie GKS Katowice.
Z 14 golami na koncie został najlepszym snajperem rundy jesiennej! Do tego dołożył tytuł Piłkarza Miesiąca (sierpnia) tygodnika "Piłka Nożna", gdzie też trafił do najlepszej ligowej jedenastki (sierpnia, października i listopada). Ponadto różne honorowe wyróżnienia przyznały mu inne gazety sportowe. Zaś kibice z Pniew przekazali mu specjalnie wykutą z metalu koronę ze szczęśliwą liczbą "14".
Wziął również udział w specjalnej piłkarskiej gali w warszawskim hotelu "Marriott". Spotkał się tam m. in. ze Zbigniewom Bobkiem, Janem Tomaszewskim, Adamem Musiałem, Kazimierzem Kmiecikiem, Stanisławom Terleckim, Markiem Kustą, czyli tymi, których jako dziecko podziwiał, choćby na mistrzostwach świata 1974 roku w RFN. Było to jeszcze jedno wielkie przeżycie, które głęboko zapadło mu w pamięci.
Ale wrażeń i honorów nie było jeszcze dość. W plebiscytach "Głosu Wielkopolskiego" i "Gazety Poznańskiej" uznany został Piłkarzem Roku 1993 w Wielkopolsce, o czym przypomina mu do dzisiaj eksponowana w domu srebrna piłka o ciężarze 2 kilogramów i wartości małego Fiata...
Na wiosnę nie grał już tak efektownie i efektywnie. Najczęściej za sprawą specjalnych opiekunów, których otrzymywał w każdym spotkaniu. Dzięki temu więcej mogli strzelać koledzy z zespołu, od których często odciągał dwóch - trzech obrońców. Zresztą spełnił pokładane w nim nadzieje i uzyskując jeszcze 7 trafień zdobył tytuł króla strzelców ekstraklasy sezony 1993/94.
Na trwałe zapisał się w kronikach polskiego futbolu.

Na francuskiej ziemi
Mógł pograć jeszcze w Pniewach sezon lub dwa, bo takiego snajpera łatwo się nie oddaje. Pojawiła się jednak możliwość wyjazdu do Francji. Co prawda do trzecioligowej drużyny, z Lyonu, ale na korzystnych warunkach finansowych, przynajmniej tak stało w umowie, z całą rodziną. No i pojechał. Trochę dla pieniędzy, trochę z ciekawości.
Półroczny pobyt w AS Lyon-Duchere przyniósł mu więcej rozczarowań niż satysfakcji. Nie tylko sportowych. Jego dorobek obejmował zaledwie 1 bramkę w 4 rozegranych tam pełnych spotkaniach ligowych oraz 3 gole w meczu pucharowym. Przyczyną tak słabego dorobku były kontuzje. Najpierw przez miesiąc pauzował na skutek kontuzji nogi, a po powrocie na boisko już w 30 minucie pierwszego meczu doznał urazu ścięgna Achillesa, który wyeliminował go z gry na następne dwa tygodnie.
Futbol francuski na poziomie trzeciej ligi niewiele ma wspólnego z finezją prezentowaną przez najlepszych trójkolorowych. W trzeciej lidze największy nacisk kładzie się na przygotowanie fizyczne, umiejętności techniczno-taktyczne są jakby mniej ważne. Dlatego wychodząc na boisko najlepiej jest zakładać podwójne ochraniacze. Nie przebierają tam w środkach...
Do niepowodzeń na boisku doszły kłopoty z wizą i egzekucją należności zapisanych w kontrakcie. To przesądziło, po naradzie w rodzinnym gronie, o powrocie do kraju pod koniec 1994 roku.
Przez kilka tygodni zastanawiał się co ze sobą zrobić. Owszem pojawiły się różne oferty z klubów polskich, odezwał się także francuski menadżer, ale nie były to propozycje na tyle sprecyzowane, żeby można było zaakceptować je bez obaw. W końcu uznał, że dla dobra swojego i rodziny oraz klubu najlepiej będzie znowu zagrać w Stilonie. I zagrał.

Młodzi mogą się od niego sporo nauczyć.
Czego on sam się nauczył, dorobił? W 1995 roku na stwierdzenie red. Janusza Dobrzyńskiego z tygodnika "Gorzowiak", że po tylu latach gry powinien już mieszkać w domku jednorodzinnym, a nie w M-3, na dodatek na IV piętrze, bez windy i telefonu, odpowiedział:
- To dość śmieszna historia, bo wszyscy w Polsce uważali, że nie chciałem przez 9 lat odejść ze Stilonu, gdyż mam tu "kokosy". Pamiętam, że kiedy w marcu 1993 wraz z kolegami z Pniew dojeżdżaliśmy autokarem do bramy stadionu Stilonu przy ulicy Olimpijskiej, pytali mnie: która z tych dwóch białych willi jest twoja? Moich tłumaczeń, że żadna, nie chcieli oczywiście słuchać, wmawiając mi, że to bluff. Ja jednak mieszkam jak zwykły śmiertelnik, ciesząc się przede wszystkim, że wszyscy jesteśmy zdrowi.

Jan Delijewski


 

 

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x