W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

Czas leci

2012-06-18 22:44:07, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura, historia, Miasto,

Jeszcze niedawno mówiliśmy o nich Gorzowska Młoda Scena Jazzowa. Mam na myśli tych gorzowian, którzy do czynnego grania jazzu trafili dzięki Małej Akademii Jazzu (MAJ). Trzódka to niemała i zarazem fenomen miasta średniej wielkości o rodowodzie robotniczym, które od pewnego czasu stara się to zmienić.
Cały ten gorzowski jazz to coś, co nie powinno się było narodzić. Zaczęło się w wszystko w mieście żyłki wędkarskiej, włókien sztucznych (Stilon) i odlewów żeliwnych (Zakłady Mechaniczne), gdzie teraz stoi Nova Park. W tamtych latach jazz w Polsce oparty był na środowiskach akademickich. A nagle wybuchł tu w Gorzowie. Tak naprawdę nie powinno było się to udać, a udało się. Nie znam miasta tej wielkości i o takim rodowodzie w Polsce, gdzie muzyka jazzowa uzyskałaby taki status i poziom akceptacji społecznej. Zarazem udało się zbudować własne środowisko artystyczne z ludzi, którzy urodzili się w tym mieście i nieźle już sobie radzą na polskiej scenie jazzowej.  Dziś zaczynają być liderami bądź aktywnymi rezydentami tej sceny.
Zdecydowana większość z nich ukończyła wyższe studia muzyczne na kierunkach jazzowych. Szkoda, że kiedy rodziły się zręby, a później opracowywano koncepcję Centrum Edukacji Artystycznej, zapominano o nich. Ale sobie radzą. Klub im pomagał i pomaga w ramach swoich możliwości finansowych, lokalowych i - nie będę ukrywał - również swoich osobistych kontaktów w środowisku jazzowym. Tu realizują swoje pomysły muzyczne w trakcie prób wspólnie z kolegami z Polski. Przyjąłem zasadę, że jeżeli to aktywność jazzowych Filarów i moja zawiodła ich na ścieżki jazzu, to dzisiaj, kiedy wędrują po tych ścieżkach, moim obowiązkiem jest dalsze ich wspieranie i pomaganie na tej drodze. Jazz Club „Pod Filarami” jest dla nich tym, czym filharmonia dla muzyków klasycznych, a nawet czymś więcej, bo tu zaczęła się ich przygoda z jazzem. Tu przeżywali pierwsze emocje - najpierw słuchając, a później grając z tuzami polskiego jazzu, wykładowcami MAJ, jako młodzi i nieopierzeni w ramach akademickich jam sessions.

A oto niektórzy z nich.

Krzysztof Kwiatkowski (perkusista) świetnie sobie radzi nie tylko na scenie jazzowej, zakotwiczony w Warszawie. To on gra na perkusji z zespołem wykonującym piosenkę „Koko Euro Spoko”, która jest w Polsce hitem Euro 2012. Ktoś powie: to nie jazz. Tak, ale w jazzie jest święta dewiza, nieważne co się gra, ale jak się gra. Tu zadziałał przypadek. Krzysztof zastąpił perkusistę, który nie mógł w dniu koncertu zespołu wystąpić.

Grzegorz Turczyński (puzonista) ostał się we Wrocławiu, gra między innymi salsę w zespole Josse Toresa.
Bartek Pernal, też puzonista, kursuje między Wrocławiem a resztą kraju. Jego gra zrobiła wielkie wrażenie na Jazz Campingu na Klatówkach w ubiegłym roku. Tam nie ma żartów. Tam grają młode lwy polskiego jazzu.

Pianista Mariusz Smoliński ostał się w Gorzowie, realizuje własne projekty koncertowe, m.in. z saksofonistą Michałem Maculewiczem, który kursuje między Gorzowem a Zieloną Górą i Krakowem oraz Krzysztofem Ciesielskim (kontrabasista) i Irkiem Budnym (perkusista). Ci dwaj ostatni koncertują również z Arturem Andrusem, tym od piosenki o Pile i ze „Szkła Kontaktowego”. Irek ostatnio nagrał płytę z pianistą Krzysztofem Baranowskim, na której gra na instrumentach ,,leśnych”: szyszki, żołędzie, kasztany, liście i trawy. Miałem okazję przesłuchać materiał muzyczny. Płyta na pewno spodoba się miłośnikom muzyki Ludovico Einaudiego. Ma ukazać się na początku lipca. Dam znać, jak wyjdzie.

Kolejny pianista, Michał Wróblewski, który swoją pierwszą płytą „I Remember” zdecydowanie zachwyca nie tylko krytyków, ale również podbija serca jazzfanów, penetruje też jazz na styku z muzyką klasyczną.  Brał udział w nagraniach trzech płyt ,,Starsi Panowie” z udziałem m.in.: Kayah, Maleńczuka, Kukiza. Płyty zaliczyły złoto i platynę w rankingu polskiego rynku fonograficznego.
David Troczewski, też pianista, świetnie radzący sobie na scenie jazzowej i okołojazzowej. Wyciszony, ale ciągle aktywny, od dawna realizujący swoje osobiste pomysły muzyczne, kursując między Poznaniem i Wrocławiem. Pięknie przełożył na język jazzu utwory Czesława Niemena i stare polskie piosenki m.in. Mieczysława Fogga.

Przemysław Raminiak - też pianista. Tworzone przez niego wraz z kolegami z Polski trio RGG to firma sama w sobie, od lat zbiera świetne recenzje, a każda nowa ich płyta to wydarzenie na polskiej scenie jazzowej. Również nadworny akompaniator Krystyny Prońko. No i Adam Bałdych. Dzisiaj najbardziej rozpoznawalny, świetnie radzący sobie nie tylko na scenie polskiej. Od pewnego czasu spędza czas między Gorzowem a Ameryką - a dokładnie Nowym Jorkiem - oraz Europą, obierając kurs na Skandynawię. Informacje, jakie przesyła z Nowego Jorku, są imponujące. Koncertuje i jamuje m.in. z muzykami, którzy gościli w Gorzowie w ramach Gorzów Jazz Celebrations . Nasyca się atmosferą tego miasta i jego wielokulturową muzyką przekładając to na język swojej słowiańskiej duszy. Penetruje nie tylko jazz amerykański, ale również skandynawski. W kwietniu nagrywał w Berlinie dla słynnej wytwórni ACT z ekipą skandynawską, między innymi z udziałem Larsa Danielssona oraz Nilsa Landgrena, który był producentem jego płyty. Temu ostatniemu tak się spodobała muzyka zarejestrowana w studiu, że w pewnym momencie nie wytrzymał i z producenta przemienił się w muzyka i spontanicznie dołączył się do nagrywających muzyków. Zostawił swój ślad na płycie w dwóch utworach. Parę dni później zaprosił Adama do swojego studia-domu w Göteborgu, gdzie z kolei Adam zagrał na jego płycie. Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że któregoś dnia gorzowski muzyk zagra z Landgrenem,  to bym się popukał w czoło. Znam jego twórczość, to genialny puzonista i piękny wokalista, śpiewa, że ciary przechodzą.

Adam dużo opowiadał mi o atmosferze w studiu w Berlinie, o muzykach którzy wzięli udział w nagraniu jego płyty. Ja mu opowiadałem o mojej fascynacji Landgrenem, o pomyśle, aby zaprosić go do Gorzowa. W tym czasie realizowaliśmy kolejną edycję Małej Akademii Jazzu, której Adam jest wykładowcą od sześciu lat. Na marginesie dodam, że Adam ma tyle lat, co MAJ w Gorzowie (26). Na czas nagrań w studiu otrzymał urlop „dziekański”, zrobiliśmy przerwę w zajęciach. Warto było.

Światowa premiera płyty nagranej dla wytwórni ACT odbędzie się 22 czerwca. Nosi ona tytuł: ,,Imaginary Room” - Adam Bałdych & Baltic Gang. Parę dni po zgraniu płyty, pod koniec kwietnia, Adaś w zaufaniu przekazał mi materiał, który znajdzie się na płycie. Po przesłuchaniu jej napisałem mu sms-a: „Adaś, płytą dla ACT nawiązujesz do najpiękniejszych tradycji polskiego jazzu (Stańko, Komeda). Gratuluję”.

Resztę poczytajcie w internecie, płyty jeszcze nie ma na rynku, a już jest o niej głośno.
Nagranie dla wytwórni ACT i współpraca z nią zdecydowanie wprowadza Adama na sceny europejskiego i światowego jazzu. Jest to przełomowy moment w jego karierze. Adaś, Keep Swinging.

 

PS.
Na horyzoncie gorzowskiego jazzu pojawiła się kolejna postać, saksofonista Marek Konarski. Odkryłem go w trakcie realizacji MAJ w Gimnazjum nr 4, do którego uczęszczał. Niebawem wejdzie do studia wraz z kolegami w ramach konkursowego projektu Instytutu Muzyki i Tańca w Warszawie - „Jazzowy debiut fonograficzny”. Jako jeden z trzech laureatów tego konkursu otrzymał bardzo wysoki grant na realizację płyty.

Wywiad z Markiem na:
http://www.echogorzowa.pl/news/13/kultura/2012-06-10/temperament-slowianski-ze-skandynawska-dyscyplina-512.html
 

Wyszukaj w blogu: