2023-04-17, Renata Ochwat: Moje irytacje i fascynacje
Jedną z najbardziej okropnych ulic w mieście jest bezsprzecznie Dworcowa. Niby powinna być wizytówką miasta, a po prostu straszy i to bardzo.
Szłam szybkim krokiem na dworzec. Szybkim, bo zwyczajnie nie lubię chodzić po ulicy Dworcowej – brudna, z dziurami po wyburzonych ruderach, z jakimiś budkami i innym ustrojstwem. A powinna być ładna, a przynajmniej zadbana, bo przecież to pierwsza wizytówka miasta. Na nią wychodzą ci nieliczni, którzy do miasta jeszcze docierają. A jak wyjdą, to widzą coś takiego, co każe im szybko wracać w nadziei na dobry i szybki pociąg, który ich stąd zabierze.
Ale coś dryga w temacie – żeby użyć gwaryzmów, które ja osobiście lubię. Otóż jak sobie szybko szłam, to zobaczyłam, że przy Przychodni Dworcowej trwają jakieś prace. No i przyjrzałam się samej fasadzie, bo jakaś taka czysta się stała i klarowna. No i to jest pierwsza jaskółka, która może sprawi, że inne ładne też tam się pojawią. Bo przecież nie tylko rudery tam stoją, ale także czynszówki z początków XX wieku, jeszcze z elementami ozdobnymi i całkiem ciekawymi klatkami schodowymi. Ale ponieważ chyba nigdy od nowości nikt nie pomyślał, żeby choć od czasu do czasu odczyścić fasadę, to ich zwyczajnie nie widać. Trzeba wprawnego oka, aby dostrzegło urodę. A ona jest, tylko trzeba ją odkryć.
O samym wyglądzie dworca i tym nieszczęsnym TOI TOI, co to ma robić za toaletę dworcową nie piszę, bo ileż można. Dworzec, co prawda, niepiękny i nie jakiś nadmiernie elegancki, ale paskudny ostatecznie nie jest. Trzeba trochę o niego zadbać i będzie ok… Tyle tylko, że na razie szans żadnych.
W każdym razie, na ten moment Dworcowa straszy i to bardzo…
Renata Ochwat
Ps. Mija dokładnie osiem lat od chwili, gdy w klubie Lamus otwarto wystawę prac Andrzeja Moskaluka; była to ostatnia impreza w tym klubie. No cóż….
Przechodzę od jakiegoś czasu obok tego coraz bardziej walącego się murku. Przechodzę i tak mnie nachodzą różne myśli.