Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Jakuba, Stefana, Romy , 28 listopada 2022

Budzyński: Ryba psuje się od głowy, to widać w jakości debat

2022-11-16, Rozmowa tygodnia

Z Łukaszem Budzyńskim, doktorem socjologii, pracownikiem naukowym Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie, rozmawia Maja Szanter

medium_news_header_35281.jpg
Fot. Maja Szanter

- Podczas przyjmowania znajomej do szpitala padło od pielęgniarki pytanie, czy jest za PiS-em czy przeciw. Wcześniej dwaj panowie, reprezentujący różne opcje, pobili się w sali dwuosobowej i od tego czasu do jednej sali trafiają pacjenci zgodni pod kątem światopoglądu politycznego. Jest aż tak źle z naszą tolerancją?

-  W Polsce mamy z tym problem, nie umiemy zaakceptować, że obok są ludzie, którzy mają inne poglądy i zachowania. Nie potrafimy z sobą rozmawiać. Mamy często skłonność do nadawania negatywnych ,,etykietek” inaczej myślącym niż my sami. Żeby dobrze zrozumieć pojęcie tolerancji, należy odwołać się do etymologii tego słowa. Pochodzi ono od słowa łacińskiego tolerantia – cierpliwość, wytrwałość. Czyli osoba tolerancyjna to ta, która cierpliwie znosi obok siebie osobę o innych poglądach czy inaczej się zachowującą. Oczywiście taka tolerancja ma też swoje granice. Szczególnie jest to widoczne, gdy na tolerancję spojrzymy z perspektywy całego społeczeństwa i zasad w nim obowiązujących.

- Na jaki poziom zgody na odmienność możemy sobie pozwolić?

- Każda wspólnota stawia granice tolerancji. Austriacki filozof Karl Popper wyraził pewien paradoks tolerancji, gdy stwierdził, iż ludziom nietolerancyjnym nie powinno przysługiwać prawo do tolerancji. Wynika to z faktu, iż poglądy nietolerancyjne mogą zagrozić samej zasadzie społeczeństwa otwartego, zmieniając go w społeczeństwo zamknięte i nietolerancyjne. Z perspektywy całej wspólnoty innym ujęciem granic tolerancji jest obowiązujące prawo. Na przykład – czy możemy akceptować to, że studenci w czasie egzaminów ściągają?

ZOBACZ:

Wsiadł na „Świnkę” z plecakiem i wyruszył dookoła Polski

 

- Z wielu względów nie jest to właściwe zachowanie…

- Dlatego jako społeczeństwo stawiamy pewne granice tolerancji.

- Tylko że nietolerancja przybiera często agresywne formy.

- Oczywiście, wykluczenie wśród wykluczonych może prowadzić do zachowań obronnych, w tym agresywnych. Dlatego tak ważne jest, żeby zrozumieć samo zjawisko. Źródłem nietolerancji jest przede wszystkim brak wiedzy, czyli podstawą tolerancji jest edukacja. Tkwimy też w stereotypach, które bardzo chętnie są wykorzystywane przez polityków. Często wzrost zachowań nietolerancyjnych jest zauważalny, gdy mamy jakieś społeczne kryzysy. Dodatkowo warto mieć na względzie, iż wszyscy możemy być nietolerancyjni, ale są ludzie, którzy mają do tego większe predyspozycje, które mogą się uaktywnić w sytuacji, gdy czują się zagrożeni.

- Od trzech lat mamy więc sprzyjające okoliczności…

- Na przykład w pierwszych miesiącach pandemii obserwowaliśmy wzrost zachowań ksenofobicznych, wynikających ze wzrostu poczucia zagrożenia.

- Później były ataki na ,,antyszczepionkowców”, podsycane zresztą przez polityków.

- Problem jest tu bardziej skomplikowany. Z jednej strony widoczne były tendencje do wykluczania osób inaczej myślących. Świat zaczął się dzielić na dwa plemiona – „szczepy” i „antyszczepy”. Oczywiście, zjawisko to było generowane nie tylko na poziomie mechanizmów społecznych, ale wspierane było również przez media i social media. Efektem tego była polaryzacja społeczeństwa. Na skłóconym społeczeństwie zawsze ktoś korzysta. Z drugiej strony, na poziomie wspólnoty przykład ten dobrze pokazuje dylemat związany z granicami tolerancji. Czy i w jakim zakresie jako wspólnota możemy tolerować w przestrzeni publicznej poglądy zagrażające zdrowiu publicznemu?

- Skończyła się pandemia i paliwo do nazywania kogoś ,,antyszczepionkowcem” czy ,,foliarzem”. Teraz mamy wojnę na Ukrainie i znów sytuację, że każdy, kto wyrazi opinię odmienną od medialnej retoryki, jest nazywany ,,ruską onucą”.

- W naukach społecznych znany jest mechanizm, iż poczucie zagrożenia wywołuje wzrost spójności społecznej. W takich sytuacjach jesteśmy też mniej tolerancyjni dla odmiennych poglądów. W sytuacji, gdy obok nas toczy się wojna, spadają bomby, ludzie umierają, a do Polski przybywa ogromna rzesza uchodźców, jest mniej miejsca na niuansowanie stanowiska.

ZOBACZ:

Ile zarobił Bartosz Zmarzlik?

- Nie tylko w Polsce były przypadki wyrzucania z pracy rosyjskich artystów. Nie za daleko to zaszło? Nie każdy Rosjanin jest przecież oprawcą.

- Sytuacje pozbawiania kogoś pracy tylko dlatego, że należy do narodu rosyjskiego, były manifestacją, pokazaniem, po czyjej stronie się stało. To było oczywiście nadużycie, bo trzeba odróżnić Rosjan, którzy popierają wojnę od tych, którzy się na nią nie godzą i nie są niczemu winni.

- A wykluczenia w sporcie?

- Na gruncie sportu często mieliśmy do czynienia z działaniami systemowymi. W przypadku artystów odrzucaliśmy ludzi niezależnie od ich poglądów, tu wykluczamy w pewnym sensie całą Federację Rosyjską. Jeśli na jakiejś imprezie sportowej śpiewany jest hymn Rosji, to my nie możemy udawać, że nic się nie stało. Trzeba przeciwstawiać się złu.

-  To jest poza sporem. Ale najczęściej zderzamy się z odmiennością, która nie robi nam krzywdy, a mimo to nie umiemy jej zaakceptować. Mieliśmy już ministra, któremu przeszkadzali wegetarianie i rowerzyści.

- I tu możemy za polskim filozofem Iją Lazari-Pawłowską rozróżnić postawę tolerancji negatywnej oraz pozytywnej. Na przykład – mój sąsiad idzie na polowanie. Nie popieram takich zachowań, ale przyjmuję postawę neutralną – niech idzie. I to jest tolerancja negatywna. Druga sytuacja – uwielbiam muzykę klasyczną, a mój syn jazz. Sam nie cierpię tego gatunku, ale kupuję dziecku płytę jazzową. Nie zgadzam się z nim w jego wyborze, ale go wspieram. To jest tolerancja pozytywna. Na poziomie wspólnoty absolutnym minimum jest tolerancja negatywna. Ma ona charakter bierny. Natomiast w wielu przypadkach jest to zdecydowanie niewystarczające. Wymagany jest od nas pewien aktywizm.

- W jakim aspekcie życia społecznego powinno się to najbardziej przejawiać?

- Na przykład w odniesieniu do imigrantów. Tu nie wystarczy tylko postawa neutralna. Te grupy potrzebują aktywnego wsparcia w zakresie włączenia społecznego. Poprzez takie działania nie tylko pomagamy samym imigrantom, ale również oddziałujemy korzystnie na całe społeczeństwo. Gdy osoby przybywające do Polski integrują się z resztą społeczeństwa, zyskujemy na tym wszyscy i w dłuższej perspektywie wszystkim będzie się żyło lepiej.

- I tu wracamy do nietolerancji i zachowań ksenofobicznych Polaków. Ataki na czarnoskórych ludzi były swego czasu bardzo nasilone, do dziś mamy z tym problem. 

- Polska dopiero staje się krajem imigranckim. Nasze doświadczenie historyczne z ostatnich dziesięcioleci jest takie, że mieliśmy ograniczony bezpośredni kontakt z Innym, byliśmy krajem dość monolitycznym kulturowo. Nawet jeśli istniały mniejszości narodowe, etniczne lub wyznaniowe, były one mało widoczne. Natomiast to właśnie przez bezpośredni kontakt najprościej budować relacje, które są oparte na szacunku i tolerancji. Jeśli mam sąsiada muzułmanina i chcę kontaktu, zaczynam z nim rozmawiać. Wówczas okazuje się, że to taki sam człowiek jak ja. Właśnie tutaj w tych społeczno-historycznych doświadczeniach upatrywałbym pewnej specyfiki polskiego podejścia do Innego. Nie stawiałbym jednak tezy, że Polacy są z natury bardziej nietolerancyjni niż przykładowo Niemcy. Problem z tym ma wiele krajów na Zachodzie, nie tylko postkomunistyczne. Oczywiście, zdarzają się rażące przykłady nietolerancji w Polsce, ale nie mają one charakteru powszechnego, co nie oznacza, że jesteśmy supertolerancyjni.  

ZOBACZ:

Z bronią do Filharmonii. Czy to tylko brak wyobraźni?

- Jak ocenia pan naszą akceptację wobec fali imigracyjnej z Ukrainy? Na początku było pospolite ruszenie z pomocą. A teraz?   

- Jesteśmy mistrzami świata w zrywach i tak było na początku wojny. Teraz ten zapał lekko osłabł. Jesteśmy już zmęczeni, a sytuacja na Ukrainie dalej jest niepewna, być może pojawią się dalsze fale uchodźctwa. Pytaniem otwartym jest, jak w dalszej perspektywie będą wyglądać nastroje społeczne w Polsce w związku z żyjącymi tutaj Ukraińcami. Szczególnie ważna jest odpowiedzialność polityków za słowa. Realne niebezpieczeństwo też widzę w różnego rodzaju negatywnym oddziaływaniu social mediów, nierzadko inspirowanych za naszą wschodnią granicą.

- Na co dzień widzimy jednak różne zachowania imigrantów.  

- W każdej grupie są czarne owce, ale czy one powinny mieć wpływ na obraz całości? Wiele lat temu mieliśmy nasiloną falę emigracyjną Polaków do Anglii. Dużo naszych rodaków pracowało uczciwie i nie generowało problemów, ale były jednostki, które to robiły. Łatwo wykrzywić ten obraz, ale wtedy robimy krzywdę sami sobie. Jedynym rozwiązaniem, jakie widzę w przypadku Ukraińców, to mądre programy włączające tych ludzi w nasze społeczeństwo.

- Mamy kryzys, inflację, wojnę, czyli kumulację sytuacji zagrożenia. Ciągle będziemy na kimś odreagowywać?

- To jest mechanizm, że zawsze w takich sytuacjach społeczeństwo szuka kozła ofiarnego. Mogą to być Żydzi, Bill Gates, ktokolwiek. Społeczeństwo poświęca kogoś, żeby samemu się oczyścić. Jak coś się dzieje źle, nawiązujemy do rytuału. Finalnie jednak nie rozwiązuje to żadnego problemu, oczywiście lepiej się czujemy, ale problem pozostaje.

- Człowiek nie rodzi się nietolerancyjny, ale już w wieku przedszkolnym zaczyna przejawiać takie postawy. Jak temu zapobiegać?

- Edukować, edukować i jeszcze raz edukować. Trzeba najpierw poznać to, z czym się spotkamy, próbować zrozumieć. Mamy wówczas mniejszą skłonność do podtrzymywania stereotypów. Dziecko w przedszkolu nie ma wiedzy, że komuś szkodzi. Należy z dziećmi rozmawiać, żeby były otwarte, chciały poznawać. Nie można się tłumaczyć później, że taki się urodziłem.

- Zaczyna się dość niewinnie w dzieciństwie, później mamy choćby hejt w Internecie. Czujemy się lepiej, jak kogoś obrzucimy błotem?

- Jeśli trafiamy na człowieka z jakąś odmiennością musimy pamiętać, że on też czuje. Niektórzy mają grubą skórę, ale u niektórych taki hejt może – i to się też zdarza – doprowadzić do poważnych sytuacji kryzysowych, choćby wśród młodzieży. Każdy z nas jest czuły na krytykę. My, Polacy nie mamy wykształconej kultury rozmowy, używania argumentów zamiast wyzwisk. Ryba psuje się od głowy, to widać w jakości debat w parlamencie. W Internecie łatwiej obrazić, bo czujemy się anonimowi i bezkarni. Podejmowane są oczywiście próby na poziomie prawodawstwa, by to zmienić, ale jako ludzie mamy lekcję do przerobienia, by nauczyć się być tolerancyjnymi.

- Dziękuję za rozmowę.   

WAŻNE:

- 16 listopada przypada Międzynarodowy Dzień Tolerancji.

- Święto zostało ustanowione przez Zgromadzenie Ogólne ONZ na wiosek UNESCO w 1995 roku.

- Celem tego dnia jest promowanie szacunku, akceptacji i uznania różnorodności kultur na świecie.

- Dzień Tolerancji był odpowiedzią na rosnącą falę nietolerancji, np. rasizmu i antysemityzmu.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x