2026-01-08, Miejsca wstydu
Trudno mówić o rozwoju, jeśli śródmieście miasta wojewódzkiego pełne jest ruin. Tym razem pokazujemy jedną z głównych ulic Gorzowa – Sikorskiego.
Ile ich jest? Nie sposob już zliczyć. W każdym mieście mniejszym czy większym takie niszczejące budynki są, ale chyba mało gdzie są ich setki w ścisłym centrum i jego najbliższych okolicach. Gdy dodamy do tego stanu fakt, że mowa o mieście bez śladowych ilości dumnego na wyrost w nazwie Wielkopolskiego, a średniej wielkości, ,,aspirującym" konsekwentnie do bycia miastem mniejszej wielkości, skala zjawiska może przerażać.
Niemal cały rok 2025 poświęciliśmy na pokazywanie - w ślad za interpelacjami kilkorga radnych, głównie Jerzego Synowca - ,,miejsc wstydu". Przedstawialiśmy reakcje na te interpelacje magistratu, często także będące odpowiedziami wstydu. Dominowała tam niemoc urzędu, polityka robienia minimum, czasem ignorancja, brak szczerej troski o stan miasta i prób naprawienia sytuacji. Sporadycznie udawało się coś osiągnąć (na przykład uświadomić radnym problem, co zaskutkowało zwiększeniem środków dla miejskiego konserwatora zabytków z 325 tys. do 1,7 mln złotych na rok 2026), jednak w ogólnym rozrachunku radny, a więc i mieszkańcy, słyszeli: nie da się.
Dziś krótko o jednej z głównych ulic, o której pisaliśmy choćby przy okazji pokazania Starego Domu Towarowego czy Okrąglaka. Tym razem chodzi o dwa miejsca. Jak pisze radny Synowiec, ulica Sikorskiego w pobliżu dawnego dworca autobusowego ,,przypomina slumsy w hinduskim Bombaju". W jednej lokalizacji trwa budowa ,,czegoś bliżej niewiadomego", w drugim znajduje się ,,wejście do miejskiej dżungli, o której istnieniu mało kto wie". Radny zadaje często powtarzane pytanie: ,,Czy nie można uaktywnić właścicieli działek, aby nadali tym miejscom cywilizowany wygląd?"
Czy tym razem odpowiedź magistratu była konstruktywna?
Urząd odpowiedział, że obie nieruchomości (działki 1589/2 – 1174 m² oraz 2590/1 i 2590/4 o łącznej powierzchni 1190 m²) należą do osób prywatnych. I kolejne kopiuj – wklej: ,,W systemie prawa, poza przypadkami stwierdzenia zagrożenia dla życia i zdrowia osób, nie ma instrumentów, które mogłyby nałożyć na właściciela obowiązek inwestowania. Dlatego Miasto nie posiada narzędzi umożliwiających egzekwowanie od właścicieli ponoszenia nakładów finansowych związanych z utrzymaniem lub poprawą estetyki nieruchomości" – informuje Jacek Szymankiewicz, zastępca prezydenta.

Wielokrotnie jednak podkreślaliśmy, na co również zwraca uwagę J. Synowiec, prawnik, że Miasto jak najbardziej może zrobić więcej. Zgodnie z kompetencjami może przekazać sprawę do Państwowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który ma narzędzie w formie Ustawy Prawo budowlane. Tam zaś są przepisy, które nakładają na nadzór budowlany obowiązek zareagowania w przypadku choćby obiektów grożących zawaleniem się, opuszczonych, zaniedbanych, a także w przypadku rażącego odbiegania od estetyki otoczenia.
Z odpowiedzi z Urzędu Miasta nie wynika jednak, że sprawa została PINB przekazana lub że jest to planowane. Nasze pytania do PINB czekają natomiast na odpowiedź albo długo, albo są w ogóle ignorowane. W sytuacji, kiedy nie prosimy o odpowiedź tego samego dnia, kiedy wysyłamy maila, a jest to czas liczony nieraz w tygodniach, mamy obraz troski i starań gorzowskich urzędów odpowiedzialnych za wygląd miasta.
Maja Szanter
Mimo wyremontowanych kamienic nadal okolicę szpeci murek i schody. Miasto remontu nie wyklucza, ale też go nie planuje.